Nowy numer 3/2021 Archiwum

Męczennik ze skazą

Władysław Warneńczyk był kiepskim królem, jest za to idealnym bohaterem literackim.

Nie ma zbyt wielu polskich władców tak znanych w świecie. Sława obrońcy chrześcijaństwa, który poległ pod Warną w bitwie z potęgą osmańską, rosła z każdą dekadą. Władysław III stał się bohaterem wielu pieśni, poematów, a nawet legend opartych na pogłoskach, że król przeżył, a potem tułał się po świecie jako żeglarz, pustelnik albo krzyżowiec.

Sęk w tym, że tak naprawdę Warneńczyk nie był władcą wybitnym, nie tylko dlatego, że zginął, mając 20 lat. Jego panowanie historycy zgodnie oceniają tak jak współcześni królowi rodacy – źle. Podczas sporu z Litwą o Podole król zachęcał panów polskich, by ruszyli zbrojnie na jego brata – Kazimierza, wówczas „tylko” wielkiego księcia litewskiego, zrywając wiszącą na włosku unię. Koronę węgierską przedkładał nad polską, w Krakowie praktycznie go nie widywano, a kraj za jego rządów pogrążał się w długach i chaosie. Nawet rycerska śmierć – która sprawiła, że przeszedł do legendy – powszechnie uznawana była za karę, zarówno w wymiarze ludzkim, jak i boskim. Poszedł bowiem na wojnę, której polska szlachta nie popierała, w dodatku łamiąc traktat pokojowy i uroczystą przysięgę daną uprzednio sułtanowi.

Zawsze w cieniu

Władysław III, pierworodny syn króla Władysława Jagiełły, przyszedł na świat, gdy jego ojciec miał już 70 lat, a matka, Zofia Holszańska (zwana Sonką), zaledwie 17. Królem został w wieku 10 lat, a koronowano go na Wawelu już w pięć miesięcy po śmierci ojca. Ponoć Jagiełło chciał, by w ten sposób faktyczną władzę płynnie przejęła po nim żona. Tyle że możnowładcy polscy podzielali raczej zdanie Jana Długosza, który uważał, że królowa Sonka „piękniejsza była urodą niż obyczajami”, i nie pozwolili jej zostać regentką. Rządy objęła Rada Koronna, w której pierwsze skrzypce grał biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki. I to on przez długie lata był mentorem młodego króla.

Władysław (nazywany Warneńczykiem dopiero od XIX wieku) praktycznie przez całe panowanie pozostał władcą niesamodzielnym, podejmującym kolejne decyzje pod wpływem doradców. Najpierw był to biskup Oleśnicki, potem Jan Hunyady, wybitny wódz Madziarów, wreszcie kardynał Cesarini, prawa ręka papieża Eugeniusza IV.

O koronę węgierską dla Władysława najmocniej zabiegał biskup krakowski, skutecznie, choć nie bez kłopotów. Swoich stronników miała bowiem w Budzie królowa Elżbieta, która była w stanie błogosławionym, gdy umierał jej mąż Albrecht Habsburg. Wdowa wykradła nawet ze skarbca monarszego koronę św. Stefana, by nałożyć ją na głowę syna (też Władysława, zwanego Pogrobowcem). Swoje rządy na węgierskim tronie polski król rozpoczął więc od kilkuletniej wojny domowej, którą w jego imieniu prowadził oczywiście Jan Hunyady.

Wojna i pokój

Krucjatę przeciwko Turkom ogłosił papież Eugeniusz IV na nowy rok 1443, ale tej wojny za świętą nie uznał w Europie praktycznie nikt, z Polską włącznie. Sytuację komplikował dodatkowo fakt, że papieży było wówczas… dwóch, a biskup Oleśnicki akurat Eugeniusza IV nie uznawał, popierając soborowego papieża Feliksa V. Mimo to, głównie dzięki geniuszowi Hunyadyego i niewątpliwej odwadze Władysława, tamta krucjata Węgrów oraz ochotniczego rycerstwa zakończyła się sukcesem.

Przede wszystkim udało się wyzwolić spod tureckiej okupacji Serbię i wzniecić powstanie na ziemiach albańskich. Sułtan Murad II zainteresowany był szybkim pokojem, także dlatego, że równocześnie prowadził wojnę z emirem Karamanii, muzułmańskiego państwa położonego we wschodniej Anatolii. I głównie dlatego pokój – na bardzo korzystnych warunkach – uzgodniono w Adrianopolu 12 czerwca 1444 roku. Murad II przysiągł wycofać się z Serbii, wydać pograniczne twierdze, wypłacić ogromny okup i wspierać w przyszłości Władysława 25-tysięcznym oddziałem wojska.

Ale kardynał Cesarini uznał, że taka okazja zdarza się raz na sto lat, i przekonał króla, by dobił osłabionych wojną na dwóch frontach Turków. Gdy poselstwo sułtana przybyło na Węgry w celu ratyfikowania pokoju, Władysław już wiedział, że go nie dochowa. Mimo to 1 sierpnia złożył przysięgę, z której zaraz potem kardynał Cesarini go zwolnił, po czym ruszył na kolejną wojnę.

Jak król stracił głowę

Zerwanie pokoju podzieliło i tak nielicznych krzyżowców. Tym razem Serbia zachowała neutralność, a polski Sejm zwołany w Piotrkowie wezwał Władysława, by pilnie wracał do kraju. Szlachta miała dość wojny, która nie przynosiła zysków, za to kosztowała majątek. Król, by ją prowadzić, zastawił ponad 200 swoich dóbr. I niczym hazardzista chciał grać dalej. Nowa krucjata teoretycznie mogła się udać, ale z polskiego punktu widzenia nie była to z pewnością korzystna inwestycja.

10 listopada pod Warną z Turkami ostatecznie walczyła tylko 16-tysięczna armia, głównie Węgrów. Zaledwie 300 polskich rycerzy pozostało do końca przy władcy. Murad II dysponował cztery razy większymi siłami, mimo to bitwa była bardzo wyrównana. Gdy na skrzydłach szala zaczynała przechylać się na korzyść krzyżowców, Władysław walczący w centrum wydał rozkaz do szarży, fatalny w konsekwencjach. „Gdy wojska jego pierzchnęły, sam jeden rzucił się w największy tłum nieprzyjaciół i przez niejaki czas dzielnie wytrzymywał walkę; aż w końcu otoczony tłoczącymi się tłumami barbarzyńców legł śmiercią bohatera” – relacjonował (z drugiej ręki, rzecz jasna) Jan Długosz. Ciała króla nigdy nie odnaleziono, ale jego głowę sułtan kazał odciąć i umieścić w słoju z miodem. Wystawiano ją potem na widok publiczny w Adrianopolu i Bursie.

Tajemnica narodzin Kolumba

Świat nie uwierzył w śmierć króla. Jan Długosz przywołuje świadectwa, jakoby widziano Władysława w Konstantynopolu, Wenecji, Siedmiogrodzie, Albanii czy Serbii. Zbigniew Oleśnicki w swoich listach pisał, że król może przebywać „gdzieś za morzem”, w „jakimś zamku w obcym kraju” albo „u pewnego greckiego księcia”. Władysław miał nawet zapowiadać swój rychły powrót – zdaniem jednych z Cypru, według innych z Portugalii. Ambroży z Moraw dowodził, że Władysław podróżuje po świecie, żeby zebrać ogromne wojska przeciwko Turcji. Pogłoski traktowano na tyle poważnie, że Kazimierz Jagiellończyk przez trzy lata zwlekał z przyjęciem polskiej korony. Zwłaszcza że w Polsce pojawiali się kolejni samozwańcy podający się za cudem ocalonego króla.

Do dziś nie brak wyznawców alternatywnej biografii Warneńczyka. Manuel Rosa w wydanej już w XXI wieku książce twierdzi, że król wyruszył incognito do Ziemi Świętej, gdzie skrył się w klasztorze na górze Synaj. 10 lat później trafił na portugalską Maderę, gdzie żył pod przybranym nazwiskiem jako Henryk Alemao. To zresztą postać historyczna. W spisanej w XVIII wieku historii Funchal (stolicy Madery) pojawia się wzmianka, że Alemao był właśnie „polskim księciem pokonanym w bitwie pod Warną”. I tu bomba – ów Alemao miał być ojcem Krzysztofa Kolumba. A ponieważ na wyspę wciąż przybywali tajemniczy emisariusze poszukujący króla, ten zaprzysiągł syna, by ukrył swoje prawdziwe pochodzenie.

„Krzywoprzysięzca Władysław”

Swoisty fenomen popularności Władysława Warneńczyka bierze się zapewne stąd, że był kiepskim królem, za to idealnym bohaterem literackim. Nietuzinkowym, heroicznym, z głęboką zadrą w życiorysie. No i zginął na polu bitwy, co już jest niezawodną przepustką do sławy. Ale kluczowym momentem w jego biografii jest nie tyle śmierć, ile złamanie przysięgi. Wina, za którą powinien pokutować. A skoro nie zdążył tego zrobić za życia, współcześni i potomni dali mu niejako drugą szansę. Stąd opowieści o królu pustelniku czy krzyżowcu.

Konsekwencje złamanego słowa można oceniać na różnych poziomach, ale na żadnym nie znajdziemy korzyści. Król przegrał militarnie i politycznie, porażkę poniosła też idea obrony chrześcijaństwa na Bałkanach. Imperium osmańskie pod rządami nowego sułtana Mehmeda II w krótkim czasie dokończy dzieła zaczętego pod Warną (Konstantynopol 1453, Serbia 1459, Bośnia 1463). W dodatku o ile innym koalicjantom udało się zachować głowy, polski król stracił ją w sensie dosłownym.

Profesor Janusz Tazbir w głośnym eseju „Krzywoprzysięzca Władysław” przywołuje sztukę graną w kolegium jezuickim w 1667 roku. Jej kanwą jest odbywający się w zaświatach sąd nad królem. Władysław III został tam przedstawiony jako postać negatywna, a oszukany sułtan Murad II… gra rolę ofiary. To pokazuje pewien paradoks bohatera, który dla jednych jest męczennikiem poległym za wiarę, ale dla innych – przede wszystkim krzywoprzysięzcą.

Żywa legenda

Z dzisiejszej perspektywy, gdy polityka kojarzy się z nieustannymi zdradami i odwracaniem sojuszy, może to się wydać dziwne. Na korzyść króla przemawia też fakt, że działał nie tyle w porozumieniu z papieżem, ile za jego namową. Pamiętajmy jednak, że nie był to najbardziej chlubny czas w historii Kościoła, a z kolei władcy, jako pomazańcowi Bożemu, stawiano niezwykle wysokie wymagania moralne.

Władysław przegrał jako człowiek i władca, ale niejako wbrew faktom stał się wiecznie żywą legendą. Mit bohaterskiego polskiego króla odmienił też nasz wizerunek w świecie. Polska kojarzona wcześniej ze świeżo przechrzczonymi poganami (czarny PR Krzyżaków) będzie przez kolejne wieki traktowana jako główny obrońca wiary w Europie.

Męczennik ze skazą  

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama