Nowy numer 21/2018 Archiwum

Prezydent ponad szefem MON

O konflikcie na linii prezydent–minister obrony narodowej, sukcesach w budowaniu sił zbrojnych oraz bezpieczeństwie Polski mówi szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch.

Bogumił Łoziński: Wyobraźmy sobie, że wybucha wojna. Prezydent mianuje naczelnego dowódcę sił zbrojnych, a minister obrony zarządza sprawdzenie go przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), co skutkuje odebraniem mu dostępu do informacji niejawnych. Taki scenariusz jest możliwy?

{body:BRB}Min. Paweł Soloch: {/body:BRB}To zupełnie nieprawdopodobny scenariusz. W czasie wojny to prezydent bezpośrednio kieruje obroną państwa. Partnerem prezydenta jest Rada Ministrów i premier. W czasie pokoju rzeczywiście jest pewien problem systemowy dotyczący kierowania siłami zbrojnymi. Część kompetencji ma prezydent, a część minister obrony narodowej.

Celowo przedstawiłem skrajną sytuację – dla której punktem wyjścia jest sprawa gen. Jarosława Kraszewskiego – aby pokazać, że konstytucyjne rozwiązania dotyczące dowodzeniem siłami zbrojnymi są wadliwe.

W tym przypadku to problem bardziej ustawowy niż konstytucyjny. Przepis, który pozwolił SKW na zawieszenie gen. Kraszewskiemu dostępu do informacji niejawnych, bez podania przyczyny i z pominięciem roli przełożonego, według mnie jest nieprawidłowy. Ta niefortunna regulacja została wprowadzona przez poprzedni rząd w 2010 r. Zgodnie z wcześniejszymi zapisami służba informowała przełożonego danej osoby o wszczęciu postępowania kontrolnego, i to do przełożonego należała ostateczna decyzja o zawieszeniu dostępu do informacji niejawnych. Uważam, że powinniśmy się zastanowić, czy te obecne rozwiązania są właściwe.

Wyobraźmy sobie, że w sytuacji wojny prezydent mianuje naczelnym dowódcą sił zbrojnych gen. Kraszewskiego, którego kontroluje obecnie SKW. Co się wówczas stanie?

Przede wszystkim to prezydent na wniosek premiera wskazuje kandydata na naczelnego dowódcę na czas wojny. Nie wyobrażam sobie, aby prezydent w tej sytuacji nie miał pełnej wiedzy o rzekomych zarzutach wobec takiej osoby. Dziś w sprawie gen. Kraszewskiego jej nie ma i jest to w mojej ocenie niedopuszczalne.

W sprawie mianowania naczelnego dowódcy jest konsensus między prezydentem Dudą, premier Szydło i min. Macierewiczem?

Zgodnie z obowiązującymi przepisami prezydent i premier na wiosnę wspólnie uzgodnili, że kandydatem na to stanowisko jest generał Leszek Surawski, obecny szef Sztabu Generalnego WP.

Biorąc pod uwagę fatalną współpracę Ministerstwa Obrony z ośrodkiem prezydenckim, jak rozwiązać problem niejasnych kompetencji obu stron?

Prezydent przy okazji referendum konstytucyjnego chce zadać pytanie o kompetencje głowy państwa jako zwierzchnika sił zbrojnych. Nawet zagraniczni eksperci zwracają uwagę, że opis relacji prezydenta i szefa MON w naszej ustawie zasadniczej jest niejasny i może być źródłem konfliktów.

Jakie rozwiązanie proponuje prezydent Duda?

Mogę w tej sprawie wyrazić swój osobisty pogląd. Na przykład jeśli prezydent jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych, to powinien mieć wpływ na to, kto pełni funkcję ministra obrony narodowej. Nie może być tak, że niżej stojący w hierarchii minister jest niezależny od tego, który formalnie w porządku władzy jest wyżej. Proszę też zwrócić uwagę, że nigdzie na świecie minister obrony nie jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Jest nim prezydent albo szef rządu.

Czyli szefa MON powinien mianować prezydent?

Co najmniej współuczestniczyć w mianowaniu. Ale podkreślam, że to moja osobista opinia.

A gdyby prezydent Duda miał takie uprawnienia, to odwołałby min. Macierewicza?

Nie słyszałem, aby prezydent wypowiadał się na ten temat.

Prezydent wypowiadał się o ministrze obrony zdecydowanie negatywnie, powiedział m.in., że stosuje on ubeckie metody, a konflikt między MON i ośrodkiem prezydenckim jest powszechnie znany.

Dobrze byłoby, aby ten konflikt dał impuls do stworzenia regulacji, które chroniłyby przed tego typu napięciami.

Wydaje się jednak, że ten spór ma wymiar personalny. Minister zleca kontrolę pracownika prezydenta, a w reakcji prezydent odmawia nominacji generalskich oficerów wskazanych przez ministra.

Sprawa nominacji generalskich ma związek z brakiem uzgodnień w sprawie systemu kierowania i dowodzenia. Dziś różnimy się z MON co do tego, jak ten system ma wyglądać. A z jego kształtem związana jest liczba potrzebnych generałów i przypisane im kompetencje.Ponadto MON do dzisiaj nie odniósł się do przedstawionych przez prezydenta propozycji kadrowych w strukturach, co do których kształtu już się zgodziliśmy. Nie otrzymaliśmy też wszystkich informacji, o które się zwracaliśmy. Dlatego dziwią mnie zarzuty, jakoby to prezydent cokolwiek blokował.

Proszę wytłumaczyć w przystępny sposób, na czym polega spór o koncepcję dowodzenia armią?

Struktura kierowania i dowodzenia w wojsku powinna być przygotowana do funkcjonowania przede wszystkim w czasie konfliktu. Nasze propozycje są tu jasne. Naczelny dowódca dowodzi obroną państwa. Jest w bliskim kontakcie z politykami oraz sojusznikami i przekłada ich decyzje na język wojskowy. Podlega mu dowódca sił połączonych, bezpośrednio odpowiedzialny za działania bojowe, „w polu”. Chodzi więc o oddzielenie zadań o charakterze polityczno-strategicznym od tych o charakterze operacyjnym. Takie rozwiązania są w systemach obronnych innych krajów NATO. Tymczasem MON chce skupić wszystkie te zadania w ramach jednej instytucji. Nasze analizy wskazują, że prowadziłoby to do jej przeciążenia i sprawiło, że byłaby ona niewydolna.

Zamiast otwartego konfliktu nie lepiej byłoby usiąść do rozmów?

Powiem obrazowo, kiedy na wiosnę prowadziliśmy z ministerstwem merytoryczny spór, jeden z głównych rozmówców został przez drugą stronę „wyproszony od stołu”. Mam na myśli gen. Kraszewskiego. Mimo to wyrażamy gotowość do rozmów. MON publicznie deklaruje wolę kompromisu, więc cierpliwie czekamy na odpowiedź na nasze uwagi w sprawie reformy dowodzenia.

Może rekonstrukcja rządu pozwoli na zakończenie sporów?

Komentowanie spraw związanych ze składem rządu jest poza moimi kompetencjami.

Może Pan wskazać sukcesy min. Macierewicza jako szefa MON?

Wolałbym mówić o wspólnych sukcesach całego obozu dobrej zmiany, a więc prezydenta i rządu, w tym oczywiście ministra obrony. Tu wspólnym sukcesem były decyzje szczytu NATO w Warszawie i rozmieszczenie wojsk sojuszniczych, zwłaszcza amerykańskich, na terytorium naszego kraju i krajów bałtyckich. Drugim sukcesem było zainicjowane przez prezydenta i przeprowadzone przez rząd zwiększenie wydatków na obronę, co spotkało się z poparciem ze strony opozycji. Ten konsensus jest ważnym sygnałem dla naszych sojuszników, bo pokazuje, że wolę zwiększonego wysiłku na rzecz obrony demonstrują wszystkie liczące się siły polityczne.

Z działań podjętych bezpośrednio przez ministra za pozytywne uznać należy podjęcie wysiłku budowy Wojsk Obrony Terytorialnej. Zadanie niezwykle ważne dla budowy naszych zdolności obronnych, pod warunkiem, że nie będzie realizowane kosztem wojsk operacyjnych. Pamiętajmy, że o potencjale obronnym państwa stanowi przede wszystkim profesjonalna armia. To ona powinna być priorytetem, jeżeli chodzi o nakłady i najnowocześniejsze uzbrojenie. Tymczasem wojska te borykają się między innymi z problemem pełnego skompletowania jednostek i przygotowania rezerw mobilizacyjnych. Oczywiście zawsze niepokoją także opóźnienia w programach modernizacyjnych, choć należy tutaj docenić deklarowaną wolę i podjęte działania w celu realizacji programów obronnych takich jak Wisła czy Homar.

Pod koniec listopada prowadził Pan w Waszyngtonie rozmowy na temat współpracy wojskowej. Czy jest szansa, że Amerykanie zwiększą liczebność swoich wojsk na terenie Polski?

Jednym z celów moich rozmów było doprowadzenie do tego, aby wojska amerykańskie były trwale obecne na naszym terytorium, i to w jak największej liczbie. USA są na to otwarte, ponieważ widzą, że poważnie traktujemy kwestie obronne. Do tego położenie Polski sprawia, że jesteśmy jednym z najważniejszych sojuszników USA w kontekście polityki Rosji. Bardzo ważny dla tych decyzji był też udział polskich żołnierzy w operacjach prowadzonych przez Amerykanów na świecie. Oni pamiętają o naszym zaangażowaniu i do dziś potrafią wymienić nazwiska polskich żołnierzy, którzy byli z nimi np. w Iraku i Afganistanie. Do tego USA postrzegają nas jako kraj, który podziela tradycyjne wartości: chrześcijaństwo, wolność i gotowość do poświęceń, o których mówi prezydent Trump.

To kiedy będzie u nas więcej wojsk amerykańskich?

Pracujemy nad tym. Ten temat przewijał się w moich rozmowach. W USA jest bardzo dobra atmosfera w tej sprawie.

Rozmawiał Pan o sprzedaży Polsce najnowocześniejszej wersji systemu obrony antyrakietowej Patriot?

Jest zgoda Pentagonu oraz Kongresu na sprzedaż, więc na poziomie politycznym sprawa jest rozstrzygnięta. Teraz wyzwaniem będą negocjacje. Mam nadzieję, że przedstawicielom MON uda się je szybko przeprowadzić.

Jak Pan ocenia stopień bezpieczeństwa Polski w kontekście agresywnej polityki Rosji?

W najbliższej perspektywie prawdopodobieństwo konfliktu zbrojnego między NATO a Rosją jest niskie. Jednak musimy mieć świadomość, że to się może szybko zmienić. Rosja wywołała konflikt na Ukrainie, przeprowadza agresywne manewry wzdłuż granic Sojuszu oraz rozbudowuje swój potencjał ofensywny. Dlatego nie możemy czekać, musimy wzmacniać NATO i jego obecność na flance wschodniej, a jednocześnie rozwijać własne siły zbrojne.•

Paweł Soloch

szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Ukończył Wydział Historyczny UW. Ma 55 lat, jest żonaty, ma dwoje dzieci.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.