Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nie przedobrzyć!

Każda cnota, jeśli jest pozbawiona roztropności, staje się karykaturą samej siebie.

Powiada się, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Przysłowie to można rozumieć w ten sposób, że nie wystarczą same dobre chęci, ale trzeba, by za deklarowanymi chęciami szły czyny. Można je też odnosić do sytuacji, w której ktoś, kierowany jakąś skądinąd szlachetną ideą, podejmuje takie działania, że w gruncie rzeczy szkodzą one owej idei. W tym drugim przypadku można mówić o nadgorliwości albo o przedobrzeniu. Problem polega na tym, że każda cnota, jeśli jest pozbawiona roztropności, staje się karykaturą samej siebie. Na przykład sprawiedliwość bez roztropności może się zdegenerować do postawy tzw. widzenia dziury w całym lub dzielenia włosa na czworo. Taki nadgorliwiec umęczy siebie i innych, a świata bardziej sprawiedliwym nie uczyni. Jeśli chodzi o ostatnie wydarzenia, wydaje mi się, że przypadkiem przedobrzenia jest na przykład upieranie się, by apele poległych w powstaniu warszawskim albo w wojnie z bolszewikami w 1920 roku łączyć ze wspominaniem tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Uważam, że działania poprzednich władz w sprawie smoleńskiej były skandaliczne, w niektórych przypadkach bliskie zaprzaństwa. Uważam, że trzeba na różne sposoby pamiętać o tych, którzy w Smoleńsku zginęli. Niemniej jednak nie widzę powodów, by mieszać tych, którzy polegli na wojnie w obronie ojczyzny, z tymi, którzy na żadną wojnę się nie wybierali, ale zginęli w katastrofie, nawet jeśli byłaby ona wynikiem zamachu. To jest działanie, które szkodzi pamięci o jednych i o drugich. Niejednokrotnie z przedobrzeniem mamy do czynienia wśród ludzi wierzących. Poszanowanie Tradycji Kościoła jest dobre, ale, niestety, nie brakuje takich, którzy przekroczyli granicę, poza którą nie ma już autentycznego szacunku dla Tradycji, lecz zaciekłość w atakowaniu Soboru Watykańskiego II i ostatnich papieży. Tak jakby Duch Święty działał nowatorsko w Chrystusowym Kościele tylko do Soboru Trydenckiego w XVI wieku, a potem kazał nam jedynie powtarzać to, co już powiedziano i zrobiono. Przedobrzają niekiedy także obrońcy życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Zamiast w obecnej sytuacji skupić się na działalności edukacyjno-wychowawczej oraz na tworzeniu ośrodków, gdzie samotne, znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej matki mogłyby otrzymać ludzką i medyczną pomoc, proponują karanie kobiet za aborcję. Według mnie to nadgorliwość, która szkodzi rzeczywistej ochronie życia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama