Nowy numer 39/2022 Archiwum

Prawo Jachimowicz

Pracująca w Norwegii polska lekarka Katarzyna Jachimowicz została wyrzucona z pracy za sprzeciw sumienia wobec zakładania spiralek wczesnoporonnych. A jej koledzy Norwegowie – którzy także tego nie robią – zachowują swe etaty. Dlaczego? Pojechaliśmy do Norwegii, by przyjrzeć się procesowi w tej sprawie.

Gdy w 2011 r. norweska gmina Sauherad zaproponowała jej objęcie posady lekarza rodzinnego w miejscowej przychodni, dr Jachimowicz od razu zaznaczyła, że nie będzie kierować pacjentek na aborcję ani zakładać im domacicznych wkładek wczesnoporonnych. Przyszły pracodawca przystał na to. Było to zgodne z ówczesnym prawodawstwem. Jednak w 2015 r. w prawie norweskim całkowicie zniesiono klauzulę sumienia w medycynie rodzinnej, a Polka została zwolniona z pracy. Tego samego dnia znalazła inną – w poradni psychiatrycznej, gdzie nie ma pola konfliktu dotyczącego wkładek domacicznych. Musiała jednak zacząć naukę nowej specjalizacji, co oznaczało cofnięcie kariery zawodowej 48-letniej lekarki o 20 lat.

Dr Jachimowicz postanowiła wystąpić do sądu o ochronę wolności sumienia jej samej i wszystkich lekarzy rodzinnych w Norwegii. Nie chodzi o kierowanie na aborcje do specjalisty, bo do tego lekarzy rodzinnych zmuszać nie wolno. Chodzi o zmuszanie do zakładania tzw. spiralek. Ich działanie jest wczesnoporonne. To rodzaj wczesnej aborcji.

Możesz zostać szewcem...

Notodden – senne 11-tysięczne miasteczko w regionie Telemark, około 100 km na zachód od Oslo. Wyrosło u ujścia rzeki do podłużnego jeziora, przypominającego fiord. Miasteczko znane jest z bluesowego festiwalu, produkcji robotów do prac podwodnych i największego w kraju drewnianego słupowego kościoła z XIII wieku.

Idziemy do sądu rejonowego, w którym pracuje zaledwie trzech sędziów. Rozpoznanie sprawy dr Jachimowicz w pierwszej instancji przypadło sędziemu Haavar­dowi Skjeldaasowi.

W odpowiedzi na jego pytanie dr Jachimowicz opisała działanie spiralek. Uszkadzają one błonę śluzową macicy. Uniemożliwiają w ten sposób zagnieżdżenie się poczętego już dziecka, a w efekcie powodują jego śmierć. Na swój udział w przyczynianiu się do śmierci człowieka dr Jachimowicz nie godzi się jako człowiek, lekarz i katoliczka. – To jest człowiek, niezależnie od tego, z ilu składa się komórek – podkreśliła.

Mówiła też o alternatywnych propozycjach, jakie złożyła jej gmina Sauherad. Najpierw było to pół etatu, ale na stanowiskach pomocniczych, m.in. w gminnym domu opieki. Potem był to zasiłek na przekwalifikowanie. Niewielki jak na warunki norweskie – mniej więcej dwukrotność miesięcznego wynagrodzenia lekarza netto. Pol­ka wspomniała też, co usłyszała od urzędniczki gminnej, proponującej jej ten zasiłek: – Możesz zostać, kim chcesz, choćby szewcem – miała powiedzieć Cecilie Stangeby.

Cecilie Stangeby w imieniu gminy zwolniła z pracy Katarzynę Jachimowicz.   Cecilie Stangeby w imieniu gminy zwolniła z pracy Katarzynę Jachimowicz.
ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

To było bardzo, bardzo głupie...

Norweżka przed sądem zaprzeczyła, by takie słowa padły z jej ust. Powiedziała jednak coś o wiele ważniejszego: że obecnie – czyli po zwolnieniu dr Jachimowicz – żaden z lekarzy pracujących w podległej jej przychodni nie potrafi zakładać spiralek. I żaden nie został za to zwolniony. Jeśli pacjentka chce założenia takiej wkładki, jest odsyłana do specjalisty ginekologa. To znaczy, że Polka nie została wyrzucona za to, że nie zakładała spiralek (bo inni lekarze też tego nie robią). Została zwolniona, bo powołała się na sprzeciw sumienia.

– To było bardzo, bardzo głupie... Gdyby powiedziała, że nie zakłada spiralek, bo nie umie, zachowałaby etat. Ale że powołała się na sprzeciw sumienia – straciła pracę – tak ironicznie skomentował historię swej klientki adwokat Katarzyny Jachimowicz, Haakon Bleken.

Absurdów w tej historii jest zresztą więcej. Kolejny to taki, że Polka została wyrzucona za odmowę wykonywania czegoś, na co zapotrzebowanie w Sauherad jest... śladowe. Potwierdził to Paal Toreid – były lekarz gminny, czyli koordynator służby zdrowia w tej gminie. Przyznał, że nie miał obiekcji co do zakładania spiralek. Dawniej robił to często. Teraz jednak zdarza się to tak rzadko, że nie jest już pewny, czy potrafiłby zrobić to poprawnie. W ostatnim roku poprosiły o to zaledwie cztery mieszkanki Sauherad. Zostały skierowane do specjalisty. Pytanie sędziego, skąd w tej akurat gminie tak małe zainteresowanie wkładkami, wywołało sporą wesołość na sali sądowej. Pewnie dlatego, że Sauherad znane jest jako okolica rolnicza, zamieszkana przede wszystkim przez ludzi starszych...

Podobnie jednak jest w gminie sąsiedniej. Tam założenie bądź zdjęcie wkładki domacicznej to cel zaledwie 0,05 proc. wizyt u lekarzy.

– Kwestia spiralek to sztuczny problem – stwierdziła wprost następczyni dr. Toreida na stanowisku lekarza gminnego Kristin Sekse Vikane.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy