Nowy numer 44/2020 Archiwum

Do zobaczenia w niebie!

"Właśnie dzisiaj, tj. 24, w dzień Maryi Wspomożycielki otrzymałem Wasze listy, przychodzi mi rozstać się z tym światem. Powiadam Wam, moi drodzy, że z taką radością schodzę z tego świata, więcej aniżeli miałbym być ułaskawionym. Wiem, że Maryja Wspomożyciela Wiernych, którą całe życie czciłem, wyjedna mi przebaczenie u Jezusa" - pisał Czesław Jóźwiak do rodziny tuż przed egzekucją.

Czesław Jóźwiak urodził się 7 września 1919 roku w Łażynie koło Bydgoszczy. Jego ojciec Leon był funkcjonariuszem policji. Chłopak z salezjańskim oratorium na Wronieckiej w Poznaniu był związany od 10 roku życia. Tam poznał: Edwarda Kaźmierskiego, Franciszka Kęsego, Edwarda Klinika i Jarogniewa Wojciechowskiego. Tworzyli tzw. Piątkę Poznańską.

Był typem przywódcy, najpierw w oratorium, potem także w konspiracji. Był odpowiedzialny i ofiarny, zawsze gotowy do pomocy. Matki przed wyjazdami na kolonie oratoryjne zwracały się do swoich pociech mówiąc: "słuchać się Czesia". Nazywany był "Tatą". Był prezesem Towarzystwa Niepokalanej. Organizował zawody sportowe, śpiewał w chórze, brał udział w przedstawieniach, opowiadał chłopcom historie z Trylogii Sienkiewicza.

Do zobaczenia w niebie!   Czesław Jóźwiak, jego mama Maria, jego ojciec Leon, siostry Ada i Jadwiga fotoreprodukcja z książki "Zwyczajni święci"

Uczęszczał do Gimnazjum św. Jana Kantego. Prymusem nie był, o czym świadczą świadectwa. Jako jedyny z "Piątki" należał do harcerstwa. Tylko jemu udało się zaciągnąć do wojska podczas kampanii wrześniowej. Nie wiadomo do końca, jak trafił do konspiracji. Został szefem oddziału Narodowej Organizacji Bojowej, do której zaprzysiągł czwórkę kolegów z oratorium

Wiedział, że będzie aresztowany (wcześniej aresztowano Klinika i Gabryela), ale odmówił propozycji ucieczki. Nie chciał, by represje dotknęły rodzinę. "Jak przyszli po mojego brata, to już spałam - wspominała Ada Różycka, siostra Czesia - byłam młodsza, a to był późny wieczór. Rodzice mnie nie obudzili. Nie widziałam, jak go zabierają" (cyt. za: "Zwyczajni święci" M.Tadrzak-Mazurek).

W więzieniu oddawał swoje głodowe racje żywnościowe innym. Był także bardziej dręczony od kolegów, co mogło wynikać z faktu, że był synem policjanta. Siłę ducha czerpał z wiary. Chciał zostać salezjaninem.

Do zobaczenia w niebie!   Czesław Jóźwiak, fotoreprodukcja z książki "Zwyczajni święci".

Jednym z ostatnich listów pisał:

Moi Najdrożsi!

Doprawdy szybko mija czas, Tylko nasza wolność tak jak mi się wydaje  jeszcze jest dość daleko. Już ani minął miesiąc jak siedzę na nowym miejscu. Jeżeli mam być przed Wami całkiem szczery to muszę się Wam przyznać, że w Berlinie czułem się jakoś lepiej niż tutaj. Może o tyle lepiej jest tutaj w  Zwickau, że wychodzimy na roboty na zewnątrz poza teren więzienia. Jednakowoż z drugiej strony czuję się więcej osłabiony, bo przecież praca fizyczna wyczerpuje znacznie. Najważniejszym jest to, że na razie jestem zdrów. Daj Boże, aby nam tego zdrowia nie zabrakło. Bo przy dobrym zdrowiu można wszystko przetrzymać nawet to co się wydaje być niemożliwym. Zdziwicie się, że dostaniecie list ode mnie i to w dodatku pisany po polsku. Wykorzystuję okazję i wysyłam go do Was potajemnie. Gdyby to wyszło na jaw mógłbym za to kwiczeć, ale co się nie robi, by móc porozumieć się ze swoimi najdroższymi. Przed dwoma tygodniami dostałem Wasze dwa listy, które były jeszcze adresowane do Neukolln. Cieszy mnie niezmiernie, że odebraliście moją paczkę z listami, które wysłałem z Neukolln przed moim wyjazdem do Zwickau. Tego transportu nie zapomnę nigdy. Do jednej kibitki popakowali po 17 ludzi, tak, że siedział jeden na drugim. Tutaj na miejscu zaraz zgolili nam włosy na glace. Ale to mi nie szkodzi, lepiej odrosną. Jest to bardzo duże więzienie. Siedzą tutaj sami polityczni więźniowie. Są to przeważnie Niemcy, Czesi i Polacy. Nie siedzimy tu w celach tak jak w Berlinie i we Wronkach, lecz na tak zwanych "Belegschaftach". Są to sale. Na jednej takiej sali siedzi do stu więźniów. Wydawać by się mogło, że przynajmniej można sobie porozmawiać, jednakowoż tak nie jest. Podczas pobytu w Belegschafcie musi panować milczenie jak w klasztorze. Jedynie przy pracy ma się okazję do pogadania. A teraz moi drodzy rzecz najważniejsza jaką Wam mam do zakomunikowania. Otóż dnia 1 sierpnia mam rozprawę sądową przed Oberlandergaricht z Poznania, który jest na sesji wyjazdowej. Rozprawa się odbędzie w tutejszym sądzie w Zwicku o godz. 9 rano. Razem ze mną ma rozprawę Kaźmierski, Kęsy, Klinik, Wojciechowski Ja osobiście liczę sobie od 8 do 10 lat Zuchtchaurn. Jednakowoż tym się bynajmniej nie przejmuję, bo wiem, że mojego wyroku i tak nie odsiedzę. Będę siedział do końca wojny, a myślę, że ten upragniony koniec już niedługo nastąpi. Ja nie przejmuję się niczym, więc i Wy nie powinniście się tym przejmować. Myślę, że Bóg uchowa mnie od tego największego niebezpieczeństwa. Proszę Was po odebraniu tego listu odpiszcie mi jakoś dyskretnie. Również prosiłbym Was o pastę lub proszek do zębów i nieco kremu lub wazeliny. Proszę to wysłać jako próbkę bez wartości. Wybaczcie mi, że więcej nie piszę, ale jestem zmęczony po całodziennej pracy, a piszę ten list potajemnie w łóżku. Przepraszam również za niewyraźne pismo. Kończę zatem. Ściskam i całuję was wszystkich moi drodzy rodzice i rodzeństwo. Zostańcie z Bogiem!
stale kochający syn i brat Czesiek

24 sierpnia 1942 roku wraz z kolegami z oratorium w Poznaniu, po niesprawiedliwym procesie, pobycie w kilku więzieniach, został zgilotynowany na dziedzińcu więzienia w Dreźnie. 13 czerwca 1999 roku w Warszawie św. Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama