GN 14/2020 Archiwum

Festiwal, który połączył Bukowińczyków

Największy festiwal folklorystyczny w Europie począł się jak dziecko, w romantycznych okolicznościach przyrody: na kocyku rozłożonym nad brzegiem Wisły. Ojcem był młody podówczas etnograf Zbigniew Kowalski. Matek było kilka. Mieszkały w Wielkopolsce. Pochodziły z podzielonej po wojnie rumuńskiej i ukraińskiej Bukowiny.

Był rok 1989. W Kazimierzu Dolnym kończył się Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych. Zbigniew Kowalski, pracownik Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Pile, wybrał się tam z zespołem bukowinianek z Krajenki. Urodzony w Poznaniu, do niedawna nie miał pojęcia, że w Wielkopolsce mieszkają potomkowie Górali Czadeckich z Bukowiny. O samej Bukowinie też nie miał zresztą wielkiego pojęcia.

Z bukowińskim folklorem zetknął się 3 lata wcześniej, w 1986 r., podczas przeglądu zespołów ludowych w Krajence. Urzekły go bukowińskie stroje, melodie, tańce. I jeszcze jedno zapadło mu w serce: to, że Bukowińczycy wstydzą się swej kultury. Sąsiedzi uważali ich za gorszych. Podśmiewali się z mowy, drewnianych chodaków, dziwacznych strojów. Zaraz po wojnie nawet mocno stłamszeni przesiedleniami „ludzie zza Buga” uważali się za lepszych od tych Polaków-nie-Polaków z Rumunii i Ukrainy. Bukowińczycy pochowali więc swoje stroje do kufrów, kobiety poobcinały warkocze, a dzieci bardzo pilnowały się, by nie afiszować się z pochodzeniem.

Udział w kazimierskim festiwalu przeświadczenie o tym, że są gorsi, tylko pogłębił: zajęli jedno z ostatnich miejsc. – Smutno nam było – wspomina po latach Zbigniew Kowalski. – Poszliśmy nad Wisłę. Kobieciny rozłożyły koce, wyjęły z toreb jedzenie. Pojadły, a później zaczęły śpiewać. I ten śpiew tak mnie poruszył, że powiedziałem: „Dziewczyny, w nosie mamy kazimierskie imprezy, oni się nie znają. Za rok będziemy mieli swój bukowiński festiwal!”. Nie wiedział wtedy, że całe jego dalsze życie, zawodowe i osobiste, potoczy się wokół festiwalu, który nazwał „Bukowińskie Spotkania”.

Podzielni dyktaturami

To były inne czasy. Środkowa Europa dopiero zaczynała wychodzić z realnego socjalizmu. Wojna podzieliła Bukowinę pomiędzy ZSRR i Rumunię. Część Polaków z bukowińskich wsi wyemigrowała wtedy na Ziemie Zachodnie. Na długie lata urwał się kontakt z tymi, którzy zostali. Na szczęście w 1989 r. nad Europą wiały już inne wiatry. Wprawdzie trwał jeszcze ZSRR, a w Rumunii twardą ręką rządził Nicolae Ceaușescu, ale w Polsce zaczynała się wolność. Zbigniewowi Kowalskiemu przyszło do głowy, by ten wiatr historii wykorzystać do odbudowania pozrywanych więzi rodzinnych i sąsiedzkich.

Jesienią 1989 r. pojechał do Czerniowiec. Towarzyszył mu urodzony w tym mieście wybitny slawista, dyrektor Instytutu Slawistyki Uniwersytetu Warszawskiego prof. Kazimierz Feleszko. Na uniwersytecie powitano ich serdecznie, ale do siedziby władz rejonowych nie wpuszczono. Zgnębieni, stanęli na placyku przed czerniowieckim teatrem. – To był ten moment, żeby się napić – opowiada Zbigniew Kowalski. Nie zdążył jednak sięgnąć do walizeczki po flaszkę, gdy pojawił się znajomy Feleszki, lekarz, wykładowca w Kolegium Medycznym. Wywiązała się rozmowa. W jej rezultacie w czerwcu 1990 r. na I Międzynarodowym Festiwalu Folklorystycznym „Bukowińskie Spotkania” w Jastrowiu występował zespół folklorystyczny Akademii Medycznej z Czerniowiec.

Na Bukowinę rumuńską Zbigniew Kowalski wybrał się już po upadku Ceauşescu, na początku kwietnia 1990 roku, na Niedzielę Palmową. Marną gruntową drogą (dzisiaj jest tam asfalt równy jak stół) dojechał samochodem do Pojany Mikuli. Pierwszą spotkaną osobą był chłop z palmą w ręku. Wspomnienie tego spotkania porusza dyrektora festiwalu do dzisiaj: na widok samochodu z Polski chłop ukląkł i ucałował pojazd. Trzy miesiące później zespół z Pojany był na festiwalu w Jastrowiu. Pojańczycy mieli mocne wejście. Pojawili się w krakowskich strojach i od razu zaśpiewali „Witaj, Zosieńko”. Zapytani, dlaczego nie po bukowińsku, odparli, że przecież dyrektor chciał, żeby zaśpiewali coś polskiego. A im polskość z tym właśnie się kojarzyła najbardziej.

Na pierwszym bukowińskim festiwalu w Jastrowiu wystąpiło 7 zespołów z Polski i po jednym z Rumunii i Ukrainy.

Festiwal się rozrasta

To był czas niebywałych emocji i wzruszeń – zgodnie wspominają najstarsi uczestnicy festiwalu. To, co działo się na scenie, było mniej ważne od spotkań po występach. Opowiadanie sobie minionych lat, dowiadywanie się o losach kuzynów, sąsiadów i znajomych. Bukowińczycy zaczęli znowu być razem. Dla Kazimierza Longhera z Nowego Sołońca przyjazd na festiwal był okazją do zobaczenia po raz pierwszy Polski i ciotki, która mieszkała w Złotnikach pod Zieloną Górą. Ciotkę znał tylko z rodzinnych opowieści. Urodzony po wojnie Kazimierz jako student wcześniej próbował raz pojechać do Polski. Zebrał już prawie wszystkie niezbędne zezwolenia, brakowało tylko podpisu sekretarza uczelnianej organizacji partyjnej. Ten mu jednak poradził, by raczej zwiedzał Rumunię, niż włóczył się po zagranicy.

W 1992 r. do Polski przyjechały cztery zespoły z niepodległej już Ukrainy i dwa z Rumunii, a festiwal zagościł też w Pile. W 1999 r. festiwal po raz pierwszy zawitał na Bukowinę. Występy rozpoczęły się w czerwcu w Jastrowiu i Pile. W lipcu festiwal przeniósł się do Câmpulung Moldovenesc (Kimpulunga Mołdawskiego) w Rumunii. Od tamtego czasu nieprzerwanie co rok jest jedną z najważniejszych imprez kulturalnych w regionie i najważniejszą w mieście. Na początku sierpnia uczestników festiwalu po raz pierwszy powitały ukraińskie Czerniowce – i tak pozostało do dziś, mimo trudnego roku 2015, gdy na wschodzie Ukrainy trwała wojna. Liczba uczestników 10. festiwalu zbliżyła się do tysiąca. Widzów było kilkanaście razy więcej.

W 2000 r. do festiwalowych scen dołączyły Węgry, bo okazało się, że w Bonyhád mieszka spora grupa Bukowińczyków – Seklerów, którzy z rozrzewnieniem wspominają krainę swoich przodków. Trzy lata później festiwal zagościł na Słowacji, gdzie po wojnie zamieszkała część przesiedleńców z Pojany Mikuli.

Żeby nie popaść w rutynę

Organizacja imprezy, w której bierze udział około 1000 wykonawców, i która odbywa się w co najmniej czterech państwach, to wielkie przedsięwzięcie logistyczne. Zbigniew Kowalski radzi sobie z tym zadaniem z iście wielkopolską skrupulatnością. Jesienią zaczyna od organizowania funduszy. Równolegle trwa ustalanie programu. Zimą podpisywane jest porozumienie o organizacji kolejnej edycji. Sygnatariuszami są szefowie lokalnych władz i instytucji. Z wiosną zaczyna się kwalifikowanie zespołów do udziału w festiwalu. Organizator stara się zobaczyć je wszystkie w akcji. Pozostaje jeszcze zapewnienie kwater, wyżywienia, zaplanowanie przejazdów. I przygotowanie tablic z nazwami zespołów, które będą niesione w korowodzie. I plakietki dla kierowników zespołów oraz obsługi technicznej, żeby było wiadomo, kto jest kim i do czego ma prawo. Później można „już tylko” pilnować, by wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Stałe punkty festiwalu to korowód, w którym prezentują się członkowie wszystkich przybyłych zespołów, oraz występy na scenie. Pozostałe elementy zmieniają się. Kilka lat temu wprowadzony został festiwal smaków Bukowiny. To konkurs kulinarny, w którym również biorą udział wszystkie zespoły. Przygotowują bukowińskie potrawy, a ich smak i wygląd ocenia jury. Po ocenie dokonanej przez fachowców przychodzi pora na ocenę przez widzów, którzy oddają się tej czynności z nieskrywanym entuzjazmem, by nie rzec – łakomstwem.

W tym roku nowym elementem festiwalu była prezentacja bukowińskich wesel. Z etnograficzną skrupulatnością zostały odtworzone weselne zwyczaje, tańce i przyśpiewki polskie, rumuńskie, ukraińskie i węgierskie. Od kilku lat występom ludowych artystów towarzyszy Bukowiński Festiwal Nauki. Jego organizatorką i uczestniczką jest prof. Helena Krasowska z Instytutu Slawistyki Polskiej Akademi Nauk, Bukowinianka z urodzenia.

Bukowiński festiwal jest ważnym i oczekiwanym świętem folkloru i tolerancji w Rumunii, na Ukrainie i na Węgrzech. Ojciec festiwalu Zbigniew Kowalski jest honorowym obywatelem Bonyhád, Câmpulung Moldovenesc i Turčianskich Teplic. Najmniej ceniony jest ten festiwal w Polsce, gdzie do dziś niektórzy mieszkańcy Jastrowia i Piły uważają go za obciach. – Nie da się w Polsce zrobić imprezy kochanej przez wszystkich – mówi Zbigniew Kowalski. – Każdy ma prawo do własnej oceny tej propozycji kulturalnej. A inna zupełnie sprawa, że my w Polsce nie mamy pozytywnego stosunku do ludowej tradycji. Dużo chętniej przyjmujemy elementy obcych kultur, jak Halloween czy walentynki, zamiast podtrzymywać swoje.•

Bukowińscy Polacy

Wywodzą się Beskidu Śląskiego, Żywiecczyzny, Rzeszowskiego i Galicji. Dwa wieki temu mieszkali w okolicach Czadcy (obecnie Czechy), stąd nazwa Górale Czadeccy. 160 lat temu wyemigrowali kolonizować Bukowinę, która trafiła pod panowanie austro-węgierskie. Bukowina zyskała autonomię, a oprócz Polaków osiedlali się tam także Niemcy, Ukraińcy, Rumuni, Ormianie i Żydzi. Po I wojnie światowej cała Bukowina znalazła się w granicach Rumunii. W 1939 r. na Bukowinie mieszkało blisko 50 tys. osób deklarujących narodowość polską. W 1945 r., gdy Bukowinę podzielono pomiędzy ZSRR i Rumunię, większość Polaków wyjechała do Polski. Osiedli na ziemi lubuskiej w okolicach Dzierżoniowa oraz w Wielkopolsce, szczególnie w Jastrowiu i okolicach. Na podzielonej Bukowinie zostało nie więcej niż 5 tys. Polaków. Bukowińczycy są wszędzie. Ciekawostką jest, że pod koniec XIX w. wielu Górali Czadeckich z Bukowiny przeniosło się do Bośni, która właśnie dostała się pod panowanie austriackie. Stamtąd z kolei część z nich wyjechała do Brazylii.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama