Nowy numer 4/2019 Archiwum

Jestem przeciwko aborcji

O prawnym zakazie aborcji, powstrzymaniu rewolucji obyczajowej oraz naprawie państwa mówi prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Bogumił Łoziński: Katolicy świeccy i duchowni, także biskupi, zadają mi często pytanie, które jest tak naprawdę skierowane przede wszystkim do Pana. Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nie zgodziło się na całkowity zakaz aborcji albo chociaż wykluczenie możliwości zabijania nienarodzonych dzieci z powodu choroby?

Jarosław Kaczyński: Polityk odpowiada za skutki swoich działań. Jeżeli jakaś operacja, nawet całkowicie uzasadniona i moralnie w najwyższym stopniu słuszna, w ostatecznym rozrachunku w oczywisty sposób będzie prowadziła do skutków przeciwnych, to trzeba się zastanowić, jak to zrobić inaczej. PiS w żadnym wypadku nie wycofuje się z dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka. Jednak będziemy chcieli to przeprowadzić w sytuacji, która nie spowoduje tak ostrych protestów, jak miało to miejsce jesienią.

Tylko czy taka sytuacja kiedykolwiek nastąpi?

Sądzę, że zakaz aborcji eugenicznej ma szanse na wprowadzenie w stosunkowo nieodległym czasie, choć w nieco inny sposób, niż próbowano do tej pory.

Inny – to znaczy jaki?

Na razie nie chcę wchodzić w szczegóły, ale sprawa będzie rozwiązywana na płaszczyźnie prawnej. Przypominam, że jest już program „Za życiem”, który przewiduje pomoc dla matek w tzw. trudnych ciążach i rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi. Na pewno będziemy się starali zmienić stosunek ludzi do osób z zespołem Downa, a z powodu tej choroby przeprowadza się ponad 95 procent aborcji w Polsce.

Czy może Pan złożyć obietnicę, że w tej kadencji Sejmu PiS wprowadzi zakaz aborcji eugenicznej?

W tej chwili nie będę składał takiej obietnicy, bo nie jestem w stanie odpowiadać za działanie innych ludzi, na których sumienia nie mam wpływu. Stosunek do aborcji wśród posłów klubu PiS jest zróżnicowany. Natomiast chcę podkreślić, że dla mnie ta sprawa jest ważna i będę dążył do tego, aby ją skutecznie rozwiązać.

Proszę pamiętać, że na tle Europy Polska jest krajem, gdzie w bardzo dużym stopniu wcielana jest nauka Kościoła, m.in. w życiu publicznym czy poprzez różnego rodzaju struktury społeczne. Dlatego jesteśmy pod nieustannym naciskiem europejskich środowisk lewicowych. Wybiera się do nas grupa posłanek Parlamentu Europejskiego, aby badać sytuację kobiet. Tymczasem nawet według bardzo niesprzyjającej nam prasy zachodniej, jeśli chodzi o przestrzeganie zasady równości, plasujemy się na piątym miejscu na świecie. Mimo to jesteśmy atakowani, oskarżani o to, że sytuacja kobiet w Polsce pod rządami PiS jest zła. Musimy reagować na te ataki w taki sposób, który nie doprowadzi do tego, że Polska będzie za chwilę realizowała program pani Kopacz, która w ostatnim roku rządów PO-PSL wprowadzała skrajnie lewackie rozwiązania. Taka perspektywa jest realna i tylko ktoś nieodpowiedzialny może nie brać tego pod uwagę.

Ludzie o poglądach konserwatywnych stawiają sobie pytanie, dlaczego PiS nie wypowiada konwencji przemocowej, która zawiera bardzo niebezpieczne zapisy umożliwiające wprowadzanie rewolucji obyczajowej według ideologii gender. Tym bardziej że rozwiązania, które przewiduje konwencja, w polskim prawie już istnieją. Do tego przed wyborami PiS stanowczo przeciwstawiał się ratyfikacji tego dokumentu.

Ma Pan całkowitą rację, tylko w polityce trzeba stosować coś, co z angielska nazywa się timingiem, czyli działać w odpowiednim czasie. Jeśli nie chcemy popaść w tych sferach w „lewacki korkociąg”, który jest na Zachodzie normą, to musimy prowadzić bardzo przemyślaną politykę. Żyjemy w zróżnicowanym społeczeństwie. Spotykam katolików, którzy uważają, że ich świat jest jedyny, a to nieprawda. Ja też jestem praktykującym katolikiem i bardzo bym chciał, aby wszyscy kierowali się wartościami chrześcijańskimi. Muszę jednak pogodzić się z tym, że są tacy, którzy ich nie uznają. Póki jesteśmy przy władzy, w żadnym wypadku nie dopuścimy do rewolucji obyczajowej. Dlatego musimy tę władzę utrzymać. Nie otwieramy więc frontów tam, gdzie one w tym momencie są niepotrzebne.

Można dyskutować, które fronty są ważniejsze – czy zakaz aborcji, czy np. reforma sądownictwa, którą PiS wprowadza i za którą jest ostro atakowany, także na forum międzynarodowym. Padają zarzuty, że PiS wyłączył kwestie moralne z „dobrej zmiany”.

To jest nieprawda. Osoby formułujące takie zarzuty muszą sobie uświadomić, że PiS jest jedyną gwarancją tego, iż ta lewacka rewolucja obyczajowa, która w Unii jest normą, nie zwycięży w Polsce. Chcemy utrzymać władzę, aby zmieniać nasze państwo, ale także, by nie pozwolić na niszczenie tradycyjnych wartości.

Czy z tego, co Pan mówi, można wysnuć wniosek, że w tej chwili w hierarchii celów kwestie etyczne – ochrony życia – są niżej niż utrzymanie władzy, ale w sprzyjających okolicznościach zostaną podjęte?

Jestem przekonany, że przyjdzie czas, i to wcale nie odległy, że zajmiemy się aborcją oraz innymi problemami etycznymi.

Porozmawiajmy o celach, jakie stawia sobie PiS. Z mojej analizy wynika, że chodzi Wam o zmianę trzech paradygmatów, które obowiązywały w momencie objęcia przez Was rządów: systemu wartości z lewicowo-liberalnych na prawicowe, wprowadzenie podziału dóbr obejmującego nie tylko wąską grupę, ale wszystkich Polaków, oraz zastąpienie systemu władzy określanej przez poprzednie elity jako demokracja liberalna systemem, w którym zasadnicze znaczenie ma opinia narodu. Czy zgadza się Pan z taką diagnozą?

W dwóch pierwszych punktach oczywiście tak, natomiast nie za bardzo wiem, co pan rozumie pod pojęciem demokracji liberalnej.

Chodzi o praktykę sprawowania rządów, która prowadzi do uzyskania wpływu na władzę przez nieformalne grupy interesów.

Ta praktyka była parodią demokracji liberalnej i w tym sensie tę parodię rzeczywiście chcemy zmienić. Ja jestem zwolennikiem prawdziwej demokracji liberalnej rozumianej jako system, w którym z jednej strony mamy mechanizm demokratyczny w wydaniu parlamentarno-gabinetowym lub półprezydenckim, bo w demokratycznej Europie czysto prezydencki nie występuje, oraz gospodarkę rynkową opartą na prywatnej własności i wolności ekonomicznej. Jesteśmy absolutnie za tym, aby tak rozumiana demokracja liberalna w Polsce obowiązywała. Wbrew zarzutom poruszamy się w ramach konstytucji i w żadnym momencie jej nie złamaliśmy. Akceptujemy obecny system parlamentarno-gabinetowy z nieco wzmocnioną rolą prezydenta, co jest określane jako prezydentura czynna. Natomiast nie zgadzamy się na traktowanie jako składnika demokracji liberalnej rewolucji obyczajowej, jak to się stało na Zachodzie. Nie akceptujemy ani odrzucenia tradycji, ani wrogiego stosunku do chrześcijaństwa.

Środowiska lewicowe chwalą PiS za pewne rozwiązanie. Domyśla się Pan za co?

Prawdopodobnie za transfery społeczne.

Zgadza się, a dokładnie za program 500 Plus. Padają nawet opinie, że w kwestiach gospodarczych PiS jest partią lewicową.

Tak mówią ludzie, którzy kompletnie nie znają prawicowych tradycji w Polsce i Europie. Często były one społecznie wrażliwe, jak np. we Francji w XIX wieku. Także w Polsce, jeszcze przed odzyskaniem niepodległości i później, były prawicowe formacje z programem społecznym, np. chadecja. PiS jest za gospodarką rynkową z korektami dotyczącymi redystrybucji dóbr, co zresztą w systemie wolnorynkowym zawsze istniało. Na przykład udział wydatków publicznych w PKB jest na Zachodzie większy niż w Polsce. Nazywanie nas partią lewicową w gospodarce to nieporozumienie semantyczne, ale my się tego rodzaju zarzutami nie przejmujemy, bo skupiamy się na innych celach. Prowadzimy politykę, która ma odrzucić potworną patologię postkomunizmu, kosztującą nas bardzo dużo pod każdym względem, począwszy od demoralizowania społeczeństwa, a skończywszy na ogromnych stratach finansowych. Drugim zadaniem jest osadzenie naszej odbudowanej z ogromnymi ułomnościami państwowości w mocnej legitymacji społecznej. Mamy większość w parlamencie i jestem przekonany, że nam się to uda.

PiS szedł do wyborów pod hasłem naprawy instytucji państwa. Czy może Pan wskazać obszary, które po półtora roku sprawowania rządów udało się uzdrowić?

Generalnie chodzi tu o walkę z imposybilizmem państwowym, czyli niezdolnością do podejmowania poważniejszych przedsięwzięć. Na pewno naprawiliśmy już politykę społeczną, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Bardzo daleko idące zmiany przeprowadziliśmy w administracji skarbowej, także personalne oraz w funkcjonowaniu spółek Skarbu Państwa. W innych dziedzinach reformy są wdrażane, np. w szkolnictwie czy służbie zdrowia. Przed nami jest naprawa sądownictwa czy dekoncentracja mediów. Przełamaniem wspomnianego imposybilizmu było stworzenie jednego Ministerstwa Rozwoju, które ma zajmować się całością spraw gospodarczych. Wprowadzamy plan Mateusza Morawieckiego, który ma przynosić pozytywne efekty, zresztą już są prognozowane wzrosty odnoszące się do wskaźnika PKB. Następują zmiany w armii, które – mam nadzieję – zakończą się przebudową chorego systemu, zbudowanego za czasów rządów Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska. Prowadzimy aktywną politykę kulturalną. Jak widać, tych zmian jest wiele.

Wspomniał Pan o armii. Napięcie między prezydentem Andrzejem Dudą a szefem MON Antonim Macierewiczem to poważny problem?

To mnie bardzo niepokoi, bo jest zupełnie niepotrzebne. Konstytucyjne uprawnienia prezydenta w stosunku do armii są oczywiste i absolutnie należy tego przestrzegać. Prezydent personifikuje państwo i należy mu się szacunek. Zrobię wszystko, aby ten spór się zakończył.

Min. Macierewicz jest mocno krytykowany przez część mediów za zmiany w armii. Jak Pan ocenia jego działalność?

To jest człowiek od bardzo trudnych zadań i mam do niego zaufanie, choć czasem bywa nieco ekstrawagancki. W swojej bardzo długiej drodze politycznej wykonał wiele rzeczy, które wydawały się niemożliwe.

Czy wyrazem tej ekstrawagancji jest sprawa Bartłomieja Misiewicza, którego, mimo negatywnej oceny jego działań ze strony Pana, a także pani premier, min. Macierewicz nie zwalnia z ministerstwa?

Trzeba jasno powiedzieć, że sprawa Misiewicza na pewno nam bardzo zaszkodziła.

To chyba jest szerszy problem. Krytykowaliście PO za obsadzanie swoimi ludźmi, często niekompetentnymi, państwowych stanowisk, a sami idziecie tą samą drogą, co zresztą sam Pan mocno zganił kilka miesięcy temu.

Trudno byłoby coś zmienić w Polsce, jeślibyśmy trzymali w spółkach Skarbu Państwa stare kadry, które poznaliśmy, słuchając taśm z Sowy i Przyjaciół. Rodzi się jednak pytanie o mechanizm doboru. W latach 2005–2007 wprowadziliśmy bardzo zobiektywizowane konkursy, w których decydowały czysto merytoryczne kategorie. Skończyło się to fatalnie. Wprowadziliśmy do spółek całą rzeszę ludzi, którzy mieli co najmniej doktorat z ekonomii albo prawa związanego z gospodarką, i natychmiast byli oni pochłaniani przez patologiczny system funkcjonujący w tych spółkach. Teraz odwołaliśmy się do innego mechanizmu, bo tamten zawiódł. Mianujemy ludzi z bliskich nam środowisk, którzy realizują nasz program. Oczywiście okazało się, że ten system też ma mankamenty, i naprawiamy to, stosując także kryterium kompetencji. Tyle że nie jest to łatwe, bo od 1989 r. życie społeczne było poddawane procesowi demoralizacji. To niestety widać w postawach ludzi.

Polskie społeczeństwo jest głęboko podzielone, i ten proces postępuje. Jak się temu przeciwstawić?

Te podziały wynikają z socjotechniki, jaką stosuje od 2005 r. Platforma Obywatelska. Po przegranych wówczas wyborach zaczęła nas bezpardonowo, nieczysto atakować, przekraczając dopuszczalną miarę, i to trwa do dziś. Rozwiązanie problemu podziałów jest w rękach drugiej strony. Oczywiście my będziemy robić wszystko, aby ten poziom konfliktu zmniejszyć, ale nie możemy zrezygnować z realizacji naszego programu. Ten uderza w ich interesy, więc nie spodziewam się tu zmiany. 

Jarosław Kaczyński

jest twórcą i prezesem Prawa i Sprawiedliwości, wcześniej stworzył też partię Porozumienie Centrum. W okresie PRL był działaczem demokratycznej opozycji. Po zwycięstwie przez PiS wyborów parlamentarnych w 2005 r. stworzył rząd, którego był premierem w latach 2006–2007. W 2015 roku. poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych, które dały tej partii samodzielną większość w Sejmie i Senacie. Jest doktorem nauk prawnych.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Gość
    10.05.2017 14:13
    Panie Kaczyński, ujmę to słowami niedawno zmarłego W. Młynarskiego: niejedną jeszcze paranoję przyjdzie przeżyć robiąc swoje, róbmy swoje, róbmy swoje-żeby było na co wyjść :)
    doceń 1
  • Gość
    10.05.2017 14:18
    Hahaha... Pewnie nie głosujcie na PiS. Platforma, Lewica albo Nowoczesna zapewni wam 1000% ochrony życia. Bo inne partie nie mają szans choćby Was skręcalo przy runie...
  • Gość
    10.05.2017 14:18
    Przy urnie miało być...
    doceń 0
  • Gośćelka
    15.05.2017 18:19
    Panem życia i śmierci jest Bóg, a człowiek nie prawa zabijać kogokolwiek.Zabójstwo np dziecka z gwałtu to knock out dla prawników - zawinił gwałciciel, a karę smierci poniosła niewinna ofiara gwałtu !
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy