Nowy numer 25/2018 Archiwum

Jaka Europa? Jaka Unia?

Kiedy Europa wsłuchuje się w dzieje chrześcijaństwa, słucha własnej historii.

Jan Paweł II mówił, że od zawsze należeliśmy do Europy i winniśmy do niej należeć, więc dzisiaj każde trudniejsze polskie pytanie zadane Unii Europejskiej z perspektywy kulturowej, moralnej czy politycznej jest „kwestionowaniem papieskiego nauczania” i wstępem do polexitu. Franciszek porównał Europę do bezpłodnej babci, więc obraziły się i babcie (na krótko, bo babcie są zasadniczo wierzące i nie mają małostkowych pretensji do Kościoła), i Europa (na krótko, bo Europa zasadniczo Franciszka lubi, kiedy tylko nie mówi on o rodzicielstwie i gender, bo tu jest, niestety, „źle poinformowany”). Oczywiście obaj ci papieże mówili o Europie rzeczy znacznie ważniejsze i głębsze.

Ale – jestem o tym przekonany – najważniejsze i najgłębsze rzeczy mówił o Europie Benedykt XVI. I ja o tym; niżej, w największym skrócie.

Europa jest czymś znacznie większym niż tylko kontynentem. To nasz wspólny dom. To pojęcie kulturowe, historyczne i – przede wszystkim – duchowe. Tu bowiem jedyna w swoim rodzaju synteza poszukiwania prawdy i obrony wolności, pochwały rozumu i godności człowieka tworzy duchową ojczyznę ludzi i wartości. I jako taka (a nie jako jedynie ekonomiczny i polityczny, krótkotrwały i powierzchowny sojusz egoistów, których łączy li tylko wspólny interes) potrzebuje (samo)akceptacji, ochrony i rozwoju.

Stop tego, co europejskie, z tym, co demokratyczne, jest u swych korzeni i w swoim wielowiekowym procesie efektem „stopienia się dziedzictwa greckiego i chrześcijańskiego, który może przetrwać tylko w tym podstawowym związku”, a „kiedy Europa wsłuchuje się w dzieje chrześcijaństwa, słucha własnej historii”, i jej pamięć nie może wymazać chrześcijańskiego dziedzictwa. Dlatego też warunkiem sine qua non współczesności i przyszłości Europy jest łączenie chrześcijaństwa z tym, co cenne i dobre w demokracji, i dla tego, co cenne i dobre w demokracji. Chrześcijaństwo – z wielkością, pokorą i realizmem swojej antropologii, ze swoją potężną, nieutopijną nadzieją, z wytrwałą i wierną służbą wolności – jest konieczne dla w pełni ludzkiego świata, nieodzowne, a jakakolwiek jego marginalizacja bądź eliminacja jest podcinaniem gałęzi, na której siedzi demokratyczna Europa XXI wieku.

Pytanie na kanwie: czy kiedy Emmanuel Macron (Paryż, 23 XI 2017 r.) poucza Beatę Szydło o wartościach europejskich, ma na myśli to, co wyżej – ten stop, ten kształt wartości wymazujący nie dzieje chrześcijaństwa ze swej historii, ale brutalność rewolucji francuskiej i innych antychrześcijańskich krwawych utopii? Pytanie retoryczne, rzecz jasna.

Benedykt XVI stawia trzy „tezy dla przyszłości Europy”.

Po pierwsze: czymś absolutnie koniecznym dla Europy jest wewnętrzne podporządkowanie sobie demokracji i prawa niepodlegającego żadnej manipulacji (ideologicznej, dyktatorskiej, tyrańskiej, ochlokratycznej, nacjonalistycznej, rewolucyjnej etc.). Po drugie: to pierwsze uda się tylko wtedy, kiedy sprawa Boga (największa z człowieczych spraw) nie będzie spychana w sferę prywatną. Należy więc bezwarunkowo wyrzec się paru dogmatów: ateizmu i agnostycyzmu jako przesłanek dla prawa i kształtu państwa, nacjonalizmu (ale nie patriotyzmu!), marksistowskiej rewolucji światowej, wiary w nieuchronność postępu. Po trzecie: bezwzględny prymat etyki nad polityką, czyli rozum moralny musi być ponad tym, czego chce większość.

Słowa z 2007 roku, przejmująco aktualne także dzisiaj: „Czy nie dziwi fakt, że dzisiejsza Europa z jednej strony chce się uważać za wspólnotę wartości, a z drugiej – jak się wydaje – coraz częściej neguje istnienie wartości uniwersalnych i absolutnych? Czy ta szczególna forma »apostazji«, najpierw od samej siebie, a potem od Boga, nie prowadzi do zwątpienia we własną tożsamość? Jeśli w tym momencie historycznym i w obliczu licznych wyzwań, jakie on ze sobą niesie, Unia Europejska chce być rzeczywistym gwarantem państwa prawa i skutecznym obrońcą wartości uniwersalnych, nie może nie uznać w jasny sposób, że z całą pewnością istnieje ludzka natura niezmienna i trwała, źródło praw wspólnych wszystkim jednostkom, także tym, którzy je negują. W tym kontekście musi być chronione prawo do sprzeciwu sumienia, ilekroć dochodzi do pogwałcenia podstawowych praw człowieka. (...) trudno jest chrześcijanom bronić niestrudzenie tej prawdy o człowieku. Nie poddawajcie się jednak i nie zniechęcajcie. Wiecie, że waszym zadaniem jest wnosić wkład w budowę, z Bożą pomocą, nowej Europy, realistycznej, ale nie cynicznej, bogatej w ideały i wolnej od naiwnych złudzeń, inspirowanej niezmienną i ożywiającą prawdą Ewangelii”.

Jeśli te postulaty Benedykta XVI spełniają Timmermans i Juncker, Verhofstadt i Mogherini, Tusk i Bieńkowska – to bardzo dobrze. Ale jeśli nie, to nie będziemy udawali, że o takiej Unii marzyli nasi papieże. I że nie mamy prawa do sprzeciwu naszych sumień.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji