Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Koniec satrapy

Po 37 latach rządów Robert Mugabe ustąpił z urzędu prezydenta Zimbabwe. Nie dobrowolnie. Tydzień wcześniej pierwszy raz w historii kraju armia sprzeciwiła się władzy. Czy to początek schyłku długoletnich rządów w krajach Czarnego Kontynentu?

Pucz, co niespotykane na politycznej scenie Afryki, odbył się bez przelewu krwi. 93-letni Mugabe był najstarszym utrzymującym się przy władzy autokratą świata. Jeszcze kilka dni przed rezygnacją zapewniał, że ani on, ani jego żona, kontrowersyjna i równie łasa na władzę Grace Mugabe, nie ustąpią.

Przez lata gloryfikowany jako wyzwoliciel Rodezji (późniejsze Zimbabwe) spod apart­heidu i reżimu Iana Smitha, odznaczony w 1994 r. szlacheckim Orderem Łaźni przez królową Elżbietę II (i pozbawiony odznaczenia w 2008 r. za łamanie praw człowieka), był odpowiedzialny za polityczne zbrodnie. Między innymi za masakrę ponad 20 tys. ludzi podczas kampanii przeciw opozycji (tzw. masakra Gukurahundi w styczniu 1983 r.) oraz krwawe wypędzenie białych farmerów w 2000 roku.

– Był nad nim nimb bojownika o wolność, który wymierza sprawiedliwość dziejową, oddając lokalnej ludności to, co zagrabione przez białych. Wiązano z nim wielkie nadzieje. Ale później przyszły czystki etniczne, osławiona Piąta Brygada, odpowiedzialna za masakrę, bezpośrednio mu podlegająca, szkolona w Korei Północnej... Krwi na rękach ma dużo – wskazuje prof. Andrzej Polus (Uniwersytet Wrocławski), prezes Polskiego Centrum Studiów Afrykanistycznych.

Mugabe doprowadził kraj do bezprecedensowej zapaści ekonomicznej. Nigdzie wcześniej ubożenie społeczeństwa nie postępowało tak szybko jak w Zimbabwe, zwłaszcza po reformie rolnej – gdy prezydent oddał bojownikom o wolność farmy przejęte od białych. Desperackie dodrukowywanie pieniędzy przez bank centralny doprowadziło kraj do hiperinflacji. Zimbabwe, nazywane kiedyś Wielkim Koszem Afryki, z produkcją rolną eksportowaną do innych krajów, stało się najszybciej kurczącą się gospodarką w historii świata – jak określił „The Economist”.

Lady DisGrace

Wymowne były 91. urodziny prezydenta w 2015 r., które kosztowały ponad milion dolarów. Spora część tej kwoty została pokryta z budżetu państwa. Obchody trwały ponad tydzień, a 20 tys. gości podjęto ucztą, na którą zakupiono słonie, bawoły, antylopy szablorogie, impale, a nawet lwa. Takie wystawne przyjęcie zorganizowano w kraju, gdzie bezrobocie sięga 90 proc., większość rodzin nie ma żadnych dochodów, brak darmowej szkoły, darmowych lekarzy, emerytur, a zaledwie 10 proc. ludzi pracuje – ale na czarno, a w stolicy ceny przewyższają europejskie – zwraca uwagę werbista o. Maciej Malicki, od 18 lat w Zimbabwe. – Ale czemu się dziwić, skoro całe Zimbabwe pracowało na Mugabe, bo Mugabe to Zimbabwe! – komentował urodziny prezydenta misjonarz. Obecny przewrót, który doprowadził do pozbycia się dyktatora, rozpoczął się 6 listopada br. wraz ze zdymisjonowaniem wiceprezydenta Emmersona Mnangagwy, wieloletniego towarzysza Roberta Mugabe ze „starej gwardii”. Mnangagwa stracił urząd w związku z powracającym tematem sukcesji. Od 2014 r. myślała o niej młodsza o 41 lat od Mugabe jego małżonka Grace, pewna, że mąż dzięki swej popularności wygrałby wybory „nawet po śmierci”. Znana z rozrzutnych zakupów, przez opinię publiczną została określona jako „Gucci Grace”, „First Shopper” (nawiązanie do „First Lady”), a nawet „DisGrace” (Niełaska). Opinii o niej nie zmieniła nawet działalność charytatywna (np. budowa sierocińca w stolicy – Harare). – Trzy lata temu Grace Mugabe była odpowiedzialna za odwołanie wiceprezydent Joice Mujuru, postrzeganej jako potencjalna następczyni Roberta Mugabe. To właśnie w tym czasie należy upatrywać genezę obecnych wydarzeń w tym państwie – zwraca uwagę prof. Polus. Grace Mugabe stała też za obecnym zdymisjonowaniem wiceprezydenta Mnangagwy.

Głos ludu

Na politycznej scenie Zimbabwe o władzę walczyły dwie frakcje w ramach rządzącej ZANU-PF (Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front Patriotyczny). Pierwszą tworzą bojownicy o wolność z czasów wojny w buszu, do której zalicza się 75-letni Mnangagwa. Druga to tzw. Generation 40, działacze skupieni wokół Grace Mugabe.

Mnangagwa, który w trakcie swej bujnej kariery politycznej stał na czele różnych ministerstw i tajnych służb, po zdymisjonowaniu, niepewny o własne bezpieczeństwo, opuścił kraj, podkreślając, że konflikt pomiędzy nim a Mugabe nie miał wymiaru personalnego, lecz był to wyraz napięcia pomiędzy ludem a prezydentem. Dlatego wzywał do słuchania głosu społeczeństwa, który określił „głosem bożym”.

– W Zimbabwe jest zasada, że państwem mogą rządzić tylko ci, którzy walczyli w buszu w latach 70. – wskazuje prof. Polus. – Fakt, że młodzi członkowie ZANU nie mogli dostać się do władzy, doprowadził do pęknięcia w partii. Za Grace stanęła G40 i Liga Kobiet, na której czele stała ona sama. Natomiast stara gwardia była po drugiej stronie. Wiceprezydent był lojalny wobec Mugabe, razem walczyli, ale on był również szefem ministerstwa obrony i spraw wewnętrznych. I kiedy Grace postanowiła pozbawić go urzędu, podobnie jak miało to miejsce trzy lata temu z Joice Mujuru, partia nie pozwoliła, by „ci młodzi” przejęli władzę. To wszystko powinno być rozpatrywane w kontekście wyborów, które były planowane na rok 2018.

Prawdopodobnie gdyby nie doszło do puczu, Robert Mugabe namaściłby żonę na swoją następczynię, pozostając faktycznie u sterów. I taka też jest kwintesencja obecnej sytuacji – walka o wpływy pomiędzy G40, za którymi stała Grace Mugabe, z frakcją byłych bojowników o wolność, reprezentowanych przez Mnangagwę.

Powraca krokodyl

Ciekawostką jest fakt, że zanim Robert Mugabe zrzekł się urzędu, na mediatora konfliktu wybrano jezuitę ks. Fidelisa Mukonoriego, który nie krył swego podziwu dla Mugabe. W artykule opublikowanym w „The Sunday Mail” w styczniu br., z okazji 93. urodzin Mugabe, wspomina on o „głębi jego myśli i ostrości spojrzenia, konsekwencji i uporczywości w dążeniu do celu”. A jednak Mugabe zarzekał się, że mediacje nie przyniosą skutku. – Rola Kościoła na pewno jest ważna w krajach Afryki i to jest wzór, który wielokrotnie powtarza się w negocjacjach wewnętrznych. To taka praktyka, że w momencie zmian politycznych Kościół katolicki odgrywa rolę bezstronnego mediatora – wskazuje prof. Polus.

Zdaniem afrykanisty odcięcie Roberta i Grace Mugabe od władzy niekoniecznie oznacza, że relacje w polityce będą bardziej transparentne. – Choć ze względu na falę protestów społecznych jest szansa, że nowy prezydent będzie mniej represyjny. Przecież tam dochodziło do morderstw politycznych. Represje były ogromne!

Zdymisjonowany z funkcji wiceprezydenta Emmerson Mnangagwa po ustąpieniu Mugabe powrócił do kraju, obwieszczając triumfalnie: „Naród się wypowiedział. Głos narodu jest głosem Boga”. Został zaprzysiężony na prezydenta Zimbabwe w piątek 24 listopada na stadionie w Harare. Ma opinię polityka przebiegłego. Nazywają go ngwena, co w lokalnym języku znaczy „krokodyl”. Odrzuca oskarżenia o powiązania z masakrami z lat 80., choć nie brak głosów, że „to człowiek okrutny” (wypowiedź weterana walk o niepodległość). Uważany jest za polityka praktycznego. W centrum stawia podniesienie kraju z kryzysu.

– Gdyby farmy w Zimbabwe zaczęły prosperować, to byłby niebezpieczny precedens trudny do zaakceptowania w kontekście krajów jak RPA i Namibia, gdzie produkcja rolna wciąż należy do białych i pozostaje zyskowna. To byłaby pożywka dla skrajnych partii, jak Economic Freedom Fighters z RPA, której bliska jest idea wypędzenia białych, jak miało to miejsce w Zimbabwe – ocenia prof. Polus.

Ojciec Maciej Malicki zwraca natomaist uwagę, że „Zimbabwe to piękny, samowystarczalny kraj, który nie daje się tak po prostu zniszczyć”,.

Czy jego mieszkańcy teraz, wraz z nowym prezydentem, liczą na zmiany?

– Ludzie nie są za bardzo ogarnięci politycznie. Zajmowanie się polityką jest niebezpieczne w Zimbabwe. Więc lepiej tego nie ruszać i nawet nie rozmawiać – misjonarz komentuje najnowsze wydarzenia. – Ale każdy wie, że nowy i stary to zawsze byli kumple i nikt tu się wielkich zmian nie spodziewa. I dodaje, że „ludzie potrzeby i marzenia mają europejskie, ale możliwości mizerne”. 

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji