Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ojciec sukcesów

W wieku 95 lat zmarł Carlo Azeglio Ciampi, były prezydent Włoch. Niewiele postaci na zdemoralizowanej włoskiej scenie politycznej cieszyło się równie dużym szacunkiem.

Jeżeli Włochy wciąż można uznać za wielki kraj, to znaczy, że mamy ogromny dług wdzięczności względem Ciampiego – ten komentarz byłego premiera Włoch Enrica Letty chyba najmocniej odzwierciedla, jaką estymą cieszył się w Italii Carlo Azeglio Ciampi, zmarły 16 września 2016 roku. Dziennik „Corriere della Sera” określił go z kolei mianem „prezydenta wszystkich Włochów”. Długowieczny polityk przez prawie 30 lat z powodzeniem piastował najważniejsze stanowiska na Półwyspie Apenińskim. Skutecznie przeprowadził kraj przez ogromne zawirowania w latach 90., m.in. nadzorował akcesję do strefy euro, uporządkował scenę polityczną po gigantycznej aferze korupcyjnej oraz znacząco wzmocnił prestiż stanowiska prezydenta.

Tęsknotę Włochów za przywódcą pokroju Ciampiego pogłębia powszechne poczucie rozczarowania rządzącymi obecnie politykami. To także symboliczny moment w wymiarze europejskim. Oto odszedł jeden z ostatnich przedstawicieli pokolenia budowniczych zjednoczonej Europy.

Pół wieku w banku

Carlo Azeglio Ciampi urodził się w 1920 r. w portowym mieście Livorno. W młodości marzył o byciu marynarzem, ale odrzucono jego kandydaturę po złych wynikach badania wzroku. Ukończył filologię klasyczną oraz prawo na uniwersytecie w Pizie, przez kilka miesięcy studiował też w niemieckim Lipsku. W 1939 r. został wcielony do wojsk faszystowskich Włoch i wziął udział w czterodniowej inwazji na Albanię. Nie walczył na froncie, służył jako kierowca. W 1943 r. rząd Pietra Badoglia zerwał współpracę z państwami Osi. Północ kraju została zajęta przez III Rzeszę. Wczesną wiosną 1944 r. Ciampi wraz z grupą 60 antyfaszystów zdecydował się przedrzeć przez Apeniny w kierunku wojsk alianckich. Wędrówka miała dramatyczny przebieg, kilkunastu towarzyszy podróży zginęło, sam Ciampi ostatecznie dotarł do Bari, gdzie dołączył do nowo formowanej włoskiej armii.

Doświadczenie krwawego konfliktu i zrujnowania kraju ugruntowało w późniejszym prezydencie wiarę w ideę integracji europejskiej. Lecz tak jak inni ojcowie założyciele – De Gasperi, Schuman czy Monnet – postrzegał Unię nie jako biurokratyczną machinę do kontroli kolejnych dziedzin życia, ale jako zakorzeniony w europejskiej tradycji twór, mający na zawsze zażegnać niebezpieczeństwo wojny i pojednać narody Starego Kontynentu.

W 1946 r. Ciampi ożenił się z Francą Pilla, nauczycielką łaciny, której pozostał wierny przez 70 lat, aż do śmierci. Jak przyznał we wspomnieniach, tuż po wojnie myślał o karierze nauczyciela akademickiego, ale żona namówiła go do aplikowania o posadę w banku centralnym Włoch, gdzie przepracował kolejne 47 lat. Stopniowo piął się w hierarchii. W 1973 r. został sekretarzem generalnym, w 1976 r. – wiceprezesem, a w latach 1978–1992 pełnił funkcję prezesa. Włoscy dziennikarze podkreślali, że sekretem sukcesu Ciampiego była umiejętność znakomitego zarządzania ludźmi, a dodatkowo jego charakter idealnie pasował do stanowiska – nieprzekupny, nieulegający naciskom, wolny od nałogów (nigdy nie palił ani nie pił alkoholu, jedyną słabością, do której się przyznawał, była czekolada) i stroniący od hucznych uroczystości. Przez 14 lat prezesury opierał się wpływom silnych premierów, zarówno z lewa (Bettino Craxi), jak i z prawa (Giulio Andreotti). Znacząco przyczynił się też do trwałego zredukowania inflacji poniżej poziomu dwucyfrowego. Wychował grupę utalentowanych finansistów, zwanych chłopcami Ciampiego, z obecnym prezesem Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghim na czele.

Wiecznie
 odkładana emerytura

W 1993 r., w wieku 73 lat, Carlo Azeglio Ciampi zakończył pracę w banku centralnym i szykował się do emerytury. Okazało się jednak, że to dopiero początek ogromnych wyzwań w karierze. Włochy pogrążyły się w największym po wojnie kryzysie. Niemal cała dotychczasowa scena polityczna została zmieciona przez gigantyczną aferę korupcyjną, tzw. tangentopoli (w wolnym tłumaczeniu: łapówkogród), która sięgała do partyjnych liderów – Andreottiego i Craxiego. W dodatku włoska waluta – lir – została osłabiona przez wielki atak spekulacyjny, za którym stał George Soros. Ówczesny prezydent Oscar Scalfaro namówił Ciampiego, aby po raz pierwszy w historii Włoch został bezpartyjnym premierem na czele rządu technicznego i bezpiecznie doprowadził Włochy do kolejnych wyborów parlamentarnych w 1994 roku.

W 1996 r. zgodził się powrócić do polityki, znowu w wyjątkowo trudnym momencie dla kraju. W Unii Europejskiej trwały ostatnie przygotowania do wprowadzenia unii walutowej, tymczasem Włochy nie spełniały tzw. kryteriów zbieżności. Premier Romano Prodi ubłagał Ciampiego, by objął tekę ministra skarbu, budżetu i planowania gospodarczego. Znowu potwierdził swoje kompetencje. Dzięki świetnej znajomości niemieckiego ze studiów w Lipsku „wyprosił” w Berlinie dodatkowy czas potrzebny dla Włoch, a następnie serią radykalnych posunięć gospodarczych (podwyżki podatków, cięcia w administracji, nadzwyczajny „podatek euro”, obniżki stóp procentowych) w ciągu zaledwie roku obniżył deficyt budżetowy do wymaganych kryteriów. Italia weszła do strefy euro, a Ciampi bezdyskusyjnie został okrzyknięty ojcem sukcesu. Dziś prestiż europejskiej waluty znacznie przyblakł, lecz wówczas znalezienie się w pierwszej grupie państw strefy euro było wyznacznikiem gospodarczej siły. Minister pozostał na stanowisku w jeszcze jednym gabinecie premiera Massima D’Alemy.

W 1999 r. po raz trzeci udało się namówić Ciampiego do przełożenia emerytury. Jako bezpartyjny kandydat wystartował na prezydenta Włoch. Głowę państwa wybiera w Italii bardzo duże gremium (posłowie, senatorowie, dożywotni senatorowie i członkowie rad regionalnych) liczące ponad 1000 osób, stąd zazwyczaj elekcja to długi proces stojący pod znakiem politycznych kłótni i targów. Ale Ciampi cieszył się wtedy na tyle wielkim szacunkiem, że już w pierwszym głosowaniu zdobył wymaganą większość dwóch trzecich głosów. Dla porównania jego poprzednik Oscar Scalfaro został wybrany w 16. rundzie głosowań.

Bezpartyjny prezydent przez 7 lat urzędowania niezmiennie cieszył się wysokim poparciem, ze względu na wyważony styl sprawowania władzy oraz nieustanne wzywanie do jedności narodowej. Nie bał się poruszać nawet najtrudniejszych tematów, wzywając do pojednania Włochów walczących w II wojnie światowej po dwóch stronach frontu. Jako prezydent rzadko włączał się do bieżącej polityki. Jednym z nielicznych przykładów było zawetowanie ustawy przygotowanej przez rząd Silvia Berlusconiego, która przyznawałaby miliarderowi kontrolę nad całym włoskim systemem medialnym. W 2006 r. przedstawiciele niemal wszystkich ugrupowań usilnie próbowali namówić Ciampiego do wystartowania na drugą kadencję, lecz on ostatecznie odmówił i w wieku 86 lat udał się na od dawna planowaną emeryturę, zachowując tytuł dożywotniego senatora.

W ostatnich latach coraz częściej publicznie okazywał rozczarowanie i smutek z powodu kryzysu unijnych instytucji oraz włoskiego państwa. Głośnym echem odbiła się publikacja w 2010 r. jego książki pod wymownym tytułem „Nie o takim kraju marzyłem”. Określał w niej Italię jako „kraj pozbawiony ideałów i zasad moralnych” oraz „ofiarę konfliktów interesów i plagi skandali”.

Przyjaźń rówieśników

Przez lata urzędowania na najwyższych włoskich stanowiskach Ciampi nawiązał bardzo bliskie relacje z Janem Pawłem II. Papież Franciszek w specjalnym telegramie kondolencyjnym dla rodziny zmarłego prezydenta mówił wręcz o „szczerej przyjaźni”, która połączyła obie postacie. Zawiązaniu nici porozumienia sprzyjał fakt, że Carlo Ciampi i Karol Wojtyła byli rówieśnikami, a także imiennikami. Zawsze dzwonili do siebie z imieninowymi życzeniami, jak również w przypadku kłopotów zdrowotnych. Włoski prezydent noworoczne pozdrowienia zawsze w pierwszej kolejności przesyłał papieżowi. Jan Paweł II od lat 90. często zapraszał głowę państwa wraz z małżonką na prywatne kolacje. W 2005 r. prezydent głęboko przejął się odejściem Jana Pawła II. W specjalnym komunikacie podkreślił, że Włosi przeżywają ten moment „jak stratę ojca”. Nazwał też papieża „człowiekiem wolności i sprawiedliwości”.

Smutek Włochów po śmierci Carla Azeglia Ciampiego jest tym większy, że na horyzoncie nie widać polityków o podobnej charyzmie i równie twardych zasadach moralnych.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama