Nowy numer 25/2018 Archiwum

Komandosi św. Franciszka

Ludzie z ulicy nazywają ich Szarymi Aniołami. Poszli śladami św. Franciszka. Uwierzyli, że „miłość może zmienić świat”.

To mocny film. Takich dokumentów powstaje niewiele. Widz, przyzwyczajony do standardowych reportaży i filmów dokumentalnych dotyczących tematów związanych z religią, momentami będzie przecierać oczy ze zdumienia. To nie laurka czy pretensjonalna historia o dokonaniach zakonników ze Wspólnoty Franciszkańskich Braci Odnowy, ale głęboko osadzona w rzeczywistości i niestroniąca od wyrazistych scen, czasem nawet na granicy intymności, opowieść o działalności tytułowych Aniołów. – Trudno wyobrazić sobie większego świętego niż Franciszek z Asyżu. Pewnego razu zadałem sobie pytanie: „o co chodzi z tym gościem?” – mówi jeden z braci, który zanim wstąpił do zgromadzenia, szukał odpowiedzi na to pytanie. I wkrótce ją znalazł. – Święty Franciszek uwierzył, że miłość może zmienić świat.

To właśnie nasi ludzie

– W sąsiedztwie naszego klasztoru panuje bieda. Idąc ulicą, spotykasz na każdym kroku ludzi z nizin społecznych. To właśnie nasi ludzie. A habit przypomina mi, że jestem zakonnikiem, że poświęciłem się Bogu – opowiada. Z chwilą, kiedy złożył śluby i przywdział habit, zauważył też, że ludzie inaczej go odbierają. Członkowie zgromadzenia noszą szary habit z kapturem, przepasany sznurem z trzema węzłami (symbolizującymi posłuszeństwo, ubóstwo i czystość) i z przypiętym różańcem oraz sandały. – Habit zmienia wszystko. Kiedyś pewien człowiek zobaczył nas na ulicy i zapytał: „hej, o co chodzi?”. Tłumaczymy ludziom, co to oznacza. A największy problem mają ze zrozumieniem ślubów czystości. Pytają, jak można nie mieć żony i dzieci.

Wspólnota Szarych Aniołów, czyli Franciszkańskich Braci Odnowy, powstała nie tak dawno. Założyli ją w 1987 roku o. Benedict Groeschel i siedmiu innych kapucynów, którzy postanowili poświęcić się pracy wśród bezdomnych, narkomanów, przestępców i prostytutek. W swojej działalności dużą wagę przywiązują do przeciwdziałania aborcji. Na swoją patronkę wybrali Matkę Bożą z Guadalupe, orędowniczkę dzieci nienarodzonych. Dokument opowiada oczywiście o ich działalności, ale przede wszystkim o ludziach, z którymi dzielą swoje życie.

Film rozpoczynają i kończą przejmujące sceny będące niezwykłym świadectwem wiary i miłości rodzinnej. Ich bohaterami są dwaj bracia. John i jego starszy brat Jason nigdy nie poznali uzależnionej od narkotyków matki. Zostawiła ich w szpitalu zaraz po urodzeniu. Teraz, po latach, John troskliwie opiekuje się Jasonem, od urodzenia nosicielem wirusa HIV. Jason znalazł się w szpitalu w Brooklynie w zaawansowanym stadium AIDS. Początkowo John zajmował się nim w domu. – Kiedy podnosiłem go w domu, by przenieść do łazienki, prosiłem Boga, by dodał mi sił. Zadaję sobie pytanie: dlaczego zachorował on, a nie ja? – tłumaczy John i dodaje, że musi przynajmniej na chwilę oderwać się od szpitalnej rzeczywistości, chociaż problemy i tak pozostają. – Kiedy jesteś wstawiony i zapalisz trawkę, stajesz się słaby, a twój umysł nie jest jasny. Nie chcę być słaby. Zapytałem kiedyś pielęgniarkę, jak sobie z tym poradzić. A ona zapytała: „John, co z twoją wiarą?”. Jeśli nie wierzysz w Boga albo nie jesteś religijny, to przyjdzie taki moment, że będziesz musiał zacząć wierzyć. Jak mój brat.

John i Jason znaleźli wsparcie u Szarych Aniołów. W filmie znajdziemy niezwykłe sceny, kiedy śmiertelnie chory Jason przyjmuje Komunię św. z rąk jednego z zakonników, a jego naznaczona cierpieniem twarz zmienia się całkowicie.

Obrazy przemocy w Bronxie, jednej z nowojorskich dzielnic, jakie widzimy w telewizyjnej relacji na początku filmu, doskonale obrazują środowisko, w którym mieszkają i działają bracia w szarych habitach. Brudne, słabo oświetlone w nocy ulice, zabójstwa, gangsterskie porachunki, narkotyki, prostytucja i bezdomność. W samym środku tego zamętu bracia prowadzą kuchnię i noclegownię.

– Zaczynaliśmy od schroniska o. Pio, a jedną z pierwszych placówek otworzonych przez nas był dom św. Antoniego – wspomina jeden z jego założycieli. – Obok naszego klasztoru stał zrujnowany budynek. Teraz jest tam właśnie schronisko. Bezdomni ustawiają się w kolejce i przechodzą przez kontrolę. Dmuchają w alkomat, oddają nam telefony, leki, broń i inne niebezpieczne przedmioty. Mamy nadzieję, że dla wielu z nich to miejsce jest jak dom. Innego zresztą nie mają. Karmimy ich, ale też dbamy o dusze. Najważniejsze, co możemy im zaoferować, to miłość, akceptacja i szacunek – opowiada.

Komandosi pod przykrywką

Bracia chodzą po ulicach i rozmawiają ze wszystkimi, których spotykają i wydają się potrzebować pomocy. Rozmawiają z nimi prostym językiem, wysłuchują zwierzeń, nikogo nie osądzają, a ich kamizelkę kuloodporną stanowi habit. Ale kiedy to konieczne, podejmują trudne, choć stanowcze decyzje. Przykładem jest chociażby bezdomny, który sam się zgłosił do schroniska. – Spędziłem w więzieniu 17 lat. Jestem uzależniony od 20 lat, a bezdomny od 10. Nie mogę już upaść niżej – skarży się bezdomny. Ma nadzieję, że zostanie przyjęty, jednak spotyka go rozczarowanie. Musi przejść badanie na używki, bo Szare Anioły prowadzą tu specjalny program dla ludzi znajdujących się na drodze do uzdrowienia. Muszą być czyści. Mężczyzna poddaje się badaniu, ale brakuje mu „jednej kreski”, czyli aparat wykrył w jego organizmie śladową obecność kokainy. – Nie możesz tu zostać. Bóg ma dla ciebie przyszłość, ale musisz z Nim współpracować, by to zmienić – przekonuje mężczyznę prowadzący schronisko. Okazuje się, że bezdomny już nie wrócił. – Smutno było patrzeć, jak odchodził. Zawiodłem, gdyż nie zdołałem go przekonać – wyrzuca sobie zakonnik.

Po poruszających obrazach z Bronxu niespodziewanie przenosimy się w inne zakątki świata, gdzie Szare Anioły prowadzą swoją misję. W Irlandii, Hondurasie i Anglii. – Znaleźliśmy się we właściwym miejscu. To coś dla nas – mówi zakonnik, który trafił do Moyross w Irlandii i zobaczył zdewastowane ulice, wypalone wraki samochodów i zabite deskami okna domów. Kim są ci ludzie w szarych habitach? – zastanawiali się mieszkańcy uchodzącej za najbardziej zaniedbaną i niebezpieczną dzielnicę Limerick. – Mój brat powiedział, że to policjanci albo komandosi działający pod przykrywką – wyznaje przed kamerą jeden z mieszkańców dzielnicy. Szare Anioły przyznają, że nie było tu łatwo. Dzieci, z których prawie setka nie chodzi do szkoły, próbowały im spalić szopę na narzędzia, wysadziły skrzynkę na listy, uderzyły jednego z ojców kamieniem w głowę, a innemu groziły, że go zadźgają.

„Szare Anioły” to film tak mocny, jak brutalna jest rzeczywistość, w której Szarym Aniołom przyszło prowadzić swoją misję. To świat ludzi opuszczonych, z różnych powodów wegetujących na marginesie życia, ludzi, którzy czasem znaleźli się, jak sami mówią, w ziemskim piekle. Doskwiera im bezdomność, brak środków do życia, przemoc i nałogi, ale najgorsze, co mogło ich spotkać, to fakt, że stracili nadzieję na wyjście z tego piekła. Bracia taką szansę im dają. Nie przypadkiem film kończą fragmenty Kazania na Górze zaczerpnięte z Ewangelii wg św. Mateusza. 

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • gut
    28.05.2017 15:30
    Niesamowite to Jest! W telewizji widziałem fragmenty tego Niesamowitego filmu.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama