GN 43/2020 Archiwum

Kto jest mordercą?

Ryszard Bugajski, autor „Generała Nila”, znowu powraca do lat stalinizmu, ale tym razem bohaterem filmu jest oprawca, a nie ofiara.

Paradoksalnie, dwa bardzo zróżnicowane tematycznie filmy, „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy i „Zaćmę” Ryszarda Bugajskiego, w pewien sposób łączą postacie ich głównych bohaterów. Tyle że na zasadzie przeciwieństw.

W „Jestem mordercą”, głośna historia wampira z Zagłębia, jest tylko pretekstem do pokazania drogi moralnej degrengolady młodego milicjanta, który w dążeniu do sukcesu nie waha się używać najbardziej odrażającej metod, by tylko osiągnąć cel. W filmie znajdziemy też znakomicie sportretowany okres PRL-u z czasów wczesnego Gierka z doskonałą kreacją Mirosława Haniszewskiego w roli człowieka, który stacza się w otchłań zła. Haniszewski zbudował postać niejednoznaczną, początkowo budzi nawet sympatię, ale jego bohater wybiera drogę z której nie ma już odwrotu. Chociaż akcja osadzona została w określonym czasie i miejscu znakomity film Pieprzycy ma wymowę uniwersalną.  

W „Zaćmie” Ryszarda Bugajskiego, odwrotnie niż w „Jestem mordercą”, bohaterka filmu usiłuje przejść na stronę dobra. Szuka Boga, w którego nigdy nie wierzyła i teraz też nie może uwierzyć. Ryszard Bugajski, autor „Generała Nila”, znowu powraca do lat stalinizmu, ale tym razem bohaterem filmu jest oprawca, a nie ofiara. Julia Brystygierowa w tamtych czasach kierowała Departamentem V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Zajmowała się m, in. walką z Kościołem. Osobiście brała udział w przesłuchaniach więźniów, wykazując się sadyzmem. W filmie Bugajskiemu przeszłość „krwawej Luny” widzimy tylko w retrospekcjach. Nie bardzo wiemy, czy przedstawiają one rzeczywiste fakty z jej życia, czy są  tylko ich projekcją. Zasadnicza akcja filmu rozgrywa się w latach 60., kiedy Luna przyjeżdża do ośrodka dla niewidomych w Laskach. Chce spotkać się i porozmawiać z prymasem Stefanem Wyszyńskim, który też tam w tym czasie przebywa. W retrospekcjach wraca do niej nieustannie obraz młodego, torturowanego przez nią mężczyzny. Kim jest? Czy tylko działaczem podziemia czy może obrazem Chrystusa?  Właściwie nie wiemy, czego oczekuje Luna. Chyba sama tak naprawdę nie zdaje sobie z tego sprawy. Czy szuka zrozumienie racji, jakimi się kierowała u ludzi, których kiedyś prześladowała? Czy jest aż tak naiwna? A może wybaczenia? Można przecież wybaczyć, ale proszący o nie musi spełnić odpowiednie warunki i przyjąć odpowiedzialność za popełnione przez siebie czyny. Uznanie swojej odpowiedzialności za zbrodnie, w których współuczestniczyła, przychodzi Julii z wielkim trudem. Musiałaby przecież stwierdzić, że całe jej życie oparte było dotychczas na kłamstwie.    

Faktem jest jednak, że na początku lat 60. Luna odwiedzała Laski, siedzibę Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. W archiwach IPN znajdują się raporty informatorów w sprawie prowadzonej przeciwko prezesowi Towarzystwa, księdzu Antoniemu Marylskiemu, w których przewija się postać Julii Brystygierowej. Podobno nawróciła się i umarła jako katoliczka. Dla wielu widzów, szczególnie młodszych, postać Julii Brystygierowej w filmie pozostanie jednak zagadką. Wydaje mi się, że błędem filmu Bugajskiego jest nierówne rozłożenie akcentów, bo widz zdaje się bardziej współczuć przeżywającej duchowe rozterki oprawczyni niż jej ofiarom.

Komisja selekcyjna, która kwalifikowała filmy do konkursu głównego na festiwalu w Gdyni, odrzuciła, słusznie czy niesłusznie, wiele filmów. Ale trudno zrozumieć, co stało za decyzją przyjęcia do konkursu filmowego bełkotu w postaci „Wszystkich nieprzespanych nocy” Michała Marczaka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także