Nowy numer 24/2021 Archiwum

Strażnik języka

Niedawno zmarły profesor Walery Pisarek był niekwestionowanym autorytetem dla językoznawców i dziennikarzy.

To stało się nagle, w trakcie dorocznego katowickiego święta języka polskiego, tuż przed laudacją, którą profesor miał wygłosić na cześć tegorocznego Ambasadora Polszczyzny, pisarza Jacka Bocheńskiego. Magda Umer, dedykując Waleremu Pisarkowi swój recital, który odbył się po krótkiej uroczystości, powiedziała: „Odszedł od nas w biegu”. Trochę jak aktor na scenie. Umarł dosłownie na rękach ks. prof. Wiesława Przyczyny, z którym od lat był zaprzyjaźniony. – Odszedł od nas na posterunku. Obecność księdza w takiej sytuacji to łaska Boża. Wiem, że dla profesora to było bardzo ważne – podkreśla współtwórca krakowskiej Szkoły Retoryki i członek Rady Języka Polskiego.

Łowić mrzeżą cietrzewi

Ksiadz Przyczyna nie ma wątpliwości, że Walery Pisarek był najwybitniejszym polskim językoznawcą przełomu wieków. Nie tylko ze względu na dorobek naukowy, słowa wypowiedziane i napisane, ale czyny, jakich dokonał. To dzięki profesorowi powstała Rada Języka Polskiego, której przez lata przewodził. To w dużej mierze dzięki jego determinacji udało się przygotować Ustawę o języku polskim, uchwaloną w 1999 roku. Jak mało kto wyczuwał zagrożenia, które pojawiły się po naszym otwarciu na świat. Wiedział, że nie wystarczą same apele, by obronić język polski przed zalewem angielszczyzny i brutalizacją. – Prof. Pisarek był w tym sensie twórcą „polityki językowej” – zauważa ks. Przyczyna. Zdawał sobie sprawę, że polszczyzna jest żywa, wciąż się zmienia, dostosowuje do nowych sytuacji komunikacyjnych. Rozumiał to, ale twardo bronił norm. Bronił ich w języku mówionym, ganiąc niechlujność i nonszalancję dziennikarską w tej dziedzinie, ale najbardziej znane są jego dokonania w dziedzinie popularyzacji ortografii. I znów nie poprzestał na redagowaniu słowników. To z jego inspiracji wieloletnia dziennikarka radiowa wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek (zmarła tragicznie w katastrofie lotniczej w Smoleńsku) zorganizowała najpopularniejszą masową zabawę językową – Ogólnopolski Konkurs Ortograficzny „Dyktando”. Profesor przewodniczył pracom jury nieprzerwanie od pierwszej edycji w 1987 roku. Był też autorem wielu „morderczych” tekstów, takich choćby jak: „Nie wolno o śreżodze łowić mrzeżą cietrzewi. Po jednym bohemizmie skrzeczeć, żem sczeszczony. Nadto zabronić wręcz ptakołówstwa, plugastwa, ohydztwa i cudzołóstwa”. Po latach przyjął zaproszenie redakcji „Małego Gościa Niedzielnego” do zorganizowania podobnej zabawy dla dzieci, jako autor tekstów dyktand i przewodniczący jury.

Wielu polonistów miało mu za złe, że promuje w ten sposób martwą już polszczyznę i pastwi się nad uczestnikami dyktand. Nie mieli racji, bo to między innymi dzięki tej zabawie, wciągającej dziesiątki tysięcy osób w różnym wieku, udało się utrzymać „w obiegu” wiele pięknych polskich słów. Spieszmy się ich używać, tak szybko popadają w zapomnienie. Mały słownik zaginionej polszczyzny (wydany 14 lat temu) liczy już 15 tys. haseł…

Internet możemy sobie zalajkować

O klasie, poczuciu humoru i refleksie prof. Pisarka może świadczyć choćby reakcja na laudację wygłoszoną w 2011 roku przez rektora Uniwersytetu Śląskiego, podczas uroczystości nadania profesorowi honorowego doktoratu. „Pomyślałem sobie, że dla mego dobra psychicznego pożyteczne by było, gdyby po tej mowie obrońcy wystąpił prokurator i powiedział, jak też można na Pisarka spojrzeć z innej strony. Wtedy nie czułbym zażenowania, a nawet mógłbym wygłosić zdanie, że nie ze wszystkim się zgadzam. A tu we wszystkim zgadzam się z adwokatem, bo taka też jest rola podsądnego, zresztą już osądzonego”.

Wykład, jaki wówczas wygłosił, był hymnem na cześć regionalnych odmian polszczyzny. Bo prof. Pisarek nie tylko doskonale znał je wszystkie, ale miał do nich stosunek wręcz uczuciowy. Kochał polszczyznę anachroniczną i współczesną, warszawską i krakowską, góralską i śląską. Choć twardo bronił norm, z optymizmem powitał pojawienie się internetu, nawet gdy ten szybko zamienił się w językowy „ogród nie plewiony”. Nie był uprzedzony do nowinek, świetnie poruszał się w obszarze nowych mediów. Oczywiście dostrzegał zjawisko nazywane dziś hejtem, ale też potrafił zobaczyć, że szklanka jest do połowy pełna. „Słyszę, że tyle wulgarności i chamstwa w internecie, ale też z drugiej strony nigdy nie było tak dużo poezji w polszczyźnie używanej przez młodych. Oczywiście zdaję sobie sprawę z wszystkich zagrożeń, ale internet do pewnego stopnia możemy sobie zalajkować. Byle nie zwracał się do mnie na ty” – mówił w wywiadzie udzielonym nam kilka lat temu. Z upodobaniem śledził słowotwórcze zabawy na Twitterze czy Facebooku, ale w kwestii językowego savoir-vivre’u w kontaktach międzyludzkich był zatwardziałym konserwatystą. Prowadził krucjatę z panoszącym się w „polszczyźnie konsumpcyjnej” obyczajem zwracania się do klientów per „ty”.

Język jest w nas i jest nami

Profesor Mirosława Mycawka z UJ, specjalizująca się w języku mediów, dodaje, że W. Pisarek był uważnym obserwatorem języka propagandy politycznej. – Jest bardzo wiele przenikliwych tekstów i analiz profesora z tej dziedziny. Dla mojej pracy naukowej szczególną wagę miało jego spostrzeżenie, że praktycznie każde nasze działanie językowe związane jest z perswazją – wspomina pani profesor.

Walery Pisarek w pewnym sensie zdemistyfikował pojęcie nowomowy. To dzięki jego publikacjom przestano nowomowę traktować jedynie w kategoriach publicystycznych, a zaczęto analizować w sposób naukowy, jako instrument propagandy politycznej. – Profesor Pisarek zawsze polszczyznę traktował i traktuje jako materię współtworzącą człowieka, Polaka. Jak lubił powtarzać, język polski jest w nas i jest nami – przypomina Krzysztof Gurba, kierujący katedrą dziennikarstwa na Uniwersytecie Papieskim JP II w Krakowie, ostatniej uczelni, z którą zmarły był związany.

To niezwykle praktyczne podejście do kwestii językowych profesor ujawnił podczas swojej życiowej batalii związanej z Ustawą o języku polskim, której pierwszą wersję napisał własnoręcznie. M. Mycawka zwraca uwagę, że nie chodziło w niej jedynie o ochronę przed zalewem angielszczyzny, ale także przed wypychaniem języka polskiego z wielu sfer życia, w tym z dziedziny nauki, co powodowałoby ograniczenie jego funkcjonalności. Warto przypomnieć argumenty, przy użyciu których dwadzieścia lat temu profesor uzasadniał swoje zdanie:

„Prywatnie niech sobie ludzie mówią, jak chcą, natomiast w życiu publicznym język polski, niekoniecznie jako jedyny, musi być obecny. Nie mogą w Polsce obowiązywać prawa nieprzetłumaczone na język polski. Wszystko, co będzie się działo w Brukseli, musi znaleźć swoją polską formę. Obserwujemy cofanie się polszczyzny z niektórych dziedzin życia naukowego. Może się ona również cofać w wojsku, transporcie, szkole. Główny problem polega na zapewnieniu polszczyźnie obecności, a ten sprowadza się do kwestii ekonomicznych. Trzeba dużo zapłacić, by język polski stał się jednym z języków Unii Europejskiej jako język jej ustaw” (Forum Akademickie).

Pierwszy medioznawca

– Profesor Pisarek był, można to powiedzieć z całą odpowiedzialnością, strażnikiem języka polskiego w czasie i po przełomie ustrojowym w Polsce w 1989 roku – podkreśla M. Mycawka. Ale także on, już w 1969 roku, stworzył na UJ Ośrodek Badań Prasoznawczych, którym kierował aż do 2001 roku. Krzysztof Gurba dorzuca zatem do wieńca chwały liść kolejny: walkę o wyodrębnianie się nauk o mediach jako samodzielnej dyscypliny naukowej. Istniejącej nie „sobie a muzom”, ale ku edukacji i pożytkowi publicznemu.

„Dziennikarz powinien znać się na składni i doborze wyrazów tak samo, jak szewc zna się na skórach i kopycie, a architekt – na materiałach budowlanych i odpowiednim sprzęcie” – wykładał studentom. – Sam odnosił zasadę zrozumiałości do siebie, dbając o jasność przekazu nawet w swoich najbardziej skomplikowanych wywodach naukowych. Na pewno nie musiał powtarzać smutnej konstatacji późnego Hegla: Nikt mnie nie zrozumiał prócz jednego ucznia, a i ten zrozumiał mnie źle – wspomina K. Gurba.

Szkoda, że przy tak masowej edukacji dziennikarzy gdzieś zarzucono jego podręcznikowy, pochodzący jeszcze z 1972 roku trójpodział wypowiedzi prasowych na poetykę wiadomości, poetykę komentarza i poetykę reportażu. Prof. Pisarek, sięgając do Platona i Arystotelesa, zwracał uwagę, że predyspozycje duchowe właśnie na trzy sposoby przejawiają się w funkcjach języka, a te z kolei odzwierciedlają poszczególne typy wypowiedzi dziennikarskiej. Niestety, obecnie poetyka komentarza na dobre zagościła w wiadomościach, zaś poetyka reportażu powoli odchodzi w przeszłość wraz z samym tym szlachetnym gatunkiem, coraz rzadziej uprawianym w polskich mediach. A profesor, posiadacz prestiżowego Lauru SDP, nie rozdzierał nad tym zjawiskiem szat jedynie ze względu na swój niezwykle pogodny charakter.

Co powie profesor?

Walery Pisarek był człowiekiem niezwykłej skromności. Obce mu były zabiegi o zaszczyty i stanowiska, niepytany, sam nigdy nie wspominał o szykanach i cierpieniach, jakich doznał za młodu od komunistycznej władzy. Tymczasem już jako 16-letni chłopak, złapany z bronią w ręku, po raz pierwszy został osadzony w słynnej katowni na Zamku w Lublinie, gdzie był torturowany. Na początku lat 50. po kolejnym aresztowaniu przez UB został zamknięty w pohitlerowskim obozie pracy w Jawiszowicach.

O tym, jakiej rangi był jego autorytet w środowisku językoznawców, najlepiej mówi sposób procedowania poszczególnych kwestii podczas obrad Rady Języka Polskiego. Jak wspomina ks. prof. Przyczyna, Walery Pisarek zawsze zabierał głos jako ostatni. Od tego, co powie, zależał ostateczny werdykt Rady. Jeśli profesor zgadzał się z większością, podejmowano decyzję. Jeśli wyrażał zdanie odmienne – decyzję zazwyczaj odkładano. Do ponownego przemyślenia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama