Nowy numer 43/2019 Archiwum

Z prądem płyną zdechłe ryby

Do baraku przy ulicy Jordana spływały deklaracje tysięcy ludzi przyrzekających trzeźwość. To podziałało na komunistów jak płachta na byka. Dziś Krucjata Wyzwolenia Człowieka błogosławi prorocze gesty ks. Blachnickiego sprzed 60 lat.

Te słowa wracają jak bumerang: „Człowiek nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego”. Przywołuje je w czasie homilii w katedrze Chrystusa Króla abp Wiktor Skworc, słyszę je przy grochówce, którą pałaszuje przed budynkiem kurii zgłodniały tłumek. Od rana trwa 37. Ogólnopolska Pielgrzymka Krucjaty Wyzwolenia Człowieka.

Jak to się zaczęło?

Trzeźwy sposób myślenia zaszczepiono we Franciszku Blachnickim już w harcerstwie. Potem, gdy w połowie lat 50. sam organizował rekolekcje, po dwóch tygodniach dzieciaki wracały przemienione. Promieniowały. − Rodzice przychodzili do ks. Franciszka i mówili: „Coś ty z tymi urwisami zrobił? O świcie wstają na Mszę, pomagają w domu” − śmieje się ks. Wojciech Ignasiak (jest kierownikiem Ośrodka Profilaktyczno-Szkoleniowego im. ks. Franciszka Blachnickiego, a o założycielu popularnych oaz może opowiadać z błyskiem w oku godzinami). − Ponieważ na tych obozach i w czasie formacji zawiązywały się relacje, ks. Franciszek szybko zauważył, że w niektórych domach wielkim problemem jest alkohol, destrukcyjnie działający na rodziny, z których przyjeżdżali chłopcy. Sam bardzo zafascynowany był tym, czego dokonali przed laty wielcy śląscy apostołowie trzeźwości. W Piekarach Śląskich w XIX wieku dynamicznie i niezwykle skutecznie działał ks. Jan Ficek, w Tychach ks. Jan Kapica, a w Chorzowie bł. ks. Józef Czempiel. Nieprzypadkowo dzieło Krucjaty Trzeźwości ogłoszone zostało publicznie dokładnie przed 60 laty właśnie w Piekarach, u grobu ks. Ficka (8 września, w święto Narodzenia NMP), a tydzień później w uroczystość Siedmiu Boleści NMP w Tychach, u grobu ks. Kapicy w kościele św. Marii Magdaleny, tuż przy wielkim browarze.

W sierpniu 1958 r. ks. Blachnicki zmienił nazwę akcji na Krucjatę Wstrzemięźliwości. Pół roku wcześniej ruszyła Dziecięca Krucjata Niepokalanej Królowej Polski. − Abstynencja była wyłącznie jednym z puzzli tej szeroko rozumianej teologii wolności − opowiada ks. Wojciech Ignasiak. − Ponieważ komunistom bardzo zależało na tym, by ludzie przestawali myśleć, alkohol lał się strumieniami. Byle ludzie zapili lęk i nie zadawali kłopotliwych pytań. Gdy władza widziała jakieś ogniska zapalne, przyjeżdżała „z krupniokami i gorzałą”, by wyciszyć zbuntowane towarzystwo. To działało. Po trzech latach od zainaugurowania Krucjaty ponad 100 tys. dorosłych Polaków podjęło abstynencję. To podziałało na władzę jak płachta na byka. Zareagowała natychmiast. Niezwykle brutalnie. 29 sierpnia 1960 r. kordony milicji otoczyły barak przy ul. Jordana 39.

Wojsko Gedeona

Siedzę niedaleko miejsca, w którym powstało to dzieło. Dziś na terenie baraku stoi nowoczesny gmach Wydziału Teologicznego UŚ. Na chwilkę wróciło lato, a zza chmur wyjrzało słońce. Nic dziwnego, że na deptak przed uczelnią wylał się kolorowy tłum ludzi zaangażowanych w Krucjatę. − Krucjata wyrosła z Ruchu Światło–Życie, ale na przykład u nas w Rychwałdzie grupa działa niezależnie od oazy i skupia ludzi, którzy często nie mają oazowej formacji − opowiada franciszkanin o. Paweł Kijko. − Czy Krucjata jest elitarna? W pewnym sensie tak. Bo związani są z nią ludzie jasno deklarujący: „Chcę iść pod prąd”. W naszej wspólnocie formuje się sporo małżeństw. Wiele z nich wyszło z poważnego kryzysu.

Ks. Blachnicki mawiał, że pragnie stworzyć armię Gedeona. Jak pamiętamy z Biblii, nie była ona liczna (sam Bóg stopniowo „uszczuplał” to wojsko). Pozostali w niej jednak ludzie, na których Gedeon mógł polegać. W siódmym rozdziale Księgi Sędziów Pan Bóg pokazał, że… kompletnie nie zna się na wojennej strategii. Dokonał selekcji niezrozumiałej dla współczesnego, otoczonego tabelkami i wykresami człowieka. Z 32 tys. Izraelitów wybrał jedynie… 300 chłopa. Przestrzegł Gedeona: „Zbyt liczny jest lud przy tobie, gdyż Izrael mógłby przywłaszczyć sobie chwałę z pominięciem Mnie i mówić: »Moja ręka wybawiła mnie«”. − W Krucjacie nigdy nie chodziło o statystyki − opowiadają Renata i Marek Makowscy (prowadzą od lat rodzinne rekolekcje „Obdarowani”). − Nie chodziło mu też jedynie o wstrzemięźliwość od alkoholu – chodziło mu o nowego człowieka, który odzyskuje osobistą godność, zna smak wolności. Dziś nasi bliscy i przyjaciele wiedzą, że nie pijemy. Ale na początku słyszeliśmy komentarze: „Dlaczego nie piją? Chorzy albo nienormalni”; „U nas się nie odmawia”. Ponieważ jednak wszyscy widzieli, że łatwo im z nami nie pójdzie, w końcu sobie odpuścili − uśmiechają się Makowscy.

Zwycięstwo!

29 sierpnia 1960 r. władze zlikwidowały centralę Krucjaty Wstrzemięźliwości. – Komuniści nie mieli pojęcia, że tego dnia wypadało wspomnienie ścięcia św. Jana Chrzciciela, proroka, który nie pił sycery ani wina i poniósł śmierć w czasie pijackiej libacji u Heroda − opowiada ks. Ignasiak. − Patrząc oczyma wiary, widać, że puzzle idealnie do siebie pasują. Ks. Blachnicki był prorokiem, a w chwili gdy wielu załamałoby ręce, powiedział najbliższym współpracownikom: „Dziś Niepokalana odnosi swój wielki triumf”. To jest spojrzenie wiary! Wszystko zlikwidowane, zniszczone, a on: „To wielki triumf Niepokalanej!”. Dlaczego? Bo skoro ofiarowaliśmy dzieło Niepokalanej, wszystko skończy się zwycięstwem. Gdy na Jordana konfiskowano sprzęt i pisma grupy animującej akcję trzeźwościową, ks. Blachnicki twardo pytał: „O co wam chodzi? Przecież wszystko zgłaszaliśmy cenzurze i publikowaliśmy zgodnie z prawem. Co tu robicie”.

15 marca 1961 r. został aresztowany. Trafił do katowickiego aresztu przy ul. Mikołowskiej. Doskonale znał to miejsce, bo w czasie okupacji oczekiwał tam na wyrok śmierci. Jego najbliżsi współpracownicy zapamiętali odważne: „Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną zdechłe ryby”.

− Wielokrotnie zastanawiałem się nad źródłem jego odwagi. Konsekwencją chwili, gdy jego życie zostało cudownie ocalone w celi śmierci, była świadomość, że odtąd nic już nie należy do niego – opowiada Andrzej Sionek, współpracownik ks. Blachnickiego. − Życie zostało mu darowane i to było źródłem jego ogromnej odwagi. Miał też świadomość, że jeśli już raz Bóg ocalił go od śmierci, to nikt nie będzie w stanie odebrać mu życia, jeśli nie będzie to wolą nieba. Nie bał się komunistów, którzy nieustannie knuli, węszyli i spiskowali przeciwko niemu. Dlatego był jak młot na komunę.

Nowi ludzie

– Gdy na stolicę Piotrową został wyniesiony Polak, sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, wsłuchany w jego słowa: „Proszę, abyście przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności”, postanowił powołać dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Dzieło ewangelizacyjne, a wiemy, że Ewangelia zawsze uzdrawia − przypomniał w czasie homilii abp Skworc. 8 czerwca 1979 r. ks. Blachnicki zainicjował dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Deklaracje trzeźwościowe masowo podpisywali młodzi wyjeżdżający na letnie rekolekcje. Większość − kandydackie, niektórzy członkowskie. – Krucjata nie jest uroczystym ślubem, a jej złamanie nie jest grzechem – przypomina ks. Ignasiak. – Ksiądz Blachnicki mówił o tym jasno. Chodziło mu o dobrowolny dar z siebie samego dokonany w wolności, a nie kolejny nakaz czy zakaz. Bardzo chcę podkreślić, że abstynencja nie jest formą ofiary czy wyrzeczenia. To styl życia nowego człowieka, o którym tak często pisał ks. Franciszek.

Zza solidnych drzwi katedry sączy się pieśń: „Wdziejmy biel nowych szat w Chrystusie Panu, nowy człowiek powstanie w każdym z nas”.

− Jak reagują ludzie, gdy mówię stanowczo: „Nie piję!”? Czasem patrzą na mnie jak na dziwaczkę, ale ja jestem przekorna i nie robi to na mnie wrażenia − uśmiecha się Sonia Ciesielska z Mikołowa. – Mówię zawsze: „Nie piję, bo jestem w Krucjacie”. I zaczynam opowiadać o tym dziele. Czasami słyszałam od bliskich: „Powiedz krótko, że nie pijesz, i już nie opowiadaj w kółko o Krucjacie”. Jak mogę nie opowiadać, skoro nawróciłam się na rekolekcjach Krucjaty Wyzwolenia Człowieka w Rychwałdzie? Od pięciu lat jestem częścią tego dzieła. Jak mogłabym o tym nie opowiadać? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji