GN 24/2018 Archiwum

To nie jest matura!

Bierzmowanie ma być punktem wyjścia, a nie dojścia. Startem, a nie zakończeniem formacji. To nie jest, jak często powtarzamy, żaden sakrament dojrzałości chrześcijańskiej. O tym będzie IV Kongres Nowej Ewangelizacji.

Wielokrotnie zastanawialiśmy się na łamach „Gościa Niedzielnego”, co zrobić, by bierzmowanie nie myliło się młodym z… ostatnim namaszczeniem i „krzyżykiem na drogę”. By było sakramentem mocy, a nie pożegnaniem z Kościołem grupy znudzonych gimnazjalistów.

Od 23 do 26 listopada na Jasnej Górze odbędzie się IV Ogólnopolski Kongres Nowej Ewangelizacji. Jego dewiza „Bierzmowanie – matura czy inicjacja chrześcijańska?” jest strzałem w dziesiątkę i znakomicie oddaje istotę problemu. Polega on na tym, że mylnie postrzegamy bierzmowanie jako sakrament „dojrzałości chrześcijańskiej”, rodzaj dowodu osobistego katolika. Ta nazwa weszła już, niestety, na dobre w kościelny krwiobieg, stając się zasadniczym i bardzo brzemiennym w skutki nieporozumieniem. Dlaczego? Bo jeśli tak byłoby w istocie, to cała nasza duszpasterska „para” będzie szła w to, by doprowadzić młodych do uroczystego zakończenia formacji i przyjęcia tego sakramentu, a przygotowanie do niego będzie przypominało korepetycje przed maturą.

Z czym to się je?

Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa bierzmowanie sakramentem inicjacji. W Kościołach wschodnich (np. w prawosławiu) chrzest, bierzmowanie i Komunia Święta są ze sobą ściśle połączone. Niemowlęta są nie tylko chrzczone, ale i niezwłocznie bierzmowane. Udzielana jest im też Komunia Święta. Niewiele osób wie, że zasada bierzmowania po Pierwszej Komunii Świętej w Kościele katolickim jest stosunkowo nowa i sięga… XVIII wieku. Wprowadziły je eksperymentalnie dwie diecezje francuskie, a praktyka zaczęła się generalizować dopiero w XIX wieku. Watykan miał do niej wyraźną rezerwę i jeszcze papież Leon XIII pod koniec XIX wieku pisał w liście do biskupa Marsylii, że to bierzmowanie jest etapem na drodze do Eucharystii, a nie odwrotnie. Benedykt XVI sugerował, by na nowo przemyśleć kolejność udzielania sakramentów. Przypominam o tym, by podkreślić, że bierzmowanie udzielane kilka lat po Pierwszej Komunii Świętej nie jest dogmatem wiary i niepotrzebnie zrodziło w nas myślenie o tym sakramencie jako o zwieńczeniu formacji. To inicjacja, punkt wyjścia, startu.

Mamy problem z celebrowaniem bierzmowania nawet w rodzinnych domach: o ile przy Pierwszej Komunii Świętej stoły uginają się od jedzenia, a rodzice zamawiają salę w restauracjach już rok wcześniej, przy bierzmowaniu nie wiemy, „z czym to się je”. Nie organizujemy żadnych kolacji, rodzinnych czy wspólnotowych spotkań, a po zakończonej Mszy św. młodzi rozchodzą się do domów.

– Kościół musi zmienić myślenie: celem jest nie przygotowanie do bierzmowania, lecz życie chrześcijańskie. Matura kojarzy się z końcem procesu dydaktycznego, a bierzmowanie jest przecież sakramentem inicjacji chrześcijańskiej. Zawsze nim było – podkreśla abp Grzegorz Ryś, organizator IV Kongresu Nowej Ewangelizacji. – Chodzi więc o to, by bierzmowanie dawało ludziom doświadczenie Boga, a nie tylko wiedzę. Dlatego jednym z najważniejszych momentów kongresu będą warsztaty, na które zaprosiliśmy osoby, które już od dawna prowadzą przygotowanie do bierzmowania w ten sposób. Myślę, że wszyscy zgodzimy się co do tego, jak ogromną szansę ewangelizacyjną stwarza przygotowanie do przyjęcia tego sakramentu, a także samo jego przyjęcie jako punkt wyjścia, a nie dojścia. Bierzmowanie jest przecież jednym z trzech sakramentów inicjacji chrześcijańskiej: niczego nie zamyka, raczej wszystko otwiera w życiu wiary. Choć – i tu pewnie znów wszyscy się zgodzimy – wcale nie musi tak być, i w rzeczywistości naszego Kościoła często nie bywa…

Świadoma prowokacja

– Hasło naszego kongresu jest prowokacyjne. I ma takie być. Jeśli bierzmowanie jest sakramentem dojrzałości, maturą, będzie przypominało pożegnanie z liceum. Kończy się ważny etap i opuszczamy szkołę – opowiada ks. Michał Olszewski sercanin, rozchwytywany rekolekcjonista, rzecznik prasowy IV Kongresu Nowej Ewangelizacji. – Chcemy pokazać, że może stać się próbą bardzo świadomej inicjacji. Ta, która związana jest z Pierwszą Komunią Świętą, ze względu na wiek osób przystępujących do sakramentu jest niepełna, powadzona na poziomie, na jakim można wytłumaczyć coś dziecku. Przy bierzmowaniu mamy gigantyczną szansę, by to zmienić, wprowadzić młodych we wspólnotę Kościoła, pokazać im, że chrześcijaństwo jest relacją i w czasie kilku miesięcy przygotowań doprowadzić ich do spotkania z żywym Bogiem, a nie jedynie pozostawić z podręcznikową wiedzą katechizmową, którą muszą zdać, by zaliczyć egzamin. Kluczowe w tym procesie jest doświadczenie miłości Boga. Rodziny nie są już, niestety, miejscem takiego spotkania, nie przekazują już zazwyczaj żywej wiary. Katecheza w szkole też nie jest idealnym miejscem do ewangelizacji. W czasie przygotowania do bierzmowania można to zmienić. To nie są pobożne życzenia ani duszpasterskie mrzonki: w wielu miejscach w Polsce (zobaczymy to w Częstochowie) przygotowanie do bierzmowania doprowadza do doświadczenia spotkania z Bogiem. Dlatego zaprosiliśmy praktyków, tych, którzy od lat skutecznie prowadzą przygotowanie młodych do tego sakramentu. Przygotowaliśmy aż 10 konkretnych warsztatów organizowanych przez wspólnoty czy parafie, które wypracowały pewien skuteczny sposób przygotowania do bierzmowania. Skąd wiemy, że skuteczny? Bo młodzi po przyjęciu sakramentu pozostają we wspólnotach, aktywnie włączają się w życie parafii. Będzie z nami m.in. wspólnota Przymierze Miłosierdzia, założona przez ojców Antonello i Enrique, która od lat proponuje konkretne rozwiązania. Jednym z warsztatów będzie kurs Alpha dla młodych. Chyba nikogo nie trzeba już dziś przekonywać, że jest on niezwykle skutecznym sposobem głoszenia Ewangelii. Jasne, nie może on zastąpić przygotowania do sakramentu, ale jest znakomitym punktem wyjścia, startu, nawiązania relacji i stworzeniem okazji do przyjęcia miłości Jezusa.

Skuteczność, głupcze!

– Mijają dwa lata od ostatniego Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji, który odbył się w Skrzatuszu i dotyczył ewangelizacji środowisk wiejskich. IV Kongres organizujemy jako Zespół ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP wraz z archidiecezją częstochowską i ojcami paulinami. Odbędzie się w sercu polskiego Kościoła, na Jasnej Górze – opowiadają organizatorzy. – Zaproszenie na kongres przyjęło wielu poważnych mówców, od abp. Fisichelli z Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji poczynając. Będą również bp Marek Mendyk, który w KEP przewodniczy Komisji Wychowania Katolickiego, twórca programu profilaktycznego „Archipelag Skarbów” Szymon Grzelak (doktor nauk psychologicznych, który stoi na czele warszawskiego ośrodka Fundacji Homo Homini im. Karola de Foucauld), ks. Krzysztof Guzowski (doktor habilitowany nauk teologicznych, wykładający na KUL), liderzy i przedstawiciele wspólnot zaangażowanych w przygotowanie młodych do bierzmowania. W programie kongresu znajdzie się 10 warsztatów podejmujących temat nowych, lecz sprawdzonych już metod pracy z kandydatami do bierzmowania.

– Chcemy skonfrontować te projekty i zobaczyć, jak sprawdzą się w rzeczywistości polskiej parafii – opowiada ks. Olszewski. – Wiele osób pyta o „pieczątki”, nierozłącznie związane nad Wisłą z bierzmowaniem. Ciekawe światło rzucił niedawno pracujący w archidiecezji warmińskiej ks. Tomasz Szałańda: pracuje w małej parafii i osobiście jako proboszcz spotyka się z kandydatami do bierzmowania. Nie zrezygnował z indeksów, ale rozmawia indywidualnie z kandydatami, pyta się ich, z czym mają problem, czego nie rozumieją, dlaczego na przykład nie byli na Różańcu. Stawia na relacje. Jasne, to wymaga czasu, ale jak pokazuje życie, rodzi bardzo dobre owoce. Widziałem w Norwegii kursy przygotowawcze do bierzmowania, które prowadziły rodziny: jedna rodzina opiekowała się jednym kandydatem. Wtedy nie potrzeba pieczątek, bo rodzą się odpowiedzialność, zaufanie, relacje…

– Główny problem, o który rozbijamy się jako Kościół, to nie parafki, podpisy, pieczątki, ale problem wiary i doświadczenia Pana Boga, którego młodzi nie mają – wyjaśnia Edward Dajczak, biskup koszalińsko-kołobrzeski. – Szarpiemy się z nimi na pułapie powinności, wymagań, nakazów. Oni chcą to bierzmowanie „zaliczyć” (gdy się zapyta po co, to zbyt wielu nie potrafi odpowiedzieć, odważniejsi bąkną coś o papierku przed ślubem). Chcą mieć problem z głowy. Zdecydowanie za mało jest tych, którzy motywują bierzmowanie przyjęciem Ducha Świętego. Ten stan musi decydować o treści przygotowania i o formach. Młodzi, często bardzo odlegli od osobistego doświadczenia wiary, bywają też przymuszani przez rodziców do przystępowania do bierzmowania. Przychodzą więc zbuntowani do kościoła. W nim wita ich ksiądz, rozpoczynający od przedstawienia całej listy zadań i zobowiązań typu: „by przyjąć bierzmowanie, trzeba zaliczyć to i tamto”. Falstart! Nawet jeśli ten ksiądz miał dotąd dobre z nimi relacje, od razu ląduje po przeciwnej stronie. Jeśli z góry przyjmujemy, że bierzmowanie jest celem samym w sobie, to koniec. Finał. Klapa. Nie dziwmy się, jeśli usłyszymy: „Przyjęliśmy bierzmowanie, mamy kwit. O co wam jeszcze chodzi?”.

Pieczątki są sposobem weryfikacji przygotowania do sakramentu i nie stanowią istoty problemu. W środowisku ludzi, którzy nie mają doświadczenia żywego Boga, mogą one budzić jednak słuszny opór materii. – W archidiecezji krakowskiej robiliśmy ankietę wśród młodych z racji zbliżającego się Synodu Biskupów i wielu deklarowało, że chce się zaangażować w życie Kościoła, ale nie widzą dla siebie miejsca – opowiada abp Ryś. – Myślę, że możemy zaproponować im wolontariat charytatywny lub wejście do konkretnych małych wspólnot, gdzie ludzie nie są anonimowi i można doświadczyć głębokich relacji.

Nieprzypadkowo w postanowieniach końcowych zakończonego dokładnie przed rokiem II Synodu Kościoła Katowickiego czytamy: „Zaleca się koncentrowanie pracy duszpasterskiej z młodzieżą gimnazjalną (albo młodzieżą ostatnich klas szkoły podstawowej w systemie ośmioklasowym) na przygotowaniu do sakramentu bierzmowania, którego cennym uzupełnieniem będzie proponowanie młodym udziału w spotkaniach ruchów i stowarzyszeń młodzieżowych”.

Nie stawiaj wozu przed koniem

– Dlaczego młodzi nie chcą się dziś formować? Bo mają zawężoną gamę propozycji na ich poziomie i wedle ich potrzeb – nie ma wątpliwości bp Edward Dajczak. – Ciągle chcemy wpisać ich w ramy i struktury, które według nas − dorosłych są najwłaściwsze. Uznaliśmy wiele lat temu, że są dla nich najbardziej odpowiednie. A prawda jest taka, że nie potrafimy za nimi nadążyć. Nie potrafimy nadążyć za zmianami, za tym, co dokonuje się w ich głowach, w ich sercu, w ich mentalności, odbiorze rzeczywistości, i dlatego często pozostajemy bezradni na poziomie form czy metod. Pewne rzeczywistości są obiektywne, to jasne, ale moje pytanie brzmi: czy my za wszelką cenę nie chcemy, by wszystko było takie jak dotąd? Czy nie za bardzo chcemy, by „było, jak było”? To już nie działa. Dlatego Duch Święty podsuwa nowe rozwiązania.

– Przepowiadania nie można zaczynać od wymagań, nakazów, moralności, od recytowania Dziesięciu przykazań – podsumowuje abp Ryś. – To stawianie wozu przed koniem. Nie dziwimy się, że nie jedzie. Nie wolno głosić etyki (nawet w tak istotnych kwestiach jak małżeństwo), jeśli najpierw nie pokaże się człowiekowi Jezusa Chrystusa. Jeśli nie doświadczy on tej relacji, to każde przykazanie będzie ciężarem nie do uniesienia. Nawrócenie to spotkanie z Jezusem, w którym doświadczam tego, że jestem przez Niego kochany. Kerygmat jest zawsze pierwszy: absolutnie wszystko w Kościele musimy zaczynać od niego. Najważniejszym tekstem chrześcijaństwa nie jest Dziesięć przykazań, ale „Ojcze nasz”. Najpierw doświadczenie miłości i obecności żywego Boga – potem wymagania.•

« 1 »
oceń artykuł
  • gut
    09.12.2017 20:53
    X. Dr Peter Hocken - [...] Franciszek krytykuje i ubolewa nad wieloma zjawiskami w kościele katolicki [...] a są nimi... autorytaryzm, zbytnia centralizacja..."Kościół, któremu brak proroctwa zostawia pustkę, którą zaczyna klerykalizmem i legalizmem." 《Józef Stanisław Tischner》☫☫☫《Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie pokazuje, co w chrześcijaństwie jest fundamentem, a co fundamentalizmem.》
    doceń 3
  • Ech
    09.12.2017 21:26
    Uczyliście nas, że to sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, a teraz chcecie temu zaprzeczyć? Nie możecie zmieniać tak często zdania i mówić ludziom w ciągu zaledwie kilku lat nagle coś innego...Przybliżajcie istotę tego sakramentu, ale nie zaprzeczajcie temu na czym wielu zostało wychowanych, co wielu przyjęło z ochoczym sercem i o czym wielu jest przekonanych i co traktuje naprawdę poważnie, niekoniecznie czując się obarczonymi jakimiś przykazaniami, które wg Was teraz są jakieś trudne i niewykonalne bez odpowiedniego tj. zalecanego przez Was podejścia. Są tacy, którzy tę prawdziwą relację miłości do Boga sami odczuwają w odpowiednim momencie swojego życia, czasem po uprzednim bezrozumnym jakby praktykowaniu czy powtarzaniu treści. Jak zacznie się ludziom mówić, że jeśli tego nie poczują ani nie doświadczą, to reszta trudna czy pozbawiona sensu, to można też jakby zmarnować nawet wszystko od razu i nie uzyskać efektu. Takie rzeczy łatwo się opowiada, ale nie zawsze są przekonujące, nie da się pewnych spraw rozbudzić w innych choćby najpiękniejszym opowiadaniem o swoich duchowych przeżyciach i doświadczeniach Boga. Bez podbudowy konkretnej wiedzy to może być jeszcze trudniejsze, bo może wodzić na manowce. Potrzebna jest równowaga. Wola, wiedza i modlitwa.
    doceń 2
  • Anna Panna
    09.12.2017 22:36
    "Kościół musi zmienić myślenie..." Tak jest. Jak powiedział bodajże ks. Drąg - trzeba zmienić to myślenie, które w Kościele jest obecne od 2000 lat. KONIECZNIE.
  • Gość
    11.12.2017 07:35
    Dlugo to trwalo, zeby Kosciol w Polsce zrozumial nauke Kosciola o sakramentach inicjacji.... Dobrze, ze w koncu to dotarlo do swiadomosci odpowiedzialnych. Teraz musi sie przebic na poziom parafii i zburzyc wygode podpisow i zaliczen.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji