Nowy numer 42/2020 Archiwum

Plucie na świętą

Czym Matka Teresa rozsierdziła świat „postępu”? Stanowczą postawą w kwestii aborcji.

Żaden ze świętych nie spotkał się z taką nagonką, jak kanonizowana ostatnio Matka Teresa. W sam dzień kanonizacji z grajdołka polskich celebrytów odezwała się Paulina Młynarska. „Fascynowało ją cierpienie, które potrafiła gloryfikować ze swadą godną prawdziwej psychopatki” – stwierdziła Młynarska. Po czym wyżywała się dalej: „Kumpela irlandzkich siostrzyczek prowadzących domy dla samotnych matek, które de facto były obozami pracy przymusowej”. TVN-owa specjalistka od stylu (broń nas, Panie Boże, od takiego stylu!) nie wymyśliła tego sama, ale weszła w przygotowane wcześniej koleiny. Już w latach 90. wściekle atakowano zakonnicę z Kalkuty. Zaciekłością wyróżniał się tutaj Christopher Hitchens, autor książki „Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce”. Został on poproszony o bycie świadkiem podczas procesu beatyfikacyjnego w 2002 roku. Zarzucał Matce Teresie, że w gruncie rzeczy nie działała na rzecz zmniejszenia ubóstwa, że nie wykorzystywała właściwie olbrzymich pieniędzy, jakie ofiarowali jest dobroczyńcy. Po śladach Hitchensa poszli potem jacyś panowie z Kanady. „Odkryli”, że w ponad 500 ośrodkach prowadzonych przez siostry w ponad 100 krajach chorzy nie byli otoczeni właściwą opieką i z tego powodu niektórzy umierali. Jasne! Propagandziści z Kanady, jakby im dać pieniądze, zrobiliby to wszystko lepiej.

Czym tak rozsierdziła świat „postępu” Matka Teresa? Przede wszystkim swoją stanowczą postawą w kwestii aborcji. W przemówieniu wygłoszonym z okazji wręczenia w 1979 roku Pokojowej Nagrody Nobla przyszła święta powiedziała m.in.: „Wielu ludzi bardzo martwi się o dzieci z Indii, dzieci z Afryki, gdzie wiele ich umiera wskutek niedożywienia, ale miliony dzieci umierają zabijane celowo, z woli matek. Dlatego właśnie aborcja jest największym niszczycielem pokoju. Bo przecież jeśli matka może zabić własne dziecko, czymże jest dla mnie zabić ciebie, a dla ciebie – zabić mnie?”. Ponadto zajęci własną karierą, zdrowiem i urodą ludzie nie mogą pojąć, że ktoś – wskazując na jedność z ukrzyżowanym Chrystusem – może w cierpieniu swoim i innych dostrzegać zbawczą wartość. Rzetelnych badaczy prześwietlających życie i dzieło Matki Teresy w procesach wyniesienia na ołtarze rewelacje jej oskarżycieli nijak nie przekonały. Za to pozwoliły im stwierdzić, że rzeczywiście była i jest ona ewangelicznym „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama