Nowy numer 2/2021 Archiwum

Głodówka dla gminy

Po 14 miesiącach bezskutecznych protestów mieszkańcy gminy Dobrzeń Wielki k. Opola zdecydowali się na strajk głodowy. Dlaczego?

Od samego początku, panie kochany, walczyłam o całą gminę, o nas wszystkich. Byłam na każdej manifestacji, do Warszawy jeździłam i wszędzie. Teraz jestem szczęśliwa, że dojdzie do tych rozmów. Od początku czułam, że muszę zwyciężyć. Taką siłę dostałam chyba z góry od Pana Boga, bo nie wiem skąd – powiedziała „Gościowi” Małgorzata Nalewaja, najstarsza, 75-letnia, uczestniczka protestu głodowego w Dobrzeniu Wielkim po jego zakończeniu 11 stycznia wieczorem. W ciągu ponad 16 dni głodówki karetka pogotowia dwukrotnie zabierała ją do szpitala ze względu na pogorszenie stanu zdrowia. Za każdym razem na własne żądanie wracała do głodujących w sali kinowej Gminnego Ośrodka Kultury w Dobrzeniu Wielkim. Głodówkę zakończono, kiedy strajkujący otrzymali pisemne zapewnienie o spotkaniu z ministrem spraw wewnętrznych i administracji Mariuszem Błaszczakiem. Spotkanie z premier Beatą Szydło lub ministrem Błaszczakiem było głównym postulatem głodujących. Przez 14 miesięcy licznych protestów mieszkańcy podopolskich gmin wierzyli, że ich argumenty przekonają rząd do zmiany projektu powiększenia Opola kosztem 12 sołectw z 4 gmin. Jednak dopiero desperacka decyzja o głodówce i trwanie w niej przez 16 dni przyniosły pierwszy efekt – możliwość spotkania z reprezentantem rządu.

Plan prezydenta

W listopadzie 2015 r. w lokalnym dzienniku „Nowa Trybuna Opolska” prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski ogłosił plan powiększenia miasta o część terenów sąsiednich gmin. Został prezydentem, pokonując kandydata PO po kampanii wyborczej, w której startował z własnego komitetu wyborczego popieranego przez pochodzącego z Opola posła Patryka Jakiego (obecnie wiceministra sprawiedliwości). Plan powiększenia miasta prezydent Wiśniewski uzasadniał koniecznością rozwoju, zyskania nowych, większych terenów pod inwestycje, które zdolne jest realizować miasto, a nie gminy. Wskazywał również, że wyludniające się Opole potrzebuje demograficznego zastrzyku. Nie ukrywał, że przejęcie sołectwa Dobrzeń Mały ma na celu wprowadzenie do budżetu miasta milionów złotych podatków z położonej tam Elektrowni Opole. Prezydent twierdził, że Opole lepiej wykorzysta te środki, a silna stolica jest potrzebna regionowi, który dzięki niej będzie lepiej się rozwijał, co zapobiegnie również ewentualnemu podziałowi województwa między dwie sąsiadujące metropolie: Katowice i Wrocław.

Argumenty prezydenta Opola brzmiały korzystnie z punktu widzenia gospodarczego rozwoju miasta. Jednak o całym planie, nazwanym projektem „Duże Opole”, wójtowie gmin nie byli wcześniej ani informowani, ani tym bardziej nie był on z nimi konsultowany. Mieszkańców też nie pytano o zdanie. W pod­opolskich gminach zawrzało. – Pomyślałem, że to jakiś żart. Jak można przystąpić do realizowania planu decydującego o losie tysięcy mieszkańców bez konsultacji z nimi, pytania, czy tego chcą, czy nie? Zapytałem naszego wójta, czy pan Wiśniewski z nim rozmawiał. Okazało się, że nie. Wtedy postanowiłem zaangażować się w obronę gminy – mówi „Gościowi” Rafał Kampa, 25-letni lider komitetu protestacyjnego „Tak dla samorządności”.

Konsultacje, badania, protesty

Strony gwałtownie zarysowanego konfliktu nie usiadły do stołu negocjacji. Mimo że namawiał je do tego biskup opolski Andrzej Czaja. Gminy zaczęły wyliczać straty, jakie przyniosłaby im realizacja planu Wiśniewskiego. Najmocniej dotknięta gmina Dobrzeń Wielki traci z podatków i opłat środowiskowych z elektrowni oraz kompleksu przemysłowego wokół niej ok. 40 mln zł (przy budżecie gminy rzędu 70 mln zł). Wójt Dobrzenia Henryk Wróbel (wystawiony do wyborów przez mniejszość niemiecką, ale nie należący do niej) oceniał, że nie będzie w stanie utrzymać np. zespołu szkół ponadpodstawowych, w skład którego wchodzi m.in. najstarsze w Polsce wiejskie liceum, czy prowadzącego szeroką – z międzynarodowymi sukcesami – działalność kulturalną GOK-u (ponad 60 zespołów, grup, kółek). Pracę w okrojonej gminie na skutek zmian ma stracić w sumie ok. 300 osób. Prezydent Wiśniewski we wspomnianym wywiadzie zapowiadał: „Niczego nie chcemy i nie możemy robić na siłę.(…) Wiem, że rząd nie podejmuje takich decyzji wbrew lokalnym społecznościom. I to jest dobra zasada”.

Konsultacje społeczne odbyły się we wszystkich objętych planem gminach i wszędzie przyniosły bardzo podobne rezultaty. W gminie Dobrzeń Wielki uprawnione do głosowania były 14 134 osoby. Frekwencja wyniosła 66 proc. (wskaźnik przewyższający frekwencję w ostatnich wyborach prezydenckich o ponad 20 proc.). Przeciwko włączeniu do Opola głosowało 8750 osób, czyli 99, 7 proc. „Za” w całej gminie wypowiedziało się 14 osób. Opolski ratusz zakwestionował rzetelność tych konsultacji i zlecił badania zespołowi dr Danuty Berlińskiej, powszechnie szanowanej w regionie socjolożki. Wyniki badań były bardzo podobne – ok. 80 proc. przeciwko powiększeniu Opola. – Widać zdecydowany opór i niechęć mieszkańców do przyłączenia do Opola – komentowała w wywiadzie dla serwisu internetowego powiatu opolskiego dr Berlińska (zmarła w listopadzie ub.r.). Mimo tak zdecydowanego sprzeciwu prezydent Wiśniewski skierował wniosek o powiększenie Opola do zaopiniowania przez wojewodę opolskiego. Notabene – do takiego wniosku uprawniona jest rada miasta, nie prezydent, co jako zasadnicze uchybienie formalne wytknął Rzecznik Praw Obywatelskich, kierując sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Wojewoda Adrian Czubak w końcu kwietnia pozytywnie zaopiniował wniosek prezydenta, w konkluzji pisząc o „relatywnie średnim zainteresowaniu społeczności lokalnej przyłączeniem do terenu Miasta Opola”. Nieco miesiąc później na ulicach Opola w czasie festiwalu piosenki pojawiło się ok. 4 tys. mieszkańców podopolskich gmin, którzy oskarżali o kłamstwa i chęć grabieży już nie tylko prezydenta i jego politycznego patrona ministra Jakiego, ale także wojewodę.

Napięcie rośnie

19 lipca rząd przyjął rozporządzenie decydujące m.in. o powiększeniu Opola. W grudniu minister Jaki przyznał, że „udało mu się przeforsować” projekt „Dużego Opola” w Warszawie. Od 19 sierpnia protestujący mieszkańcy podopolskich wsi zaczęli organizować „miesięcznice pogrzebania demokracji na Opolszczyźnie”, w których brało regularnie udział od tysiąca do dwóch tysięcy osób. Napięcie rosło z miesiąca na miesiąc, ponieważ rozporządzenie wchodziło w życie 1 stycznia 2017 r. W gorących dyskusjach pojawiła się kwestia narodowościowa. W czterech częściowo wchłanianych do Opola gminach władzę sprawują bowiem samorządowcy mniejszości niemieckiej. Pojawiły się opinie, że zmiany administracyjne mają na celu również osłabienie politycznych wpływów mniejszości i dezorganizację jej działalności. Oliwy do ognia dolewał minister Jaki, posuwając się m.in. do sugestii, że elektrownia (zarządzana przez mianowany przez PiS zarząd) leżąca na terenie gminy rządzonej przez samorządowców z mniejszości niemieckiej to zagrożenie dla… suwerenności energetycznej Polski. – Mniejszość to wygodny obiekt ataku. Ale członków mniejszości w naszej gminie jest ok. 950. A sprzeciwiają się wszyscy, nie tylko mniejszość. Nam chodzi o to, żeby tej naszej lokalności, tej wspólnoty nam nie zabierali, nie niszczyli. Żeby zostawili nam ludzi, którzy nie chcą do Opola. Elektrownię niech wezmą, niech służy samorządowi wojewódzkiemu, regionowi. Niech zostawią nam tylko tereny, w które sami zainwestowaliśmy i gdzie sami rozwinęliśmy firmy – mówił „Gościowi” Janusz Piontkowski, sołtys wsi Kup, lider głodujących w GOK.

Strajk głodowy

Ostateczną i desperacką formę protestu – głodówkę – rozpoczęło ośmiu mieszkańców (potem dołączali inni) w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, po spotkaniu kolędowym w GOK. 16 dni strajku głodowego przyniosło sporo dramatycznych wydarzeń. Sześć osób zabierano do szpitala. Prezydenta Wiśniewskiego, który przyjechał nocą, aby apelować o zakończenie głodówki, przed gniewem mieszkańców – którzy błyskawicznie pojawili się w GOK – obronili proboszcz z Dobrzenia ks. Jan Polok i dyrektor GOK Gerard Kasprzak (również prowadzący głodówkę). Kilkakrotnie o zaprzestanie głodówki apelował bp Andrzej Czaja, który odwiedzał głodujących i był z nimi w stałym kontakcie telefonicznym. W kurii opolskiej odbyło się kilka tur negocjacji protestujących z prezydentem i wojewodą z udziałem mediującego biskupa opolskiego. Dni mijały i nie było żadnej odpowiedzi rządu na prośbę o spotkanie z protestującymi. 5 stycznia zaapelował o to w dramatyczny sposób bp Andrzej Czaja. Jego niezastąpioną rolę mediacyjną (dzięki niemu uzyskano w końcu pisemną zgodę ministra Błaszczaka na spotkanie) podkreślały wszystkie strony sporu i wynajęta przez głodujących profesjonalna mediator, adwokat Aneta Gibek-Wiśniewska. 11 stycznia w GOK z udziałem ok. 500 mieszkańców gminy w atmosferze nadziei na pozytywne rozstrzygnięcia w Warszawie zakończono protest głodowy.

Spotkanie trzyosobowej delegacji protestujących z min. Mariuszem Błaszczakiem 16 stycznia zakończyło się oświadczeniem, że do 20 stycznia zostanie powołana grupa mediacyjna, w skład której wejdą przedstawiciele protestujących, prezydent Opola oraz reprezentant rządu w terenie. Celem mediacji jest doprowadzenie do kompromisowego rozwiązania. Ustalono, że do procesu mediacyjnego mogą zostać włączeni specjaliści, a mediującym stronom będzie towarzyszył biskup opolski.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama