Nowy numer 42/2020 Archiwum

USA: Demokraci maglowali kandydata na sędziego Sądu Najwyższego

Neil Gorsuch, kandydat prezydenta USA Donalda Trumpa na sędziego Sądu Najwyższego, zadeklarował we wtorek, że jeśli jego nominacja zostanie zatwierdzona przez Senat, w podejmowaniu decyzji nie będzie ulegał naciskom politycznym.

Gorsuch poinformował we wtorek, występując przed senacką Komisją Sprawiedliwości, że Trump przed wysunięciem jego kandydatury nie domagał się od niego obietnicy, że będzie zabiegał o delegalizację aborcji w USA.

Zapytany przez republikańskiego senatora Lindseya Grahama, jak "postąpiłby, gdyby prezydent przed wysunięciem jego kandydatury domagał się obietnicy unieważnienia wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Roe kontra Wade z 1973 roku (wyrok w tej sprawie zalegalizował aborcję w USA - PAP)", Gorsuch odparł: "Wyszedłbym z pokoju".

"Sędziowie tak nie postępują" - dodał, odnosząc się do obiecywania politykom wyroków po ich myśli.

Gorsuch podsumował swoją filozofię prawną słowami innego sędziego Sądu Najwyższego, Byrona White'a: "Podejmuję decyzje w sprawach sądowych". "Staram się być otwarty przez cały proces, (...) wszystkie pozostałe sprawy zostawiam w domu. Podejmuję decyzje w oparciu o fakty i prawo" - dodał.

Trump w przeszłości, kiedy był zarejestrowany jako członek Partii Demokratycznej, opowiadał się za legalnością aborcji, jednak później zmienił stanowisko i podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej obiecywał nominowanie na sędziego Sądu Najwyższego kandydata, który będzie głosował za unieważnieniem decyzji Sądu Najwyższego w procesie Roe kontra Wade.

Dzięki zmianie stanowiska Trump zdobył w wyborach prezydenckich poparcie środowisk pro life. Wiceprezydent Mike Pence, zdeklarowany przeciwnik aborcji, występując 27 stycznia br. podczas marszu przeciwników aborcji, powiedział, że "życie znów wygrywa w USA". Pence był pierwszym urzędującym wiceprezydentem USA w 44-letniej historii tego marszu, który przemawiał do jego uczestników.

Wtorkowe posiedzenie senackiej Komisji Sprawiedliwości było drugim z planowanych czterech całodniowych posiedzeń senackiej Komisji Sprawiedliwości, nim wyda ona Senatowi rekomendację co do głosowania w sprawie nominacji Gorsucha.

Konserwatywny komentator telewizji Fox News Sean Hannity ocenił, że Demokraci zasiadający w Komisji Sprawiedliwości "wyjątkowo agresywnie pytali" Gorsucha o kontrowersyjne zagadnienia takie jak, obok aborcji, stosowanie tortur wobec osób podejrzanych o działalność terrorystyczną, finansowanie kampanii politycznych, posiadanie broni palnej, prawa mniejszości i - w wyraźnym odniesieniu do dwóch zablokowanych przez sądy imigracyjnych dekretów Trumpa - o stosowanie kryterium religii w dziedzinie imigracji.

Zdaniem konserwatywnych komentatorów takie nastawienie Demokratów w Senacie to zapowiedź "długiej, nieprzebierającej w środkach kampanii zmierzającej do zablokowania nominacji Gorsucha" - ocenił Hannity.

Podobnego zdania jest publicysta Charles Krauthammer, który pochwalił Gorsucha za "mistrzowskie unikanie udzielania jednoznacznych odpowiedzi na pytania". "Żaden z kandydatów na sędziego Sądu Najwyższego, licząc na zatwierdzenie swojej nominacji, nie powinien odpowiadać (jednoznacznie - PAP) na pytania" - powiedział Krauthammer w środę czasu polskiego, występując w Fox News.

Krauthammer przypomniał, że szczere odpowiedzi Roberta Borka, nominowanego przez Ronalda Reagana na sędziego Sądu Najwyższego w 1987 roku, były powodem zablokowania jego nominacji przez Demokratów, mimo braku obiekcji co do kwalifikacji kandydata. Zdaniem ekspertów od czasu zablokowania kandydatury Borka proces zatwierdzania nominatów na sędziów Sądu Najwyższego niewiele ma wspólnego z oceną ich rzeczywistych kwalifikacji, bo stał się okazją do załatwiania partyjnych porachunków.

"Jeśli Gorsuch nie zostanie zatwierdzony, to doprawdy nie wiem, kto zostanie" - ocenił senator Mitch McConnell, przywódca republikańskiej większości w Senacie.

Republikanie podczas wtorkowego posiedzenia Komisji Sprawiedliwości unikali w zadawanych pytaniach trudnych zagadnień i przy każdej okazji dawali Gorsuchowi szansę do wykazania się znajomością prawa. Unikali tym samym prowokowania Demokratów w obawie przed ich odwetem za zablokowanie w zeszłym roku kandydatury Merricka Garlanda na sędziego Sądu Najwyższego.

Garland, zwolennik swobodniejszej, dostosowanej do współczesnych realiów interpretacji Konstytucji USA, został nominowany przez ówczesnego prezydenta Baracka Obamę. Dla Republikanów zatwierdzenie go oznaczałoby przewagę w składzie Sądu Najwyższego sędziów o poglądach lewicowych. Dlatego przez prawie rok blokowali jego nominację, aż ta straciła ważność 3 stycznia br., gdy urzędowanie skończył Kongres poprzedniej kadencji.

Teraz Demokraci, wspierani przez lewicowe media, np. "New York Times", który nazwał nominację dla Gorsucha "skradzioną nominacją", zapowiadają walkę do upadłego o zablokowanie nominacji Republikanów.

Stanowisko Demokratów w sprawie Gorsucha to zdaniem komentatorów zapowiedź najpoważniejszej konfrontacji między Republikanami a Demokratami w Kongresie, odkąd Trump objął urząd prezydencki.

Do zatwierdzenia nominacji na sędziego Sądu Najwyższego potrzebna jest kwalifikowana większość co najmniej 60 głosów w 100-osobowym Senacie. Republikanie nie dysponują w Senacie taką większością, a nic nie wskazuje na to, by część senatorów demokratycznych była gotowa złamać dyscyplinę partyjną i głosować za zatwierdzeniem Gorsucha, komentatorzy nie wykluczają więc tzw. opcji nuklearnej. Zakłada ona zmianę regulaminu Senatu, dzięki której nominacja Gorsucha mogłaby być zatwierdzona zwykłą, a nie kwalifikowaną większością głosów.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama