Nowy numer 44/2020 Archiwum

Odpowiadamy za bezpieczeństwo

Konrad Szymański mówi o przyszłości Unii Europejskiej i problemie uchodźców.

Andrzej Grajewski: Jakie ustalenia mamy z Niemcami w sprawie przyszłości Unii i uchodźców?

Konrad Szymański: W ramach ostatnich konsultacji polsko-niemieckich i wyszehradzko-niemieckich było wyraźnie widać, że wspólnie jesteśmy przekonani o tym, że trzeba odnowić agendę polityczną Unii. Zgodziliśmy się, że w najbliższym czasie powinniśmy wskazać wspólne cele w zakresie wzrostu gospodarczego oraz bezpieczeństwa. Zgodziliśmy się, że Unia Europejska może odegrać ważną rolę, jeśli chodzi o wszystkie wymiary naszego bezpieczeństwa i zewnętrzne aspekty polityki migracyjnej, co z naszego punktu widzenia jest absolutnie kluczowe.

Ale co to ma oznaczać?

W przeciwieństwie do bardzo złych decyzji z ubiegłego roku dotyczących relokacji uchodźców i migrantów, aspekty zewnętrzne, czyli kontrola granicy i współpraca z krajami trzecimi, przyniosły już i mogą przynieść w przyszłości realne ograniczenie migracji. W tym kontekście ważna jest przede wszystkim współpraca z krajami tranzytowymi oraz z państwami, w których rodzi się problem migracji. Do tego dochodzi polityka rozwojowa i humanitarna oraz szczelna i efektywna kontrola granicy UE. Bez uszczelnienia zewnętrznych granic Unii nie uda nam się opanować tego kryzysu.

To oznacza, że migranci i uchodźcy będą teraz zawracani?

To będzie zależało od ich statusu.

Jesteśmy w stanie go ustalić?

Musimy to zrobić. Inaczej staniemy się ofiarą niekontrolowanego i chaotycznego procesu migracji oraz gangów przemytników ludzi, a oni robią na migracji kolosalne interesy.

Pan mówi, że trzeba uszczelniać granice, a w ubiegłym tygodniu szef niemieckiego Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców zapowiedział, że w tym roku Niemcy spodziewają się przyjęcia kolejnych 300 tys. migrantów i uchodźców.

Każdy kraj, także Niemcy, ma prawo dokonywać własnych wyborów w zakresie polityki migracyjnej. My nie chcemy w to ingerować. Natomiast zwracamy uwagę, że państwa członkowskie UE różnią się co do zdolności przyjmowania uchodźców czy migrantów i powinno być szanowane ich stanowisko w tej kwestii. Wszystkie mechanizmy centralnego zarządzania migracją w UE będą budziły wyłącznie negatywne konsekwencje społeczne i polityczne. Na Zachodzie jednym z elementów, który budzi uzasadnione wątpliwości co do sensowności projektu europejskiego, jest niekontrolowana fala migracyjna. Ludzie muszą mieć poczucie przynajmniej kontroli tych procesów.

Rząd niemiecki zapowiada jednak kontynuowanie polityki otwartych drzwi, choć z pewną korektą, a jednocześnie domaga się od innych, aby w ramach relokacji przejęli część uchodźców.

To drugie oczekiwanie jest absolutnie nieusprawiedliwione.

Nie będzie na to zgody?

Nie będzie, co nie oznacza, że chcemy podważyć europejską odpowiedzialność za rozwiązanie tego problemu albo uznać, że kryzys migracyjny jest sprawą wyłącznie poszczególnych państw członkowskich. Uważamy, że Unia ma w tym do odegrania rolę, ale to musi być oparte na takim wkładzie państw członkowskich, jaki są w stanie zaoferować. Zaproponowaliśmy Niemcom kompromis – skupmy się na tym, co łączy, i oprzyjmy europejską politykę migracyjną na aspektach zewnętrznych. To szansa eliminacji napięcia politycznego w UE.

A co oferujemy?

Bardzo wiele. Z naszym poparciem wzmocniono europejską granicę, wsparliśmy porozumienie z Turcją, które zatrzymało kryzys na Południu, w tym roku podnosimy wydatki humanitarne, w końcu wysyłamy naszą Straż Graniczną do Słowenii, na Węgry, do Macedonii i Grecji.

To duże siły?

Ponad sto osób, docelowo prawie trzysta, w zależności od potrzeb.

Skromnie…

Nasze zaangażowanie, jeśli chodzi o udział w patrolowaniu zewnętrznych granic Unii poza naszym terytorium, znacznie przewyższa średnią unijną. Trzeba pamiętać, że w tym samym czasie skutecznie chronimy ponad 1200 km wschodniej granicy UE. Z polskim poparciem powstała także Europejska Straż Graniczna i Przybrzeżna. To jest siła, która ma wspierać państwa członkowskie w ochronie zewnętrznych granic unijnych. Współpracujemy także w polityce rozwojowej z krajami trzecimi w tych posunięciach, które będą przeciwdziałały zjawisku migracji. Ludzie nie decydują się na ucieczkę ze swoich ojczyzn z błahych powodów. Jesteśmy przekonani, że trzeba im pomagać na miejscu, że tę falę trzeba hamować tam, gdzie się rodzi, a nie próbować nią zarządzać już w Europie.

Ale jakie możliwości ma Polska, aby zakończyć wojnę w Syrii?

Nie Polska, ale Unia.

Unia niewiele tam znaczy, gdyż nie ma siły zbrojnej. Nie jest żadnym graczem w Syrii.

To niech się zastanowi, jakim graczem może tam być. UE w tego typu konfliktach występowała zwykle jako siła pomocnicza, oferując przywileje handlowe, pomoc rozwojową czy w reformowaniu instytucji państwa, by były bardziej odporne na konflikt. Unia może także podjąć decyzje, które będą tonizowały skutki konfliktów, w zakresie zarządzania granicą zewnętrzną i polityki rozwojowej, czy budowania nowych możliwości handlowych dla terenów, które dzisiaj są już nowym domem dla milionów uchodźców czy migrantów. Są projekty, które przewidują, że takie enklawy mogłyby się cieszyć statusem specjalnym w zakresie europejskiej polityki handlowej. Myślę np. o obszarach dużych obozowisk w Jordanii. To także kwestia porozumień z krajami trzecimi, których znaczenie dla rozwiązania problemu migracji jest kluczowe.

Poprzedni rząd zobowiązał się do przyjęcia określonej liczby uchodźców. Zdaje się, że jak dotąd żaden do nas nie trafił?

Nie trafił i pewnie nie trafi, gdyż nasz system jest oparty na wzmocnionych kryteriach bezpieczeństwa. Polski rząd jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo obywateli i ma prawo domagać się, aby te kryteria były ścisłe. Szczególnie w sytuacji, w jakiej dziś jesteśmy.

Rozumiem, że ma Pan na myśli potencjalnych terrorystów, którzy przenikają do Europy wraz z falą uchodźców. Ale są wśród nich także chrześcijanie, którym mamy obowiązek pomagać.

Gdybyśmy wyselekcjonowali chrześcijan, nie zaspokoiłoby to oczekiwań europejskich. Nikt by nie uznał, że w ten sposób wywiązujemy się z tych nieszczęsnych decyzji z września ubiegłego roku. Niestety, dyskusja o migracji i relokacjach wywołała olbrzymią nieufność polskiego społeczeństwa w całej tej sprawie, dotknęła nawet ochrony chrześcijan. Mamy do czynienia z przyrostem nieufności wobec jakichkolwiek europejskich instrumentów polityki migracyjnej.

Jak Pan odpowie na słowa papieża Franciszka wygłoszone na Wawelu, że „potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu; solidarność z osobami pozbawionymi swoich praw podstawowych, w tym do swobodnego i bezpiecznego wyznawania swojej wiary”.

To apel, który musi docierać do indywidualnego sumienia. Jednak polityk odpowiedzialny za sprawy publiczne musi brać pod uwagę także inne czynniki, jak bezpieczeństwo państwa i wszystkich jego mieszkańców. Dlatego nie uciekamy od podjęcia europejskiej odpowiedzialności za kryzys migracyjny we wszystkich obszarach z wyjątkiem centralnego zarządzania migracją. Te kompetencje muszą pozostać w Warszawie.

W czerwcu biskupi opowiedzieli się za otwarciem tzw. korytarza humanitarnego dla uchodźców z krajów ogarniętych wojną. Rząd będzie w tym pomagał?

Musi to być przedmiotem szczegółowych uzgodnień. Państwo polskie ma zobowiązania wobec swoich obywateli, przede wszystkim w zakresie bezpieczeństwa. Tej odpowiedzialności nie jest w stanie z rządu nikt zdjąć, nawet za pomocą kryterium moralnego. Zresztą bezpieczeństwo to także zobowiązanie moralne wobec wspólnoty politycznej.

Czy jednak nie mistyfikujemy zagrożenia, jakie miałoby być efektem przyjęcia np. tysiąca lub dwóch tysięcy chrześcijan z Bliskiego Wschodu?

Z całą pewnością taka grupa chrześcijan z Bliskiego Wschodu nie byłaby problemem, ale mówimy o stworzeniu mechanizmów, które w taki czy inny sposób będą oddziaływały na politykę migracyjną czy uchodźczą państwa. Musimy w tej sprawie być bardzo ostrożni i odtworzyć wokół niej społeczny konsensus. Warunkiem wstępnym jest ochrona niepodzielnej kompetencji narodowej w tej sprawie.

Czy nie jest zadaniem rządzących tłumaczenie i wyjaśnianie tych kwestii, a nie budowanie wokół nich lęków i negatywnych emocji?

Nie mam wrażenia, aby ktokolwiek w rządzie pobudzał takie lęki.

Ja mam, słuchając wypowiedzi polityków, także z Pana formacji, i obserwując kontrolowane przez Was media.

Każdy ma swoją indywidualną odpowiedzialność za to, jak formułuje myśli. Komunikacja społeczna ma także złą stronę – dąży do uogólnienia. Nie zawsze nawet dąży do uogólnienia autor, czasem to rola pośredników. Z całą pewnością jest o czym rozmawiać. Zresztą przy okazji wizyty papieża Franciszka ta dyskusja już się zawiązała. Nie byłoby tak silnej refleksji rządu o tym, jak odpowiadać na problemy związane z migracją, które przecież bezpośrednio nas nie dotykają, gdyby nie potraktowano poważnie apelu papieża.

Gotowi więc jesteśmy przeznaczyć pewne środki, wysyłać Straż Graniczną, ale nie przyjmiemy ani jednego uchodźcy?

Ani jednego uchodźcy, który byłby skierowany do nas przez instytucje inne niż instytucje państwa polskiego, działające zgodnie z decyzjami, które zapadają w Warszawie.

Z pewnością jest w Polsce szeroki konsensus w kwestii, że nie zgadzamy się na narzucony nam mechanizm relokacji uchodźców, ale nie ma poparcia dla stanowiska, że nie przyjmujemy nikogo.

Rozmawiajmy więc o tym, jak rozumiemy swoją odpowiedzialność humanitarną. Ale aby taka rozmowa była możliwa, konieczna jest odbudowa porozumienia społecznego w tej sprawie, którego dzisiaj nie ma za sprawą decyzji europejskich.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama