Nowy numer 25/2018 Archiwum

Karpacki tygrys

Rumunia może się pochwalić najwyższym wzrostem gospodarczym w Unii Europejskiej i jedną z najniższych stóp bezrobocia.

Główny Urząd Statystyczny opublikował bardzo optymistyczne dane; polska gospodarka rośnie w tempie 4,7 procent. Nasz sukces został jednak przyćmiony w Europie ogłoszonymi tego samego dnia wynikami z Rumunii, gdzie wzrost ekonomiczny w trzecim kwartale 2017 r. osiągnął aż 8,8 procent. Wszystkie instytucje podwyższają prognozy przyrostu rumuńskiego PKB na koniec roku. Komisja Europejska uważa, że będzie to 5,7 proc., a zdaniem rządu w Bukareszcie nawet 6,1 proc., zdecydowanie najlepiej w Unii. Kraj może także pochwalić się rekordowo niskim bezrobociem, wynoszącym zaledwie 5,4 procent. Jednakże opinie na temat trwałości dobrej koniunktury i rzeczywistej kondycji rumuńskiej gospodarki są podzielone. Jedni wskazują na obiecujące perspektywy, oparte na rozwoju nowoczesnych technologii oraz motoryzacji, natomiast krytycy piętnują wydatki socjalne, rosnący deficyt budżetowy i możliwy negatywny wpływ na biznes afer wywoływanych przez rządzących socjaldemokratów.

Internet i samochody

Rumunia zrywa z niechlubnym określeniem gospodarczego pariasa UE i siermiężnym, postkomunistycznym wizerunkiem. Nowe oblicze gospodarki reprezentuje przede wszystkim sektor nowoczesnych technologii. Jego kołem zamachowym jest niedroga, ale dobrze wykształcona siła robocza oraz najszybszy w UE szerokopasmowy internet. Na świecie tylko Singapur, Hongkong, Korea Południowa i Islandia oferują szybsze łącze. Rumuńska branża informatyczna zatrudnia już 150 tys. pracowników i wytwarza 6 proc. PKB. Do 2025 r. ten odsetek ma ulec podwojeniu. Już teraz w Bukareszcie swoje europejskie centrale ulokowali tacy giganci jak Adobe, Intel, Microsoft czy IBM. I tak jak Polska liczy po Brexicie na przenosiny z londyńskiego City firm z branży finansowej, tak Rumunia chce przyciągnąć potentatów z branży informatycznej. Kusi ich wykwalifikowaną kadrą oraz kosztami utrzymania, nawet o 80 proc. niższymi niż w brytyjskiej stolicy.

Drugim atutem jest sektor motoryzacyjny. Prawdziwą perłą w koronie rumuńskiej gospodarki jest Dacia, największy eksporter kraju. W przeciwieństwie do kilku innych firm samochodowych tej części Europy (jak polskie FSO czy serbska Zastawa) koncern z miasta Mioveni przetrwał trudny okres transformacji. Pomocną dłoń wyciągnęło wówczas francuskie Renault. Francuska technologia i know-how połączone z niskimi kosztami produkcji w Rumunii przyniosło wielki sukces. W 2016 r. Dacia sprzedała w Europie ponad 421 tys. aut, o 10 proc. więcej niż w 2015 roku. Wszystko wskazuje na kolejny rekord w 2017 r., gdyż do września nabywców znalazło ponad 30 tys. więcej dacii niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Współpraca francusko-rumuńska nabiera rozpędu również w dziedzinie obronnej (planowany jest zakup francuskich rakiet i śmigłowców) oraz politycznej. Władze w Bukareszcie od lat uważają Francję za swojego głównego sojusznika, a prezydent Emmanuel Macron stara się to wykorzystać do podkopywania solidarności krajów Europy Środkowo-Wschodniej, np. w kwestii pracowników delegowanych.

Wielkie zakupy

Imponujące wyniki gospodarcze to także efekt wzrostu wydatków budżetowych. Rządzący od 2012 r. socjaldemokraci doprowadzili do podwojenia płacy minimalnej, a w ostatnich miesiącach do serii podwyżek pensji dla kolejnych grup zawodowych. O jedną czwartą wzrosły wynagrodzenia w służbie zdrowia, na styczeń zaplanowano podwyżki w sektorze publicznym. I choć Rumuni wraz z Bułgarami nadal zarabiają najmniej w Unii Europejskiej, ich sytuacja materialna uległa ostatnio widocznej poprawie. Rezultatem są prawdziwy boom konsumpcyjny oraz rekordowo niskie bezrobocie, choć w tej kwestii równie ważną rolę odegrała ogromna fala emigracji Rumunów po wejściu do UE, szacowana na 3,5 mln ludzi.

Liczne grono ekonomistów ostrzega – to nie są zdrowe podstawy trwałego rozwoju gospodarczego. Wzrost wydatków socjalnych odbywa się kosztem rosnącego deficytu budżetowego oraz zmniejszania inwestycji w innych sektorach, np. infrastruktury, która stoi na najgorszym poziomie w całej Unii Europejskiej. Pesymiści straszą, że sytuacja niepokojąco przypomina tę sprzed dekady. W 2008 r. rumuńska gospodarka urosła aż o 8,5 proc., by po nadejściu globalnej recesji zanotować rok później katastrofalny wynik – 7,1 procent.

Nawet jeżeli nie spełnią się czarne scenariusze, lekkie spowolnienie jest nieuniknione. Wzrost inflacji i konieczność prowadzenia ostrzejszej polityki monetarnej sprawią, że w 2018 r. rumuńska gospodarka urośnie maksymalnie o 4 lub 5 procent.

Demony przeszłości

Pomyślny rozwój ekonomiczny może wyhamować z powodu pogłębiających się konfliktów politycznych. Rządy Partii Socjaldemokratycznej (PSD), zwycięzcy wyborów parlamentarnych z grudnia 2016 r., to niekończące się pasmo skandali. Na ugrupowaniu cieniem kładzie się czas rządów po upadku żelaznej kurtyny. Z całej Europy Środkowo-Wschodniej zmiany w Rumunii miały najbardziej fasadowy charakter, a korupcja najmocniej przeniknęła aparat państwowy. Dominującą postacią socjaldemokratów i całej sceny politycznej był Ion Iliescu, przez 16 lat członek KC partii komunistycznej, potem przez 11 lat prezydent Rumunii. Na początku lat 90. wysyłał uzbrojonych górników do krwawego tłumienia demokratycznych protestów. Dopiero w tym roku udało się w końcu postawić go w stan oskarżenia za inspirowanie brutalnych akcji pacyfikacyjnych.

Pierwsze działania PSD po zdecydowanym zwycięstwie w grudniowych wyborach (45 proc. głosów) wzbudziły poważne obawy, że postkomuniści chcą wykorzystać stabilną większość w parlamencie do załatwienia własnych interesów. W styczniu 2017 r., zaraz po zaprzysiężeniu, rząd Sorina Grindeanu zapowiedział wydanie dekretu umarzającego wszystkie przestępstwa korupcyjne i finansowe dotyczące kwot niższych niż 200 tys. lei (około 40 tys. euro), a także wielką amnestię dla więźniów odsiadujących wyroki mniejsze niż 5 lat za przestępstwa o charakterze gospodarczym.

Opinia publiczna odczytała to jako wyjątkowo zuchwałą próbę oczyszczenia przez socjaldemokratów sporej część własnego środowiska oraz duży krok wstecz w walce z korupcją. Beneficjentem pospiesznie przepychanych ustaw byłby między innymi lider PSD Liviu Dragnea, na którym ciążyły zarzuty o fałszerstwa przy organizacji referendum w 2014 r. w sprawie odwołania z urzędu prezydenta Traiana Basescu (próba się nie powiodła z powodu zbyt niskiej frekwencji). Rumuni odpowiedzieli ogromnymi demonstracjami popartymi przez prezydenta Klausa Johannisa. Na przełomie stycznia i lutego w wiecach w Bukareszcie każdorazowo uczestniczyło kilkaset tysięcy ludzi. 4 lutego 2017 r. rząd ugiął się pod presją i wycofał kontrowersyjne dekrety.

W czerwcu nastąpiła kolejna odsłona politycznego kabaretu. Przez kilka tygodni PSD próbowało bezskutecznie odwołać… własnego premiera. Sorin Grindeanu utracił poparcie socjaldemokratów, kolejni ministrowie ogłaszali dymisje, ale szef rządu konsekwentnie odmawiał ustąpienia ze stanowiska. W końcu 21 czerwca parlament przegłosował wotum nieufności, a były premier został wyrzucony z szeregów partii rządzącej.

13 listopada wybuchła jeszcze jedna polityczna bomba. Lider socjaldemokratów Liviu Dragnea, za którym od lat ciągnął się wspomniany proces o fałszerstwa wyborcze, został ponownie postawiony w stan oskarżenia. Tym razem prokuratura zarzuca mu kierowanie grupą przestępczą złożoną z przedsiębiorców i urzędników państwowych. Podczas pełnienia funkcji przewodniczącego rady regionu Teleorman (okręg w południowej Rumunii) Dragnea miał za pośrednictwem podstawionych osób przejąć kontrolę nad firmą budowlaną Tel Drum. Dziwnym zrządzeniem losu zaczęła ona wygrywać wszystkie przetargi. Lider socjaldemokratów, a zarazem marszałek parlamentu, odrzuca oskarżenia. Natomiast odpowiedzią PSD na prokuratorskie zarzuty wobec przewodniczącego jest projekt reformy wymiaru sprawiedliwości. Nic nie wskazuje więc na spadek politycznego napięcia.

Czechy i Polska mają bez wątpienia bardziej stabilne podstawy sukcesu gospodarczego i pewniejsze perspektywy na przyszłość. Co nie zmienia faktu, że obecne osiągnięcia ekonomiczne Rumunii są imponujące. To właśnie Europa Środkowo-Wschodnia jest teraz najszybciej rozwijającą się częścią Unii Europejskiej. •

« 1 »
oceń artykuł
  • ALEKK
    22.01.2018 12:42
    Cytuje: "Główny Urząd Statystyczny opublikował bardzo optymistyczne dane; polska gospodarka rośnie w tempie 4,7 procent. Nasz sukces został jednak przyćmiony w Europie ogłoszonymi tego samego dnia wynikami z Rumunii, gdzie wzrost ekonomiczny w trzecim kwartale 2017 r. osiągnął aż 8,8 procent" i co z tego jak nasze 4,7 procent to znacznie więcej niż ich 8,8, bo nasza gospodarka jest znacznie większa od ich gospodarki.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji