Nowy numer 30/2021 Archiwum

Gdy dorosłe dziecko jest uzależnione…

Każdy człowiek, niezależnie od środowiska, z którego wyszedł, jest wolny. I to on dokonuje wyborów. Dobrych lub złych…

Ostatnio dostaję dużo e-maili z prośbą, by napisać felieton o uzależnieniach wśród dzieci. I to wcale nie chodzi o małe dzieci ani o uzależnienie od komputera, lecz o dzieci całkiem dorosłe. Piszą bardzo dojrzali już rodzice i pytają: jak ratować 30- czy 40-latka? Przed alkoholem, przed narkotykami, przed lekami? Po konsultacjach z terapeutami uzależnień pozwoliłam sobie napisać kilka słów.

Po pierwsze: samodzielnie z problemem nie ma co się mierzyć. Nawet najlepsza matka i najbardziej kochający ojciec sami nie pomogą dziecku. Poprzez ośrodek pomocy społecznej, parafię czy nawet urząd gminy trzeba znaleźć miejsce, instytucję, która otoczy opieką i uzależnionego, i jego rodzinę.

Po drugie: właśnie całej rodzinie powinna zostać udzielona pomoc. Uzależnienie dotyka nie tylko chorego, ale wszystkich jego bliskich. I wszyscy bliscy cierpią. Bywa, że zatracają się w chęci pomocy, niszcząc tym samych siebie. Zatem to praca nad sobą samym – czyli rodzicem lub współmałżonkiem uzależnionego – razem ze specjalistą, jest nieodzowna.

Po trzecie: drogi rodzicu dziecka uzależnionego, nie myśl o sobie źle. Nie rozpamiętuj przeszłości, nie oskarżaj się, nie czuj się strasznie złym rodzicem, winnym wszystkich potknięć dziecka. Uzależnienie jest procesem skomplikowanym. I wbrew powszechnej opinii, nie zawsze rodzina jest współwinna temu, że dorosły człowiek pije czy się narkotyzuje. Każdy w swojej wolności dokonuje wyborów. Dobrych lub złych… Kiedyś rozmawiałam z pewną panią w średnim wieku. Pani opowiadała o swojej rodzinie. Nie owijając w bawełnę, mówiła, że było to środowisko na wskroś patologiczne. Jej rodzice pili na umór, bili, a rodzeństwo miało problemy z prawem. Zapytałam, jak to się stało, że ta pani jest osobą uczciwą, bez jakichkolwiek nałogów. Pani odpowiedziała szczerze i kategorycznie: „Bo chciałam żyć, jak żyję, i się nad sobą nie roztkliwiałam, lecz pracowałam”. I choć to historia – biorąc pod uwagę okoliczności – nietuzinkowa, pokazuje ciekawą perspektywę: woli lub braku woli. I prawdziwej wolności.

Dlaczego zatem nawet dzieci z tzw. dobrych rodzin czasem schodzą na złą drogę? Pewnie ile historii, tyle przyczyn. Jednak odpowiedzialność za dzieci kiedyś się kończy. I niezależnie od sytuacji dorosłego dziecka rodzic czasem musi przyznać: „Jestem bezradny. Niech nam ktoś pomoże”. Niańczenie dorosłego uzależnionego powoduje, że nie odczuwa on konsekwencji własnych zachowań. A od tego już tylko jeden krok do całkowitego upadku całej rodziny…•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także