Nowy numer 32/2020 Archiwum

Nie ma jednej psychologii

O związkach psychologii z filozofią, duchowością i światopoglądem mówi ks. Andrzej Jastrzębski OMI.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Czy współczesna psychologia to nauka bardziej przyrodnicza czy humanistyczna?

Ks. Andrzej Jastrzębski: Psychologia nie jest czymś jednorodnym. Nie ma jednej psychologii. Są różne szkoły, podejścia i kierunki.

Ale jeśli ktoś idzie na psychologię, to co właściwie będzie studiował?

Pozna wszystkie kierunki czy szkoły oraz poszczególne zagadnienia. Zwykle zaczyna się od Freuda, czyli od psychoanalizy. Ale moim zdaniem byłoby idealnie, gdyby studium psychologii zaczynało się od filozofii. Tym bardziej że psychologia przez całe wieki była jej częścią. Dopiero w XIX wieku wyodrębniła się jako samodzielna nauka. Miała wtedy ambicję bycia nauką typu przyrodniczego, opartą w stu procentach na doświadczeniu, na obiektywnych kryteriach, takich jak w fizyce czy chemii. Dlatego od początku w psychologię wpisane jest napięcie. Mając korzenie humanistyczne, chce mimo wszystko stać się nauką typu przyrodniczego. Stąd we współczesnej psychologii znajdziemy część „twardą”, opartą na badaniach i eksperymentach, oraz część „miękką”, czyli interpretacje ludzkiej psychiki zależne od założeń filozoficznych.

W tle tych różnych szkół psychologii stoi kwestia rozumienia tego, kim jest człowiek. Czy tak?

Oczywiście. Koncepcja psychologii opiera się na jakiejś antropologii, jawnie albo skrycie. Występują w niej ponadto różne ujęcia zdrowia psychicznego, czyli tzw. normy psychicznej.

Skąd dana szkoła psychologiczna czerpie tę wizję człowieka, na której się opiera?

Źródła są różne. Pochodzą z przyjętej filozofii. Jeśli ktoś opiera się na materializmie, wtedy na człowieka patrzy jak na rodzaj materii, doskonale zorganizowanej, ale tylko materii. Wyższe funkcje psychiczne traktuje wtedy jako wysublimowane cechy materii. Można przyjąć także wizję człowieka – maszyny. Wtedy psychoterapia będzie traktowana jako naprawianie uszkodzonych mechanizmów, tak jak naprawia się samochód. Psychologia behawioralna traktuje z kolei człowieka jak zwierzę. Bazuje na metodzie kija i marchewki. Jeśli pewne zachowania są nagradzane – ulegają wzmocnieniu. Jeśli są karane – mogą zaniknąć. W końcu psychologia humanistyczna czy egzystencjalna akcentuje rozwój potencjału człowieka oraz jego tożsamość. Psychologia może mieć także jako swoje zaplecze chrześcijańskie spojrzenie na człowieka jako na osobę wolną i odpowiedzialną. Psychoterapia bazująca na takiej wizji będzie się odwoływać przede wszystkim do jego wolnych wyborów. Mamy więc bardzo różne obrazy człowieka, które stoją u podstaw poszczególnych kierunków psychologicznych i wyznaczają jednocześnie sposoby pomagania osobie cierpiącej.

Człowiek, który szuka pomocy u psychoterapeuty, nie wie, na jakiej antropologii opiera się dana metoda. Czy istnieje niebezpieczeństwo, że terapeuta stanie się kryptomisjonarzem narzucającym pacjentowi swój światopogląd?

Oficjalnie nie. Psychoterapeuci mają obowiązek zachowania neutralności. Ale jest to raczej postulat, ponieważ terapeucie trudno odciąć się całkowicie od swojego światopoglądu. Chcąc nie chcąc, przekazuje go na różne sposoby.

Dla człowieka wierzącego, który szuka pomocy u psychoterapeuty, ta sprawa jest istotna. Może dojść do konfliktu wartości.

Taka sytuacja może się zdarzyć. Niektórzy psychoterapeuci będą przekonywać pacjentów, by porzucili swoje poglądy czy wartości, bo uważają je za szkodliwe czy nierozwojowe. Także wartości chrześcijańskie. Nie powinno się tak zdarzyć, ale może to mieć miejsce. Często dzieje się to w sposób nieświadomy, przez ignorowanie tych treści czy dawanie do zrozumienia, że są one mało istotne. Dlatego ważne jest, żeby wybrać właściwego psychoterapeutę.

Omówiłem w GN (6/2017) poglądy amerykańskiego psychologa Paula Witza, krytykującego nurt tzw. psychologii humanistycznej. Były dwa typy reakcji zwrotnej. Jedni chwalili za to, że ktoś odniósł się krytycznie do psychologów grających rolę kapłanów, inni krytykowali, że ten artykuł zniechęcił do psychoterapii ludzi, którzy jej potrzebują. Jak to skomentujesz?

Na pewno słuszna jest krytyka psychologii nastawionej na samospełnienie, w którym nie ma miejsca na krzyż. Taka psychologia jest w konflikcie z wiarą. Natomiast jeśli ktoś odebrał ten tekst jako krytykę całej psychologii lub zwolnienie się z pracy nad sobą, której część może stanowić psychoterapia, to jest to błąd. Wpływ na te reakcje może mieć osobista historia ludzi, którzy zetknęli się z psychologią w jakimś momencie życia. Nie jestem więc zdziwiony ani jedną, ani drugą reakcją. Ważne jest, aby nie wylewać dziecka z kąpielą. Czyli żeby z jednej strony nie pójść w angelizm, tzn. o wszystko się modlę i nie podejmuję pracy nad sobą, a z drugiej nie popaść w psychologizm, który stawia psychologię ponad wiarą, bo wtedy człowiek będzie podejmował wybory z czysto pragmatycznego punktu widzenia, a nie ze względu na konsekwentne pójście za Chrystusem.

Ale krytyka psychologii opartej na samorealizacji (selfizmu) jest zasadna?

Z punktu widzenia chrześcijańskiego jak najbardziej. Bo psychoterapia nie powinna „produkować” egocentryków w stylu „ja jestem najważniejszy”, „moje potrzeby są najważniejsze”. Oczywiście mogą być sytuacje, że ktoś w ogóle zaniedbuje swoje potrzeby i żyje jakimś niezdrowym heroizmem, wtedy potrzebuje wzmocnienia swojego „ja”. Ale to zadbanie o siebie i swoje potrzeby nie jest punktem dojścia, ale pewnym etapem zdrowienia. Dla człowieka wierzącego nie tyle samorealizacja, ile przekraczanie siebie (transcendencja) jest ostatecznym celem życia. Prowadzi ono aż do świadomej ofiary z siebie na zasadzie „przyjmuję siebie po to, by dać siebie”.

Warunkiem zdrowia duchowego i psychicznego człowieka jest właściwa relacja z Bogiem. To już się wymyka z obszaru dostępnego psychologii.

Psychologia religii podejmuje to zagadnienie. Bada, jak relacja człowieka z Bogiem wpływa na jego zdrowie psychiczne. Ale psychologia może wypowiadać się najwyżej na temat obrazu Boga w człowieku, nie mówi nic o Nim samym. Pamiętajmy jednak, że człowiek jest jednością. Łaska Boża wpływa na całego człowieka, czyli także na jego psychikę. Te zmiany mogą być obserwowane przez psychologię. Istnieje coś takiego jak psychologia duchowości. Na uczelni w Kanadzie, gdzie pracuję, szukamy integralnego rozumienia człowieka. Chodzi nam o świadome integrowanie wymiaru duchowego w działaniach pomocowych. Zdrowe zaplecze duchowe człowieka jest traktowane jako jeden z elementów wspierających terapię, a nie jako coś, z czym trzeba walczyć.

Wydaje mi się, że w Kościele w Polsce coraz mocniej akcentuje się psychoterapię np. w formacji seminaryjnej.

Zachodni Kościół przeszedł fazę zachwycenia się psychologią, a teraz zbiera gorzkie owoce tego procesu. Polska mądrze wprowadzała reformy soborowe. Dzięki temu nie doświadczyliśmy skutków zbyt pochopnych reform. Jeśli chodzi o wprowadzanie psychologii w przestrzeni Kościoła, mamy szansę zrobić to w taki sposób, który będzie budował, a nie niszczył – tzn. roztropnie. Chodzi o to, by rozumieć wiedzę o człowieku, którą daje psychologia, i stosować ją w miarę potrzeb, ale nie w tym celu, by zastępować religię psychologią. Istnieje wielki spór o to, kto ma ostatnie zdanie na temat człowieka, na temat dobra i zła. Czy norma psychiczna może stać się normą wiary? Nie może.

Dotykamy chyba sedna naszej rozmowy. Rozwiń tę myśl, proszę.

Czy można usprawiedliwić zło lub grzech zaburzeniem psychicznym? Zarówno wobec sądów świeckich, jak i w sumieniu? Są takie tendencje. I one są groźne. Ale nie oznacza to zarazem odrzucenia całej psychologii. Mamy np. w Kościele inne rozumienie samobójców, bo mamy większą wiedzę o istocie tego czynu. To jest dobry przykład roztropnego zintegrowania wiedzy psychologicznej w praktyce Kościoła. Trzeba ostrożnie postępować, gdy chodzi o normę psychiczną, żeby nie zanegować kategorii grzechu. Są terapeuci, którzy niosą kompetentną psychologiczną pomoc ludziom z poszanowaniem wiary i przykazań oraz uwzględniając wymiar zapierania się siebie, o którym mówi Jezus w Ewangelii.

Jak odróżnić terapię, która będzie wspomagała rozwój duchowy, od terapii, która może okazać się szkodliwa dla życia duchowego?

Papierkiem lakmusowym jest stosunek do cierpienia, którego już nie można uniknąć bez sprzeniewierzenia się zasadom Ewangelii. Próbujemy pomóc człowiekowi przez psychoterapię czy leki, ale przychodzi moment, gdy lekarz czy psychoterapeuta musi umieć powiedzieć: „Teraz już tylko Bóg może pomóc”. Czyli musi mieć uczciwie powiedzieć człowiekowi: „Przeszliśmy jakąś drogę, udało się zrobić to i tamto, przepracować jakieś sprawy w twojej historii czy osobowości, ale jest sfera, z którą musisz się zmierzyć, i ona pozostanie twoim krzyżem”.

Ale może być tak, że źródłem czyjegoś cierpienia jest uwikłanie w grzech, i potrzebne jest raczej nawrócenie niż terapia.

Idealnie byłoby, gdyby psychoterapia łączyła się z kierownictwem duchowym. Terapeuta nie musi być sam kierownikiem duchowym, ale musi umieć rozeznać, że dalszy etap zdrowienia pacjenta czy jego rozwoju dotyczy już płaszczyzny duchowej, że bardziej niż poprawy samopoczucia ten człowiek potrzebuje walki z grzechem i np. dobrej spowiedzi. Warunkiem tego jest wierzący terapeuta, który rozumie, czym jest życie duchowe, ma sam jakieś doświadczenie w tym względzie. Wie, czym jest np. walka duchowa. Z drugiej strony potrzebni są tacy kierownicy duchowi, którzy potrafią rozpoznać problem wymagający raczej pomocy psychologicznej i na dodatek potrafią wskazać dobrego terapeutę. •

Ks. Andrzej Jastrzębski OMI

(ur. 1973) doktoryzował się z filozofii, habilitację napisał z teologii duchowości na KUL. Zajmuje się badaniami styku psychologii z filozofią i teologią. Wykłada na Uniwersytecie św. Pawła w Ottawie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama