Nowy numer 29/2021 Archiwum

Święte słowa!

To nie jest zbiór ładnie brzmiących cytatów w stylu: „Miłość jest jak narkotyk – Paulo Coelho”. To słowa, które naprawdę podnoszą, przemieniają, dodają skrzydeł. Zresztą poczytajcie sami...

Przed laty w Izraelu usłyszałem dowcip: „Ośmiu Żydów wraca wieczorem z synagogi. Idą ciemną ulicą. Dyskutują. Nagle spostrzegają, że z naprzeciwka zbliża się dwóch mężczyzn. Jeden z Żydów rzuca niepewnie: »Panowie, chodźmy stąd. Bo ich jest dwóch, a my jesteśmy sami«”. Przed kilkoma miesiącami bardzo dotknęły mnie słowa: „Nie boję się. Bóg i ja stanowimy większość”. Czyje to stwierdzenie? Teresy Wielkiej! Karmelitanki, która uczyniła je dewizą swojego życia.

Zachwyciłem się (to nie jest słowo na wyrost!) tym stwierdzeniem. Podniosło mnie, dodało otuchy. Przeczytałem je w chwili, gdy nasza wspólnota musiała podjąć spore zobowiązanie finansowe. Moją głowę rozsadzało tysiące wątpliwości. Była nas garstka, nie mieliśmy na koncie żadnej kasy. Skąd weźmiemy pieniądze? Zdecydowaliśmy się na to Boże dzieło, czekając na odpowiedź z „góry”. „Bóg i ja – stanowimy większość”. Tak, to zdanie nawracało mnie, przemieniało mój umysł. Sprawiło, że na sprawy nie-do-rozwiązania zacząłem wówczas patrzeć z Jego perspektywy. Z perspektywy królestwa, które nie zna słowa „niemożliwe”. Z miejsca tego, który usłyszał: „Dziecko, wszystko, co mam, do ciebie należy”.

Dziennikarze „Gościa Niedzielnego”, portali Wiara.pl i Gosc.pl oraz „Małego Gościa Niedzielnego” wybrali po jednym cytacie z „Żywotów świętych”. I opisali, dlaczego właśnie te słowa są dla nich ważne. •

„Po pierwsze: człowiek”

św. Brat Albert Adam Chmielowski rzucił sztukę, żeby zająć się bezdomnymi. To święty, który mnie dyscyplinuje swoimi wyborami, stawiając pytanie: „Czy obchodzą cię inni, czy tylko widzisz siebie w ich kontekście?”. Stale opisując ludzi, jestem przecież na ich służbie. Ale nie zmieniam chorym pampersów w hospicjum, nie rozlewam zupy w przytulisku. Dotykam umęczonych ludzkich ciał tylko poprzez słowo, jakby w rękawiczkach, wciąż mając wątpliwości, czy to przynosi ulgę. Dziś człowieka stawia się na pierwszym miejscu jako odbiorcę działań marketingowych. Zasługujemy na ekskluzywne ciuchy, auta, domy. Gorzej, jeśli się jest kalekim embrionem czy schorowanym starcem, bo wtedy nie zasługuje się na życie. Brat Albert zajmował się brzydkimi, śmierdzącymi, chorymi, którzy nie powinni już żyć. Stawiał ich obok Boga, żeby odzyskali blask. Ten „mało obstawiony święty” zawsze wysłuchuje, bo umie spojrzeć w oczy i zobaczyć, ile w nich ciemności, a ile blasku.

Barbara Gruszka-Zych

„Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem”

św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) Cała prawda – co tydzień, co miesiąc, co godzinę, całą dobę... W mediach lubimy podobnymi hasłami zapewniać, że nasz przekaz gwarantuje dotarcie do pełnej prawdy o świecie i człowieku. W konfrontacji ze słowami Edyty Stein należałoby jednak uznać je za wielkie kłamstwo. Dotyczy to niemal wszystkich mediów, tak, również katolickich. Wszyscy ulegamy pokusie pospiesznych komentarzy, osądów, opierając się na cząstkowej wiedzy. I odwrotnie: zagłaskiwanie rzeczywistości, z przemilczeniem tego, co trudne, jest takim samym kłamstwem. Ale święta Żydówka stawia poprzeczkę jeszcze wyżej: nawet najlepiej udokumentowane świństwo nie oddaje prawdy o tym, kto się go dopuścił. Można walić „prawdą” prosto w twarz, mieć tzw. świętą rację w każdym detalu. Bez miłości – jesteśmy kłamcami. I odwrotnie: fałszywe pochwały – z przymknięciem oczu na to, co nieakceptowalne – są drugą stroną tego samego kłamstwa. I jedno, i drugie krzywdzi zainteresowanego. I jedno, i drugie wprowadza w błąd odbiorcę. Czy przy tak ustawionej poprzeczce media mają w ogóle rację bytu?

Jacek Dziedzina

„W Twoich oczach czas jest niczym, jeden dzień jest jak tysiąc lat, toteż w jednej chwili możesz przygotować mnie do stawienia się przed Tobą”

św. Teresa od Dzieciątka Jezus Poruszające słowa. Mogę się starać obmyślać nowe sposoby świętszego życia, mozolnie wdrapywać się wyżej, martwić się, że tak wolno i tak małe czynię postępy – a Panu Bogu wystarczy moment! Teresa wie, o czym pisze, bo doświadczyła takiej łaski, gdy nagle – i skutecznie! – przestała myśleć o sobie i swoich zachciankach. Odzyskała na zawsze moc duszy. Bóg w jednej chwili dokonał dzieła, któremu nie mogła sprostać przez dziesięć lat. A ja? Od ilu lat nie mogę sprostać wielu rzeczom? Czy wierzę, że Bóg może mi udzielić mocy duszy, jak Teresie? To wspaniałe, że On nie potrzebuje czasu. I że nie oczekuje ode mnie wielkich duchowych postępów. Chce tylko dobrej woli i totalnej ufności. Albo w chwili mojej śmierci, albo może… już dziś dokona swojego dzieła?

„…ta szczęśliwa noc, chociaż zaciemnia ducha, czyni to tylko w tym celu, aby dać mu światło odnośnie do wszystkich rzeczy”

św. Jan od Krzyża To nie są słowa, które przyjmuje się łatwo. Nikt nie lubi cierpieć, a noc, o której pisze św. Jan od Krzyża, jest cierpieniem, ościeniem, udręką. Jakie więc w tym szczęście? Ano takie, że kiedy gaśnie światło, wyostrzają nam się inne zmysły. Wiele razy wydawało mi się, że jestem sam ze swoim grzechem, z problemem, który mnie przerastał, z pytaniami o to, co powinienem robić. Bynajmniej nie było mi z tym dobrze. Ale kiedy zauważasz, że jesteś na dnie studni, to nie ma innego wyjścia niż zawołać: „Ratunku!”. „Jak trwoga, to do Boga” – mówi się zwykle pogardliwie. Powiedziałbym inaczej: „Błogosławiona trwoga, która prowadzi do Boga”. Duchowa ciemność bywa szansą na przywrócenie właściwej perspektywy zadowolonemu z siebie grzesznikowi. Na skierowanie się w stronę prawdziwego Światła.

Szymon Babuchowski

„Puste słowa zastępuję modlitwami”

bł. Pier Giorgio Frassati Podpowiedź w sam raz dla rodziny w podróży. Miasteczko w amerykańskim stanie Ohio. Wyruszamy autem w stronę Kanady. „Za sześć godzin będziemy nad wodospadem Niagara” – rzucam na starcie. Kwadrans później dzieci pytają chórkiem: „Daleko jeszcze?!”. W dodatku leje jak z cebra, a poranek się zaciemnia. „Cóż, najwyżej zobaczymy Niagarę przez szybę samochodu” – tych słów nie wypowiadam już na głos. Kwestie zarówno pogody, jak i cierpliwości dwójki naszych dzieci powierzamy z żoną Panu Bogu. Prosta wspólna modlitwa. W mieście Niagara Falls wita nas słońce. Ani jednej chmurki. Planuję trzygodzinny postój, lecz automat parkingowy – czego do dziś nie rozumiem – drukuje bilet na dwie godziny. Kiedy po dwóch godzinach (z zegarkiem w ręku) otwieram drzwi auta, nad Niagarę wracają tłuste chmury, z których odrywa się ściana deszczu. A my dziękujemy za dwugodzinny pakiet słońca z bonusową tęczą w prezencie.

Piotr Sacha

„Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu?”

św. Marta Marto, Marto, zmień się i naśladuj swoją siostrę – słyszę za każdym razem, czytając na kartach Ewangelii o spotkaniu w domu Łazarza. Marta dostała od Jezusa naganę. A jednak to ona, nie Maria, po śmierci brata jako pierwsza wybiegła Mu na spotkanie. Właśnie wtedy, pogrążona w żałobie, przyznała, że Jezus jest Synem Bożym. „Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” – powiedziała Mu w Janowej Ewangelii. To święta, która popełnia błędy, zbytnio się troszczy, myśli po ludzku: „Panie, już cuchnie”, ale w głębi serca chce być przy Jezusie. Chce, żeby Synowi Boga smakowało. To takie kobiece.

Joanna Juroszek

„Módlcie się, abym umarł wierny wierze katolickiej. Aby także król wierny tej wierze umarł”

św. Thomas More Poruszają mnie te słowa kanclerza królestwa Anglii. Chwilę potem został ścięty za odmowę złożenia przysięgi na wierność królowi jako głowie Kościoła Anglii. Trudno sobie wyobrazić, przez jakie pokusy przeszedł w więzieniu, gdy „wszyscy” wokół myśleli inaczej – od zwykłych ludzi po książąt i biskupów. I gdy słyszał: „Rodzina cię potrzebuje”. A wystarczył jeden podpis! Męczeństwo osamotnienia, wynikające z wierności Bogu, to dziś chyba norma. Pierwsze przedśmiertne zdanie Tomasza mówi mi o tym, co jest prawdziwym moim dobrem. A drugie – że do końca trzeba myśleć o prawdziwym dobru bliźniego.

Franciszek Kucharczak

„Kiedy staniemy u Panny Maryi Anielskiej deszczem zmoczeni, zlodowaciali od zimna, błotem ochlapani i zgnębieni głodem i zapukamy do bramy klasztoru, a odźwierny wyjdzie gniewny (...) z kijem sękatym, chwyci nas za kaptur i ciśnie o ziemię, i wytarza w śniegu, i będzie bić raz po raz tym kijem – jeśli to wszystko zniesiemy pogodnie, myśląc o mękach Chrystusa błogosławionego, które winniśmy ścierpieć dla miłości Jego, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała”

św. Franciszek z Asyżu To fragment dłuższej opowieści o radości prawdziwej, w której święty Franciszek przedstawia bratu Leonowi hipotetyczną sytuację, że odźwierny ich klasztoru nie zechce ich rozpoznać i uzna za łotrów oraz oszustów chcących wyłudzić nocleg i jedzenie. Urzekła mnie kiedyś swoją wymową. Pewnie dlatego, że to postawienie na głowie tego, co może dawać człowiekowi radość. Tak, łatwo się śmiać, kiedy wszystko idzie dobrze. Gdy świat zdaje się walić na głowę, po ludzku nie ma ku temu żadnego powodu. Ale właśnie dlatego radość, która w takich sytuacjach potrafi przyjść, można śmiało nazwać Bożą radością; radością dziecka świadomego, że cokolwiek by się działo, ma w niebie Ojca i dom. To pewnie kompletne wariactwo, ale jakże to podobne do owych ośmiu (a właściwie dziewięciu) błogosławieństw.

Andrzej Macura

„Nie lękajcie się”

św. Jan Paweł II Święty Jan Paweł II w homilii wygłoszonej na placu św. Piotra 22 października 1978 r. na inaugurację swego pontyfikatu skierował do nas wyzwanie: „Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. Było ono wpisane w określoną rzeczywistość świata podzielonego wieloma murami, kiedy komunizm wydawał się przejmować kontrolę nad światem. A jednak to wezwanie, aby Kościół przekraczał wszystkie istniejące granice, oddychał dwoma płucami – wschodnim i zachodnim, miało siłę prorockiego przesłania, zmieniającego ludzką świadomość, trwożącego polityków, budzącego nadzieję w sercach prześladowanych i zapomnianych. Zachowuje ono także aktualność dzisiaj, kiedy stoimy wobec nowych murów budowanych w Europie, a w innych ludziach częściej widzimy wroga aniżeli brata.

Andrzej Grajewski

„Nie jakimś mglistym uczuciem, lecz stanowczym wyborem kocham Ciebie, Panie”

św. Augustyn Od lat chodzi za mną to zdanie. Otwarłem sobie raz jeszcze „Wyznania”, żeby sprawdzić. Tak, mam podkreślone. Zrobiłem to wiele lat temu w seminarium. Kiedy mój profesor dogmatyki stwierdził, że kto nie przeczytał tej księgi, jest barbarzyńcą. Nie chciałem być barbarzyńcą. Czytałem i chłonąłem. Nie wszystko rozumiałem, ale to jedno na pewno, że mam do czynienia z wyznaniem miłości. Zachwyciło mnie to, że można aż tak kochać Boga! Wiedziałem, że napisał te słowa człowiek bardzo kochliwy. Przez wiele lat kochał kobietę, kochał syna, który był owocem tej miłości, kochał swoją matkę. Kochał też wiedzę, filozofię, sztukę oratorską. Ale kiedy poznał Jezusa Chrystusa, wybrał Jego jako miłość życia i pozostał jej wierny do końca. To zdanie jest dla mnie jak tarcza obronna. Kiedy opanowują mnie „mgliste uczucia”, niekoniecznie ciągnące w stronę Boga, powracam do tej myśli, że miłość to wybór, decyzja. Stanowcza! I wierność. To akt woli, ponawiany każdego dnia. To zdanie mobilizuje mnie do tego, bym nie uzależniał swoich zachowań, postaw od nastrojów, chwilowych emocji. Wiem, że napisał to człowiek, który o miłości wiedział prawie wszystko. Więc mogę mu zaufać.

ks. Tomasz Jaklewicz

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama