Gdy Jasiek Mela wypowiada do mikrofonu słowa: „Tak, mam doświadczenie cudów, które zdarzyły się w moim życiu”, w wielkim, napchanym do granic możliwości namiocie zapada cisza jak makiem zasiał. Słychać jedynie monotonny szum deszczu. − Największym cudem mojego życia jest odbudowana relacja z moim tatą − opowiada najmłodszy zdobywca obu biegunów, który dokonał tego w ciągu jednego roku. − Był czas, gdy go nienawidziłem, życzyłem mu źle, nie mogłem na niego patrzeć. Moim największym marzeniem było to, by skończyć 18 lat, pokazać mu środkowy palec, rzucić kilka niecenzuralnych słów i wychodząc z domu, powiedzieć: „Mam nadzieję, że nigdy się nie spotkamy”. A jednak, na szczęście, stało się inaczej. W pewnym momencie obaj doświadczyliśmy swej słabości, bezradności. Ja zacząłem uczyć się tego, że mój ojciec jest niedoskonały, że agresja nie bierze się z chęci czynienia zła, ale ma korzenie w strachu. Bóg odbudowywał naszą relację. Dziś mogę na niego liczyć. Jest nie tylko moim tatą, ale i kumplem. Mogę do niego w każdej chwili zadzwonić. Przed dwoma laty wybraliśmy się na męską wyprawę na Syberię. Zimą. Poza tym, że go kocham, ja go po prostu bardzo lubię. Czym to jest, jeśli nie cudem?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








