Nowy numer 46/2018 Archiwum

Widmo nowego podatku

Czy czekają nas podwyżki rachunków za prąd? I czy winę za nie będzie ponosić rząd, czy może Unia Europejska?

Kontrowersje wywołał niedawno pomysł „opłaty paliwowej”. Miała ona dać dodatkowe środki na remonty dróg lokalnych w ramach Funduszu Dróg Samorządowych. PiS ostatecznie wycofał się z nowego podatku. Jednak szereg obszarów działania państwa, podobnie jak drogi lokalne, wymaga doinwestowania. Jednym z nich jest energetyka. I tu pojawia się widmo nowego podatku.

Opłata „mocowa”

Aby modernizować infrastrukturę energetyczną, to znaczy budować nowe elektrownie i modernizować stare bloki energetyczne, potrzebne są kredyty. Obecne niskie ceny energii powodują, że pojawiają się problemy ze spłatą tych zaciągniętych wcześniej. Jak twierdzą przedstawiciele ministerstwa infrastruktury, obecne ceny energii nie uwzględniają kosztów zapewnienia bezpieczeństwa dostaw. Czyli po prostu inwestycji w energetykę. Dlatego rząd chce zmiany sposobu funkcjonowania rynku energetycznego i proponuje zmiany w prawie.

W połowie lipca w Sejmie do pierwszego czytania trafił projekt ustawy o rynku mocy. Zakłada ona pojawienie się w rachunku za prąd nowego elementu. Ma się on nazywać opłatą za dostęp do mocy. Jednak już pojawiła się nazwa „opłata energetyczna” czy „opłata mocowa”, analogicznie do „opłaty drogowej”. Wielkość opłaty ma być, według ministerstwa, uzależniona od rocznego zużycia energii. Podwyżek cen prądu możemy spodziewać się po wejściu opłaty w życie, czyli po 2020 roku. I choć nowa propozycja rządu może wpływać negatywnie na jego opinię w społeczeństwie, to za podwyżki cen prądu w większym stopniu niż polscy rządzący może odpowiadać Unia Europejska.

Unia nie lubi węgla

Wspólnota stawia sobie bardzo ambitne cele w walce ze zmianami klimatu. W założeniach unijnej polityki klimatycznej do 2040 r. emisja dwutlenku węgla ma być ograniczona o 40 proc., a do 2030 r. udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii w Unii ma wynosić 27 proc. (obecnie stanowi ona 14 proc.). Koszty przestawienia europejskich gospodarek na bardziej ekologiczne zużycie energii mają rozkładać się różnie w różnych krajach i uwzględniać ich zamożność.

Ważną rolę w polityce klimatycznej Unii odgrywa system handlu emisjami. Polega on na tym, że Komisja Europejska ustala limity emisji dwutlenku węgla dla każdego kraju. Dotyczą one przede wszystkim zakładów wytwarzających energię i przemysłu energochłonnego. W uproszczeniu można powiedzieć, że system wygląda tak: zakłady, które emitują CO2 poniżej limitu, mogą go sprzedawać tym, które emitują CO2 powyżej limitów. Odbywa się to na specjalnej giełdzie. Kraje mniej zamożne, takie jak Polska, dostały darmowe limity na określony czas.

Jednocześnie Komisja Europejska dąży do znacznego zredukowania udziału węgla w produkcji energii, twierdząc, że elektrownie węglowe odpowiadają za największą część emisji CO2 do atmosfery. Dlatego prowadzona jest reforma, która ma scentralizować system handlu emisjami i ustanowić cenę minimalną uprawnień emisyjnych na takim poziomie, żeby niemożliwy stał się taki rynkowy spadek ich cen, który czyni rezygnację z energetyki węglowej nieopłacalnym. Redukcji udziału węgla w energetyce ma też służyć zakaz dotowania elektrowni o emisjach dwutlenku węgla przekraczających 550 g na 1 kWh. A nawet najnowsze elektrownie emitują go o 1/3 więcej. W praktyce oznacza to więc, że zabronione miałoby być dotowanie jakichkolwiek elektrowni węglowych.

A Polska węglem stoi

Ponad 80 proc. polskiej energii pochodzi z węgla. Polska posiada duże złoża tego surowca, co czyni naszą gospodarkę jedną z najbardziej niezależnych energetycznie w Unii Europejskiej. Polskie przedsiębiorstwa potrafiły szybko przystosować się do surowych norm emisyjnych narzucanych przez UE. Jednocześnie polska energetyka jest mocno przestarzała i niedoinwestowana. Większość bloków energetycznych zbudowano w okresie PRL. 41 polskich elektrowni nie spełnia przyjętych właśnie przez Komisję Europejską norm emisji CO2.

Nasze problemy pogłębia też polityka UE. Niedługo nie będziemy już dostawać limitów emisji CO2, lecz będziemy musieli kupować je na rynku uprawnień emisyjnych. Jednocześnie Komisja Europejska znacząco obniża wskaźniki emisyjności. Zgodnie z założeniami dekarbonizacji gospodarki limity emisji CO2 mogą ulegać takim obniżkom, że energetyka węglowa może stać się nieopłacalna. Konieczne jest więc unowocześnienie polskiej energetyki węglowej. I tu pojawiają się problemy.

Ile zapłacimy za „polski prąd”?

Polski rząd ma plan inwestycji w infrastrukturę energetyczną. Obecnie budowane są nowe bloki energetyczne w Kozienicach, Opolu i Jaworznie. Planowane są w Ostrołęce i Połańcu. Mają być też budowane nowe elektrownie. Na inwestycje mają zostać przeznaczone miliardy złotych. Ale regulacje europejskie ograniczają możliwości inwestowania w elektrownie węglowe. Powstać więc musi nowy system finansowania polskiej energetyki.

Według planów rządu do 2030 r. do polskiej energetyki ma trafić 27 mld zł. Właśnie dzięki „opłacie za dostęp do mocy”. Od 2021 r. co roku na sektor energetyczny mamy przeznaczać 4 mld zł. Większa część tych środków ma pochodzić od odbiorców biznesowych i przemysłu nieenergochłonnego, ale część kosztów będą musieli pokryć odbiorcy indywidualni. „Opłata za dostęp do mocy” czy inaczej „opłata energetyczna” miałaby wynosić około 7 zł miesięcznie. Co oznacza, że podwyższyłaby rachunki o ok. 10 procent.

Polska infrastruktura energetyczna potrzebuje modernizacji. Jednocześnie nasze główne źródło energii elektrycznej, czyli węgiel, jest na cenzurowanym. Polityka UE idzie w kierunku ograniczania zużycia tego surowca. Musimy więc nie tylko zainwestować w energetykę, ale i znaleźć sposób na dostosowanie się do ekologicznych wymagań Komisji Europejskiej. Inaczej mogą nam grozić przerwy w dostawach prądu. 7 dodatkowych złotych miesięcznie nie wydaje się w związku z tym wygórowaną ceną za prąd w gniazdku. •

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    04.09.2017 14:51
    Tyle tekstu, zeby udowodnic watpliwa teze, ze podwyzka oplat za prad, przygotowana przez rzad PiSu, zeby zmodernizowac POLSKA energetyke, to wina ... Tuska, czy tam Unii Europejskiej. Na jedno dla Pana Redaktora wychodzi. Czy w zwiazku z tym, uwaza Pan Redaktor, ze polskiej energetyki (sam Pan pisze, ze, w duzej czesci, pamietajacej czasy PRLu) modernizowac nie nalezy? Czy ze i owszem, ale nie za nasze, polskich konsumentow, pieniadze? Czyli za czyje? Podatnikow z tej wstretnej Unii? Oni sobie, prosze Pana Redaktora, buduja elektrownie wiatrowe (dla polskiego rzadu te sa beee), sloneczne i beda musieli poniesc koszty rozbiorek i neutralizacji sypiacych sie elektrowni atomowych. A to przeciez Panski rzad chce w Polsce wtopic miliardy z (takze Panskich) podatkow w elektrownie jadrowa. WHOHW
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji