Nowy numer 21/2018 Archiwum

Aby pachniało świeżym chlebem przejdź do galerii

– Środowisko popegeerowskie? Brzmi jak rezerwat – oponuje ks. Maciej Pliszka, proboszcz w Korytowie w Zachodniopomorskiem. – To całkiem zwyczajna miejscowość, choć wiele jest tu do zrobienia.

Miejscowości podobnych do Korytowa jest na Pomorzu wiele. W listopadzie 2015 r. ks. Maciej Pliszka objął tutejszą parafię pw. św. Stanisława Kostki. – Niełatwo dzielić czas pomiędzy bycie proboszczem a działaniami dla rozwoju parafii i wsi – mówi. Przez 10 lat pracował w Szczecinie. Zajmował się m.in. renowacją katedry. Rozwinął też biuro pielgrzymkowe i Jarmark Jakubowy. Przyznaje, że zawsze chciał pracować na wsi. – Dzieciństwo spędzałem u dziadków na Opolszczyźnie. Żniwa, wypas i dojenie krów, kierowanie traktorem... To wszystko umiem. Chciałem też robić coś więcej, wybudować przytułek, dom dziecka... – wylicza.

Korytowo przez lata żyło PGR-ami. Aż do ich likwidacji w 1996 r. – Tu była wielka ferma. 5 ha, pełno bydła. Gdy to się skończyło, to jakby powietrze odcięli. Bieda zajrzała do domów. Ludzie zaczęli wegetować – opowiada i wspomina swego poprzednika. – Ksiądz Sławek... 16 lat tu był. Zorganizował ośrodek wspierania rodzin, rozdawanie żywności, odzieży, kolonie dla dzieci. Gdy szukali jego następcy, powiedziałem: „pójdę”. I tak się zaczęła ta historia...

Biznesmen w sutannie

– Mamy szczęście do księży. Poprzedni dawał ryby, obecny daje wędkę. Ale na drodze do naszego domu od lat żadnych zmian, tylko las – uśmiecha się Zbyszek Sikorski, mieszkający na obrzeżach wsi. Potwierdza, że 20 lat temu faktycznie była bieda. – Ludzie nie wiedzieli, co ze sobą począć. Ci bardziej rzutcy wyjeżdżali. Nie było tu żadnej pracy. Teraz też nie jest łatwo – dodaje. – Głodu dziś nie ma – przyznaje ks. Maciej. – Teraz trzeba stwarzać miejsca pracy. Dać ludziom możliwości, by stanęli na nogi, zarabiali na siebie. Na plebanii założył spółdzielnię socjalną. Wyrabiają pierogi. Zatrudnienie przy tej pracy znalazło już 10 osób. Wyroby dostarczają do Szczecina. Codziennie. – Zaczęło się od 2 kg zawożonych prywatnym samochodem. Dziś mamy samochód chłodnię, a nasza kuchnia jest – jak mówi sanepid – najbardziej profesjonalna w powiecie.

Pierogi smakują wybornie. – Bo kobiety tu świetnie gotują – śmieje się proboszcz. – To pierwotne smaki – sól, pieprz, papryka, żadnych „modnych” ziół.

Przy wsparciu władz samorządowych ks. Pliszka zainicjował Centrum Integracji Społecznej (CIS). Projekt jest zaplanowany do końca roku. Ufa, że poprawi wizerunek Korytowa, ponoć najbiedniejszej parafii w Polsce. – Każdy tu wyszedł z wielkiej biedy. Ale to dobrzy ludzie. Więc gdzie jak nie tu Pan Bóg będzie wspierał? – wierzy proboszcz.

Obecnie trwa remont stajni naprzeciw kościoła. – Nikt się nią nie interesował. My tworzymy nowoczesny budynek, który może stać się nadzieją dla tej miejscowości.

W planie jest… Gospoda Korytowo. – Aby przyjeżdżali tu ludzie ze Szczecina i okolic. Żeby pachniało chlebem, pieczonym mięsem i swojską, wędzoną kiełbasą. Chcę stworzyć jak najwięcej miejsc pracy dla mieszkańców – mówi ks. Pliszka i śmieje się, że niektórzy przytknęli mu łatkę biznesmena. – Nie przejmuję się tym. Na tym biznesie nikt się nie bogaci. Ludziom płacimy pensje, a to, co zostaje, przekazujemy na Korytowo. Ja nic z tego nie mam – dodaje.

W nieznane

Na skraju Korytowa, obok lasu, mieszka pani Anna. Przyjechała tu z rodzicami w 1947 r. z Bieszczad. – Pamiętam strzały i jak zabitych wieźli. Tego jednego, ułożonego twarzą do desek, widzę do dzisiaj, jego ciało podskakiwało. Wywozili nas, by tę partyzantkę [UPA – red.] zlikwidować i zasiedlić Ziemie Zachodnie – mówi.

Droga na zachód trwała dwa tygodnie. – Ludzie w zamkniętych wagonach, bydło w otwartych. Jechaliśmy w nieznane – wspomina. W Korytowie przydzielono im gospodarstwo. – Wcześniej należało do Niemca, bo oni tu wszędzie mieszkali. Wielu pouciekało. Ten był stary, to go Ruscy zastrzelili. Wiem, że nóg nie miał, na wózku jeździł. Tam, pod jesionem, był grób, a na nim krzyż. Świeczki im na Wszystkich Świętych świeciliśmy – opowiada. – Różne nieszczęścia ludzie przeszli. Taka historia... – zamyśla się pani Anna.

Gdy powstały PGR-y, rodzina pani Anny pozostała „na swoim”. – Łatwo nie było. Przymusowe dostawy, a grosze płacili. Wielu z PGR-ów uciekało, bo trzeba było te żrące nawozy ręcznie nosić. Maszyn nie było. Kombajny to dopiero lata 80.

– Wszędzie było daleko, jak i teraz. Dziś to chociaż dzieci dowożą do szkoły. No, ale pracy nie ma. A w sklepie to na zeszyt wciąż biorą.

Od śmierci męża kobieta mieszka sama. Nie oczekuje wiele. – Żeby choć drogę zrobili... Ostatnio przejść się nie dało. Lasy z jednej i drugiej strony. Dzieci się wyprowadziły. Ja najchętniej też stąd pójdę, jak będę miała okazję.

Gotycka perła

– Korytowo to kolos na glinianych nogach. Ryzyko naszej inwestycji jest wielkie, ale moje zaufanie, że się uda, jeszcze większe – mówi ks. Pliszka. Obok CIS-u ma na głowie renowację tutejszego kościoła. Według podań wybudowali go w XIII w. joannici, do których należała miejscowość. Od XIV w. panowały tu niemieckie rody von Goltz i von Wedel. Gdy w 1534 r. na sejmiku trzebiatowskim zdecydowano o przyjęciu na Pomorzu Zachodnim protestantyzmu, w myśl zasady cuius regio eius religio, korytowską świątynię na kolejne cztery wieki przejęli luteranie. – Dzisiejsza plebania to dawna pastorówka. Co ciekawe, zachował się na tych terenach kult Matki Bożej. Na przykład w Brzesku, gdzie Otto chrzcił Pomorzan, przetrwała Jej figura. Czcili Ją za ocalenie ludzi od zarazy. U nas jest ołtarz z XVI w. ze sceną Ukrzyżowania. Czeka na renowację – mówi ks. Maciej.

Obecna parafia funkcjonuje od roku 1986. Wcześniej była filią parafii w sąsiednich Zieleniewie, Raduniu i Wardyniu. W tej ostatniej miejscowości po wojnie zniszczono kościół, bo… już nie miał być potrzebny. – W sumie około 400 kościołów w diecezji zostało zburzonych na rozkaz komunistów. Rozszarpywali je traktorami. Korytowski kościół to, jak mówi proboszcz, „gotycka perła” na tym terenie. Dzięki temu są fundusze na renowację. – Zaczęliśmy od wieży, teraz kolej na dach i wnętrze. Niech ludzie biorą tu śluby. W spichlerzu niech będzie hotel, a w karczmie wesela – roztacza wizje.

Obecnie do korytowskiej parafii, liczącej ponad 1000 wiernych, należą filialne kościoły w Chełpie i Wardyniu. Ten ostatni został wybudowany w latach 80., w miejsce zburzonego przez komunistów.

Kiedyś to się śpiewało

– W pałacu były przedszkole, gabinet stomatologiczny, klubokawiarnia, biblioteka. I nawet organizowali takie „wieczornice” – wspomina Krystyna Zajko, od dzieciństwa we wsi. – A jak sobota przychodziła, to potańcówki były. Dzisiaj to już nic nie mamy. Ale ksiądz proboszcz stara się, aby było ładnie.

Do Korytowa przyjechała z Wilna. – Mieliśmy dom na wzgórzu. Opodal młyn i Wilejka płynęła. A potem rodzice chcieli do Polski. To było w 1946 r., 9 maja.

Najpierw trafili do Choszczna, potem do Korytowa. Zamieszkali na tutejszej plebanii, która wtedy należała do kołchozu. – Ferma słynęła na całe województwo. I do kościoła ludzie chodzili. A jak śpiewali! Było czuć, że to jedna wielka rodzina.

Dzisiejszego Korytowa pomimo trudności nie opuściłaby też pani Kazimiera. Od 15 lat pracuje w tutejszej szkole.­ – To moje miejsce. Teraz mamy parafię, kiedyś nie było. Szkoła też była do likwidacji, ale dzięki poprzedniemu proboszczowi i władzom w Choszcznie nie zamknęli jej. Potem nawet rozbudowano placówkę.

Pani Kazimiera przyznaje, że kocha Korytowo. – Tyle sentymentów. Dlatego tu jestem.

O Centrum Integracji Społecznej mówi, że to „fajna sprawa”. – Jeśli zrobią to, co planują, będzie tu pięknie. W końcu coś zaczyna się dziać w Korytowie.

Piękno zapomniane

– Tu jeszcze słychać muzykę średniowiecza. To miejsce kryje wiele tajemnic – opowiada ks. Maciej, prowadząc nas wzdłuż zabudowań pałacowych na cypel nad Jeziorem Korytowskim. – Gdy mówię o Korytowie, każdy tylko słucha. Ale jak ludzie tu stają, zachwycają się tym miejscem. Niestety, dziś jesto ono zapomniane...

Na inicjatywę korytowieckiego proboszcza przychylnie zapatruje się marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz. – Wsie na Pomorzu Zachodnim mają wyjątkową specyfikę. To obszary społecznie jedne z najtrudniejszych, przez kilkadziesiąt lat dotknięte eksperymentem PGR-ów. I kiedy te w latach 90. w zasadzie z dnia na dzień zniknęły, tutejsze społeczności zostały zmarginalizowane, jeśli chodzi o pespektywy rozwoju. Wiele lat minęło, ale mam wrażenie, że blizny zostały. Dlatego musimy podejmować działania gospodarcze i społeczne. Stwarzać możliwości pracy – ocenia.

Ksiądz Maciek z przekonaniem stawia więc kolejne kroki. – Wierzę, że jak będę się troszczył o wszystko, tylko nie o siebie, to Pan Bóg się o mnie zatroszczy. I tak to się toczy – mówi. •

Więcej o parafii na profilu facebookowym „Parafia św. Stanisława Kostki w Korytowie”

« 1 »
Aby pachniało świeżym chlebem

WIARA.PL DODANE 18.01.2018

Aby pachniało świeżym chlebem

oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.