Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ten Sejm 
wzmocni 
ochronę 
życia

Debata i głosowanie w sprawie projektu całkowicie zakazującego aborcji wskazują, że ten Sejm wzmocni 
ochronę życia, ale jest sprawą 
otwartą, w jakim stopniu.

Pod obrady Sejmu trafiły dwa projekty obywatelskie dotyczące aborcji. Jeden zakazywał zabijania nienarodzonych dzieci bez żadnych wyjątków, drugi przewidywał diametralnie odmienne rozwiązanie – prawo do nieograniczonej aborcji do 12. tygodnia od poczęcia. Posłowie 23 września głosowali nad wnioskami o odrzucenie obydwu propozycji. Za tym, aby projekt zakazujący aborcji był dalej procedowany, opowiedziało się 267 parlamentarzystów – prawie cały klub PiS (czterech było nieobecnych) oraz większość klubu Kukiz’15 i PSL. Za odrzuceniem było 154 posłów – cała Nowoczesna i Platforma (bez 20 na 133). Drugi projekt, proaborcyjny, został odrzucony. Takie wyniki wskazują, że szanse na wzmocnienie ochrony życia w tym Sejmie są bardzo duże.

W PiS zwyciężyła etyka

w czasie debaty posłowie PiS ostro krytykowali projekt rozszerzający prawo do aborcji, a popierali ten zakazujący, autorstwa komitetu „Stop aborcji”. Jednak przedstawiciel tego klubu zadeklarował, że ponieważ w kampanii wyborczej partia ta obiecała, iż nie będzie odrzucać projektów obywatelskich, to jest za tym, aby również projekt proaborcyjny przeszedł pierwsze czytanie. Stanowisko to jest absurdalne, gdyż oznacza, że ważniejsza jest nieodpowiedzialna deklaracja z kampanii niż odrzucenie nieetycznych propozycji. Słusznie wytykał to PiS lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, określając taką postawę jako obłudą. Znamienne, że to właśnie on zgłosił wniosek o odrzucenie propozycji proaborcyjnej „Ratujmy kobiety”, a nie zrobił tego nikt z PiS.

Na szczęście w klubie tym nie obowiązywała dyscyplina partyjna i wbrew oficjalnemu stanowisku klubu aż 176 parlamentarzystów zagłosowało za odrzuceniem prawa do nieograniczonej aborcji. Za tym, aby skierować je do drugiego czytania, było aż 43 posłów PiS, w tym Jarosław Kaczyński i członkowie kierownictwa tego ugrupowania. Polityk uczestniczący w posiedzeniu klubu PiS ujawnił nam, że prezes nie naciskał na posłów, aby przepuścili projekt proaborcyjny. – Nie stworzył takiej atmosfery, a wiemy, że jak coś chce przeprowadzić, to to zrobi – tłumaczył. A po głosowaniu miał nie robić wyrzutów tym, którzy zajęli stanowisko niezgodnie ze wskazaniami klubu. Wniosek o odrzucenie uzyskał większość dzięki głosom polityków Kukiz’15, PSL i 13 z PO.

Szybkie procedowanie

Obecnie kwestia aborcji nie jest na rękę PiS, gdyż oznacza to prowadzenie debaty nad problemem, który bardzo polaryzuje Polaków i wywołuje olbrzymie emocje. Stąd kierownictwo klubu w czasie spotkania z obrońcami życia prosiło, aby złożyli oni ten projekt w późniejszym terminie. Ci jednak nie kierują się politycznymi rachubami i propozycja znalazła się w Sejmie. Teraz PiS może zdecydować, że ustawa utknie w sejmowej komisji, gdyż zgodnie z regulaminem Sejmu można odwlekać jej procedowanie w nieskończoność. Jednak z naszych informacji wynika, że będzie chciał raczej szybko zakończyć prace nad nią. Wskazuje na to skierowanie projektu do jednej komisji – sprawiedliwości i praw człowieka, na której czele stoi poseł PiS, a nie do trzech, jak początkowo proponowano. To pozwoli na szybkie zakończenie prac. PiS ma też świadomość, że będzie poddawany nieustannej presji środowisk pro life, które już ostrzegają, że będą publicznie naciskać na jak najszybsze uchwalenie ustawy.

Jest też prawdopodobne, że ustawa komitetu „Stop aborcji” będzie rozpatrywana razem z projektem złożonym w Sejmie w trybie petycji przez Polską Federację Ruchów Obrony Życia. Propozycja ta może zostać skierowana przez marszałka Sejmu od razu do komisji. Projekt ten jest zbliżony do propozycji komitetu „Stop aborcji”, ale nie wprowadza karania kobiet.

Racjonalność i agresja

Warto podkreślić, że dyskusja o aborcji znacznie różniła się od innych debat nad projektami ustaw. Wzbudziła duże zainteresowanie i zaangażowanie. Na sali obrad było ponad 100 posłów; zwykle przy pierwszym czytaniu ustaw jest kilka razy mniej. Głos w niej zabrało ponad 70 osób, co również ma miejsce raczej rzadko. Do tego trwała ponad cztery godziny.

Projekt obrońców życia prezentowała prawniczka, wiceprezes Instytutu Ordo Iuris, dr Joanna Banasiuk. Skupiła się na przedstawieniu rozwiązań zawartych w regulacji, używając racjonalnych argumentów. Przewiduje ona całkowity zakaz przerywania ciąży i odpowiedzialność karną dla każdego, kto powoduje śmierć dziecka poczętego. Dopuszcza jednak możliwość ratowania życia matki, nawet jeśli oznaczałoby to śmierć dziecka. Wprowadza również kary dla matek, która dopuściły się aborcji, jednak sąd może odstąpić od jej wymierzenia. Takiego rozwiązania nie było w dotychczas składanych projektach obrońców życia; wzbudza on kontrowersje nawet wśród zwolenników całkowitego zakazu aborcji. Przeciwko bezwzględnemu karaniu kobiet opowiedzieli się też biskupi. – Państwo mają dziś szansę, by wybrać życie, wybrać życie dla dobra kobiet i dzieci – apelowała dr Banasiuk.

Zupełnie inny charakter miało wystąpienie przedstawicielki proaborcyjnej inicjatywy ustawodawczej Barbary Nowackiej. Znaczna jego część poświęcona była atakowaniu zwolenników całkowitej obrony życia, i to w sposób agresywny. Oto próbka jej „stylu”: 
– Projekt prawicowych fanatyków popierany przez część hierarchów kościelnych. Albo: – Będziemy żyć w kraju, w którym o zdrowiu i życiu kobiet będą decydować prawicowi ekstremiści i fanatycy oraz hierarchowie kościelni.

Szczytem absurdu była jej teza, że wprowadzenie prawa do nieograniczonej aborcji zmniejszy liczbę zabijanych dzieci przed urodzeniem.

Projekt komitetu „Ratujmy kobiety” zezwalał na przerwanie ciąży do 12. tygodnia bez żadnych ograniczeń. Po tym terminie miałyby obowiązywać trzy obecnie istniejące przesłanki zezwalające na aborcję. Przewidywał też, że do szkół zostanie wprowadzony przedmiot „wiedza o seksualności człowieka”, a także zwiększy się dostępność antykoncepcji.

Posłowie za życiem i przeciw życiu

Podczas debaty posłowie PiS opowiadali się przeciwko karalności kobiet, dlatego można się spodziewać, że w czasie prac w komisji będzie on zmieniony. J. Banasiuk mówi nam, że autorzy projektu woleliby, aby został on uchwalony w niezmienionej postaci, ale są otwarci na dyskusję.

Platforma Obywatelska zdecydowanie broniła obecnie istniejących przepisów, tzw. kompromisu aborcyjnego. Przy okazji jej posłowie ujawniali brak znajomości ustawy, o której się wypowiadali. Na przykład Joanna Mucha zarzucała jej, że zabrania badań prenatalnych, tymczasem jest dokładnie odwrotnie – przewiduje wręcz rozszerzenie ich zakresu. Z kolei Nowoczesna popierała projekt proaborcyjny, i to właśnie ta partia zgłosiła wniosek o odrzucenie regulacji obrońców życia. Pozostałe kluby nie zajęły stanowiska, pozostawiając decyzję posłom.

Wystąpienia posłów można podzielić na racjonalne i absurdalne. Do tych pierwszych z pewnością trzeba zaliczyć np. głos niezrzeszonego Roberta Winnickiego, który polemizując z B. Nowacką, wykazał np., że liczba nielegalnych aborcji, jaką podała, czyli ok. 100 tys., jest nieprawdziwa. Argumentował, że gdy przez rok obowiązywało prawo zezwalające na zabijanie dzieci z przyczyn społecznych, ich liczba wyniosła trzy tysiące – i to jest prawdziwa skala nielegalnych aborcji. Oklaski prawicy wzbudziło wystąpienie Anny Marii Siarkowskiej z Kukiz’15, która zwracając się do B. Nowackiej, stwierdziła: – Dlaczego używa pani terminu „podziemie aborcyjne”? Otóż podziemie, proszę pani, to było niepodległościowe, a to jest przestępczość, przestępczość aborcyjna, a przestępczość się zwalcza.

Po drugiej stronie sporu zdarzały się wypowiedzi kuriozalne. 
– Nic mi nie wiadomo, a pilnie uczęszczałam na religię i pilnie nadal uczestniczę w życiu Kościoła, żeby nauka Kościoła regulowała kwestię głosowania. Nic mi też nie wiadomo, by Dekalog mówił o karach – stwierdziła na przykład Gabriela Lenartowicz z PO, atakując projekt „Stop aborcji”. „Błysnął” także poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski: – Proszę państwa, dzisiaj trzeba powiedzieć jednoznacznie, że sprawcą tego zamieszania, tej sytuacji, w której jesteśmy od wielu, wielu lat, jest jakaś literatura, która zawarła się w przestrzeni Kościoła katolickiego.

Dramatyczny wydźwięk miała wymiana zdań między Kamilą Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej i Jolantą Szczypińską z PiS. – Kto z państwa jest za przyjęciem ustawy, która zmusza do urodzenia dziecka pozbawionego płuc, nerek, kości twarzoczaszki, z pewnością, że to dziecko umrze w męczarniach w ciągu godziny po urodzeniu? – mówiła pierwsza, krytykując inicjatywę „Stop aborcji”. Druga, zwolenniczka całkowitej ochrony życia, odpowiedziała: 
– Państwo odmawiacie prawa do życia osobom niepełnosprawnym czy np. osobom z zespołem Downa. Jakim prawem? (…) Jaki sygnał dzisiaj przekazujecie rodzicom dzieci niepełnosprawnych, dzieciom niepełnosprawnym, które borykają się z różnymi trudnościami? Że przeżyły tylko przez niedopatrzenie, że są niepotrzebne społeczeństwu? Nieprawda.

Piękną puentą debaty mogą być słowa posła Jacka Kurzępy z PiS, który wskazał inną perspektywę problemu: – Czyż nie mogło nam się w tej izbie zdarzyć coś piękniejszego niż debata nad afirmacją życia, tym bardziej wśród tych, którzy składając przysięgę poselską, odwoływali się do Pana Boga? A zatem nasz radykalizm chrześcijański jest uzasadniony wiernością Dekalogowi, ale wymaga także radykalizmu w codziennym wspieraniu ofiar gwałtu, narodzin dzieci z różnymi dysfunkcjami i innymi przypadkami. Postępujmy wobec tego tak, by hasło „nie wstydzę się Jezusa” mogło być wypełnione chronieniem życia od poczęcia aż po schyłek dnia i naturalną śmierć, zarówno w perspektywie życia rodzinnego, instytucjonalnego, jak i wspólnoty narodu – apelował poseł. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama