Nowy numer 25/2018 Archiwum

Dom postawiony na piasku

Unia Europejska musi stworzyć nowoczesne, wiarygodne i inspirujące muzeum własnej historii.

Wystawa w Domu Historii Europejskiej, mająca w zamyśle przedstawiać spójną opowieść o cywilizacyjnych korzeniach naszego kontynentu, została otwarta w maju tego roku. Niestety, przedsięwzięcie wymyślone 10 lat wcześniej przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Pötteringa zamiast łączyć – dzieli. Wystawa miała edukować, a oferuje czysto ideologiczny przekaz na temat historii, nie tylko tej najnowszej. Nic dziwnego, że wzbudziła falę protestów. Na początku głównie polskich historyków, publicystów i polityków. Pierwsi debatę na jej temat zorganizowali eurodeputowani PiS. Przeszła bez echa. Ale teraz Parlament Europejski już będzie musiał zareagować, gdyż bardzo krytyczny raport na temat DHE opublikowała Platforma Europejskiej Pamięci i Sumienia. A to organizacja, która gromadzi obecnie 55 instytucji z 19 krajów Europy oraz USA i Kanady, zajmujących się pamięcią o totalitaryzmach.

Komunizm ma przyszłość?

Lista przekłamań, białych plam i fałszywych diagnoz prezentowanych na ekspozycji jest długa. Część z nich wyliczył w specjalnym liście do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Antonia Tajaniego wicepremier i minister kultury Piotr Gliński. Na przykład okres rozwoju Europy przed rewolucją francuską został tu zaprezentowany jako czas zniewolenia i ucisku przez Kościół, natomiast wszystko, co piękne i wzniosłe, nastąpiło dopiero w wyniku zburzenia Bastylii. „Rola chrześcijaństwa, które przez wieki było podstawą rozwoju cywilizacji europejskiej i do dziś jest najpopularniejszym wyznaniem mieszkańców Europy, została – wbrew prawdzie historycznej – zaprezentowana w sposób bardzo selektywny i negatywny, jako źródło opresji oraz przyczyna cierpień i dyskryminacji milionów kobiet” – pisze prof. Piotr Gliński.

Co ciekawe, na wystawie w ogóle nieobecny jest judaizm, brak też informacji o islamie, także w kontekście kolonializmu, któremu poświęca się sporo miejsca, tyle że bez wgłębiania się np. w ludobójstwo dokonane przez Leopolda II, króla Belgii (8 mln ofiar). Ciepło za to wspominany jest komunizm – przedstawiony jako zbrodniczy jedynie w wersji stalinowskiej. Poza tym zdaniem autorów wystawy otwartej sto lat po wybuchu rewolucji bolszewickiej jest to idea, która wciąż ma przyszłość.

Brak wskazania na bezpośrednią przyczynę wybuchu II wojny światowej – czyli pakt Ribbentrop-Mołotow, nie ma również dat 1 września ani 17 września 1939 roku. Z narracji wystawy wynika, że największymi ofiarami II wojny światowej byli Niemcy, natomiast Polskę, Francję i Ukrainę przedstawiono jako państwa i narody współwinne Holocaustu.

Fałszywa symetria

Dlaczego najgłośniej zaprotestowała Polska? Może dlatego, że trudno nie zareagować, gdy najmocniejszym polskim akcentem na wystawie jest… Feliks Dzierżyński, brak natomiast Jana Pawła II. Józef Piłsudski pojawia się w sekcji dyktatorów, Solidarność ma egzemplifikować kask robotnika i plakat z marszu głodowego. Nie ma Bitwy Warszawskiej 1920 ani fenomenu Polskiego Państwa Podziemnego. Zwiedzająca wystawę młodzież jest przekonana, że Polska pojawiła się dopiero po I wojnie światowej, nie bardzo właściwie wiadomo po co.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że twórcy wystawy są w jakiś szczególny sposób uprzedzeni do naszej historii. To raczej oni chcą w tej chwili przekonać europejską opinię publiczną o naszych obsesjach. Rozsyłane są do eurodeputowanych zestawienia polskich publikacji na temat DHE z komentarzem, że Warszawa prowadzi jakąś niezrozumiałą kampanię na temat ekspozycji. Tymczasem protesty płyną także z innych stron – na przykład z Ukrainy czy państw bałtyckich, choć nie w tak zdecydowanej formie.

A powinny, bo przesłanie wystawy pokazuje fałszywą symetrię, jaka miała występować na kontynencie w drugiej połowie XX wieku. Zwiedzający są przekonywani, że po obu stronach żelaznej kurtyny po równo naruszano prawa człowieka (tu komuniści, tam amerykańscy imperialiści), co powodowało jakże słuszne protesty. Tu przeciw interwencji w Czechosłowacji, tam przeciw burżujom i elektrowniom atomowym. Na szczególną intensywność polskiej reakcji mogło wpłynąć i to, że Niemcy są zaprezentowane jako kraj, który we wzorcowy sposób kultywuje pamięć o Holocauście, nas zaś reprezentują książka Jana Tomasza Grossa i cytat z prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przepraszającego… nie do końca wiadomo, że za Jedwabne. Raczej za naszą niechęć do odnalezienia się w roli współsprawców Holocaustu.

Bez opisów i katalogu

Kto jest autorem scenariusza ekspozycji, do dziś nie jest jasne. W 2012 r., w początkowej fazie projektu, z jego szefową, Słowenką Tają Vovk van Gaal, spotkało się kierownictwo Platformy Europejskiej Pamięci i Sumienia. – Proponowaliśmy współudział w pracach nad scenariuszem wystawy, konsultacje lub choćby doradztwo, ale spotkaliśmy się ze zdecydowaną odmową – wspomina Paweł Ukielski, na co dzień wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, zasiadający we władzach PEPiS. Tamta reakcja powinna wywołać niepokój, bo przecież oferta współpracy nie wyszła od poszczególnych krajów, ale od środowiska skupiającego największe europejskie placówki zajmujące się dokumentowaniem historii.

W wywiadach prasowych tłumaczono, że owa wstrzemięźliwość w konsultowaniu scenariusza wystawy jest czymś naturalnym, bo chodzi o przekaz, który nie będzie „skażony” subiektywizmem narodowym. Apelowano o cierpliwość i o ocenę gotowej już ekspozycji. Eksperci Platformy postanowili więc teraz, gdy wystawa jest już czynna, w sposób profesjonalny dokonać oceny. Zajęli się nią historycy z 9 krajów. Nie było to łatwe, bo eksponaty są pozbawione opisów, brak nawet klasycznego katalogu wystawy. Jedynym przewodnikiem po niej jest… tablet, a właściwie nagrana na nim opowieść we wszystkich reprezentowanych w PE językach. Niestety, mimo próśb skierowanych do pracowników DHE eksperci Platformy nie uzyskali dostępu do całościowej linii narracyjnej wystawy głównej, czyli pełnego zestawu tekstów prezentowanych na ekspozycji. Mało tego, z identyczną odmową spotykali się jak dotąd wszyscy zainteresowani, łącznie z posłami do Parlamentu Europejskiego, którzy przecież są formalnie gospodarzami tej wystawy.

Źle nas zrozumieliście

Wymowa raportu, upublicznionego 20 listopada na stronach Platformy, jest jednoznaczna. Jego autorzy wzywają do zastąpienia obecnej ekspozycji „obiektywną i profesjonalną wystawą, która zostanie przygotowana w sposób transparentny”. Raport wylicza: „wyraźne ideologiczne przechyły w stronę marksizmu” oraz „błędne interpretacje historyczne”. „To raczej ideologiczna, neomarksistowska wystawa, która w sposób niewłaściwy ukazuje historię, zwłaszcza zimnej wojny i upadku komunizmu” – podkreśliła PEPiS.

Jest zatem realna szansa, że wreszcie przestaniemy być traktowani jako jedyny kraj, który źle się czuje w Domu Historii Europejskiej. Pod warunkiem, że z raportu będą chcieli skorzystać inni niż polscy eurodeputowani. Byli już do tego zachęcani przez historyków z Danii, Łotwy i Włoch podczas debaty zorganizowanej w Parlamencie Europejskim. Wytykano wówczas autorom wystawy ignorowanie chrześcijańskich korzeni Europy, niedostateczne ukazanie zbrodniczego charakteru komunizmu, a także uproszczenia i wiele pominięć na temat Europy Środkowej i Wschodniej.

– Ta wystawa jest nie do przyjęcia przede wszystkim dla tej części Europy. Liczymy więc na to, że będą jeszcze kolejne protesty, a wtedy jej organizatorzy coś będą musieli zrobić, dokonać zmian przynajmniej w najbardziej skandalicznych miejscach – mówi Robert Kostro, dyrektor Muzeum Historii Polski, które także uczestniczy w pracach PEPiS.

Paweł Ukielski ma nadzieję, że zmieni się strategia stosowana w rozmowach z krytykami wystawy, których przekonywano dotąd, że albo nie zrozumieli właściwie jej przesłania, albo mylą się w swoich zarzutach, bo informacja, której ponoć nie ma, jest w programie wystawy… tylko trzeba dobrze poszukać.

Jak w komunistycznej Czechosłowacji

Neela Winkelmann, dyrektor Platformy Europejskiej Pamięci i Sumienia, nie ma wątpliwości co do porażki ekspozycji. – Zwiedzając wystawę w Domu Historii Europejskiej, czułam się jak na lekcjach historii w latach 70. i 80. w komunistycznej Czechosłowacji. To było przygnębiające i niepokojące. Dzisiejsza Unia Europejska musi być w stanie stworzyć nowoczesne, wiarygodne i inspirujące muzeum własnej historii – podkreśla.

Na pewno warto dla tej idei pozyskać państwa dotąd mało zainteresowane ideologicznymi wyczynami Parlamentu Europejskiego, z Wielką Brytanią włącznie. Nie tylko dlatego, że próżno szukać na wystawie Szekspira. – Do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego żaden Brytyjczyk nie zaprotestował, że brak tam Adama Smitha? – zastanawia się Paweł Ukielski. Nie jest bowiem tak, że pominięty został jedynie konserwatywny punkt widzenia dziejów Europy. Nie ma też liberalizmu, wolnościowych idei płynących z innych niż rewolucyjne źródeł.

Można mieć różne poglądy polityczne, wyznawać (lub nie) różne religie, ale nie sposób zaprzeczyć, że Europa ufundowana została na judeochrześcijańskiej duchowości, prawie rzymskim i greckiej filozofii. Jeśli tej triady nie ma w fundamentach Domu Historii Europejskiej, to jest on budowany na piasku. 

« 1 »
oceń artykuł
  • Marek
    05.01.2018 18:51
    To co się dzieje w zachodniej Europie jest wielką próbą naszej wiary. Niech młodzi ludzie nie dadzą sobie wmówić, że Bóg to obciach i średniowiecze. Siły masońskie zaczęły swoją batalię :(
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji