Nowy numer 43/2020 Archiwum

Solidarni z Ukrainą

Obecność prezydenta Andrzeja Dudy na 25-leciu niepodległości Ukrainy w Kijowie była jednym z  ważniejszych gestów jego prezydentury.

Ukraina uzyskała niepodległość niejako na kredyt, korzystając z destabilizacji Związku Sowieckiego po nieudanym puczu w Moskwie. Kiedy
24 sierpnia 1991 r. Rada Najwyższa (sowiecki parlament) w Kijowie uchwaliła Akt Niepodległości, nie wszyscy mieszkańcy Ukrainy byli przekonani o słuszności tej decyzji, choć w grudniu została ona wsparta ogólnonarodowym referendum. Kraj był podzielony na rosyjskojęzyczny i sowiecki mentalnie wschód, podobnie myślące centrum i ukraińskojęzyczny zachód, świadomie dążący do zbudowania własnej państwowości. Krajem przez lata rządzili politycy ze wschodu – prezydenci Leonid Kuczma i Wiktor Janukowycz. Głosząc teorię wielosektorowości, starali się przede wszystkim nie drażnić Moskwy. Tę sytuację zmieniły protesty na Majdanie, które rozpoczęły się w grudniu 2013 r., kiedy rząd premiera Mykoły Azarowa poinformował, że wstrzymuje przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej i umowy o utworzeniu strefy wolnego handlu z Unią Europejską. Społeczeństwo zrozumiało, że jeśli się na to zgodzi, trwale ugrzęźnie w rosyjskiej strefie wpływów, a suwerenność sprowadzona zostanie do zewnętrznych dekoracji. Jeśli w 1991 r. niepodległość została Ukrainie darowana, niejako na kredyt i niewielkim kosztem, tę prawdziwą, którą Ukraińcy wybrali w lutym 2014 r., musieli okupić oni nie tylko wieloma wyrzeczeniami, utratą Krymu i buntem na wschodzie, ale i krwią.

Wspólne inicjatywy

Obecność prezydenta Andrzeja Dudy na uroczystościach w Kijowie miała więc nie tylko wymiar symboliczny. Podkreślała znaczenie polsko-ukraińskiej współpracy politycznej, wojskowej oraz energetycznej. Była także okazją do zaprezentowania wizji aktywnej polityki regionalnej. W Kijowie Andrzej Duda powrócił do idei Międzymorza, nazwanego obszarem Trójmorza, czyli integracji politycznej i gospodarczej obszaru położonego między Morzem Czarnym, Bałtykiem oraz Adriatykiem. Byłoby to uzupełnienie i wzmocnienie obecności poszczególnych państw tego regionu zarówno w NATO, jak i w UE. Ukraina jednak dotąd wolała się orientować na silnych, przede wszystkim USA i Kanadę, a w Europie na Niemcy i Francję. Czas pokaże, czy będzie zainteresowana także kooperacją w wymiarze regionalnym, do czego ukraińskich polityków zachęcał prezydent Duda.

Bardzo ciepło mieszkańcy Kijowa przyjęli udział w defiladzie wojskowej żołnierzy z litewsko-polsko-ukraińskiej brygady, którzy pod narodowymi sztandarami maszerowali Chreszczatykiem, główną aleją Kijowa. – To było wydarzenie zupełnie niezwykłe w naszej historii, podkreślał w rozmowie z „Gościem” Jan Malicki, dyrektor Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, członek oficjalnej delegacji w Kijowie. Sam fakt, że prezydent Duda stał na trybunie obok prezydenta Poroszenki, przyjmującego jako głównodowodzący defiladę ukraińskich sił zbrojnych, miał ogromne znaczenie nie tylko symboliczne, ale i polityczne.

Obserwując kijowską ulicę, brawami witającą polskich i litewskich żołnierzy, trudno było się oprzeć wrażeniu, że moment jest wyjątkowy. Jakby historia dopisała ciąg dalszy do wydarzeń z maja 1920 r. Wtedy, po wygnaniu z Kijowa bolszewików, Chreszczatykiem wspólnie maszerowali polscy żołnierze i strzelcy gen. Marka Bezruczki, naszego wiernego sojusznika w tamtych zmaganiach. Zapewne nie przypadkiem zdjęcie polskich żołnierzy biorących udział w tej defiladzie zostało umieszczone na oficjalnej stronie prezydenta Ukrainy i opatrzone informacją, że doświadczenie tej jednostki jest wzorem dla powstania podobnych formacji z udziałem zachodnich sił zbrojnych.

Kolejnym rysem tej solidarności są działania na rzecz umacniania suwerenności energetycznej Ukrainy. Po raz pierwszy od wielu lat w tym roku Rosji nie udało się szantażować Ukrainy zatrzymaniem dostaw gazu. „To, że ten szantaż nie działa, to jest sprawa naszych partnerów europejskich, a przede wszystkim naszych polskich partnerów” – zaznaczył ukraiński prezydent. Zachęcał także polskich przedsiębiorców do inwestowania na Ukrainie, zwłaszcza w czasie najnowszej fazy prywatyzacji, która ma ostatecznie rozbić wiele oligarchicznych klanów. „Chcemy na Ukrainie polskiego kapitału” – podkreślał Poroszenko. Warto więc, aby polskie państwo i nasi przedsiębiorcy z tej oferty skorzystali.

Gorzki bilans

Jednak bilans 25-lecia dla Ukrainy jest gorzki. Rosja od dwóch lat okupuje Krym oraz otwarcie wspiera wojnę na wschodniej Ukrainie. Pochłonęła ona już ponad 9,5 tys. ofiar, z czego większość stanowią cywile. To cena, jaką Kijów płaci za wyrwanie się ze strefy „rosyjskiego świata”. Dlatego tego dnia na Majdanie nie tylko świętowano. Wśród widzów widziałem młode kobiety w żałobie po stracie swych bliskich, strojem przypominające, jak wysoka jest cena suwerenności. Niezwykły był moment, kiedy prezydent Poroszenko przerwał przemówienie i poprosił o milczenie jako wyraz hołdu dla tych, którzy w ostatnich dwóch latach zginęli. Zabrzmiały słowa „Pływie kacza”, żałobnej pieśni Majdanu, i dzisiaj, tak jak wtedy, ściskającej za gardło. Kiedy słyszałem ją po raz pierwszy, stojąc na Majdanie w tłumie żegnającym zastrzelonych na ulicach Kijowa, nie przypuszczałem, że tamte ofiary to dopiero początek krwawej ceny, jaką Ukraina będzie musiała płacić za swoją niezależność.

Prezydent Poroszenko z dumą podkreślał, że na paradzie zaprezentuje się nowa armia Ukrainy. Jej budowę uzasadnił krótko: lepsza własna silna armia aniżeli memorandum z Budapesztu. W tym zdaniu zawierało się całe bolesne doświadczenie Ukrainy z ostatnich lat. Międzynarodowe gwarancje nie uchroniły jej integralności terytorialnej. W 2014 r. armia ukraińska istniała głównie na papierze. Rozbrojona w czasie rządów prezydenta Wiktora Janukowycza, nie była zdolna do podjęcia działań ani na Krymie, ani kiedy separatyści zajmowali kolejne miasta na wschodniej Ukrainie. Sytuację uratowali ochotnicy, którzy nieraz prosto z Majdanu jechali na Wschód, aby bronić swego państwa. Kolejni byli rezerwiści, powoływani do wojska w ramach poboru, często kiepsko przygotowani do działań na froncie. Dzisiaj w 80 proc. armia ukraińska jest zawodowa, zorganizowana inaczej aniżeli wojsko sowieckie. Wyszkolona przez zachodnich instruktorów, uzbrojona w sprzęt wyprodukowany na Ukrainie, może stawić opór nowej próbie agresji. – Na Majdanie rzeczywiście zobaczyliśmy nową, odbudowaną armię ukraińską – podkreślał Jan Malicki, odwołując się do doświadczeń wojennych z walk o Donbas. – Nastąpiły także głębokie zmiany w symbolice, do której ta armia się odwołuje. Nie ma już patronów sowieckich, ale nie ma także chęci kontynuacji tradycji upowskiej, obecnej przecież w różnych środowiskach politycznych i organizacjach paramilitarnych. Mitem założycielskim tej armii jest krew przelana na Majdanie i później w wojnie na Wschodzie.

Krzyż pamięci

W konkatedrze kijowskiej pod wezwaniem św. Aleksandra zawiśnie krzyż, przekazany przez prezydenta Dudę administratorowi apostolskiemu diecezji kijowsko-żytomierskiej bp. Witalijowi Skomarowskiemu. Widnieje na nim napis: „Pamięci pomordowanych Polaków, mieszkańców tych ziem”. – Przekazuję ten krzyż z prośbą, by został zawieszony tutaj, w Kijowie, w katedrze św. Aleksandra, i aby było to miejsce, gdzie ludzie wierzący będą mogli przyjść i pomodlić się za tych, którzy zginęli, którzy oddali swoje życie na tych ziemiach, a byli Polakami – powiedział prezydent Polski.

– Mamy nadzieję, że będzie to miejsce, które przez działania księdza biskupa stanie się początkiem szerszego ruchu, także społecznego, na rzecz upamiętniania miejsc związanych ze zbrodniami popełnianymi na Wschodzie – wyjaśniał prezydenckie intencje minister Krzysztof Szczerski. Pytany przez „Gościa”, czy krzyż podarowany przez prezydenta obejmuje także ofiarę Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów, nie zaprzeczył. Jak się wyraził, chcemy pamiętać o ofiarach zbrodni, „które były dokonywane na terenach dzisiejszej Ukrainy przez bardzo wielu wrogów Polski”.

Być może umieszczenie tego krzyża w katedrze kijowskiej przez biskupa, który jako ordynariusz diecezji łuckiej uchodzi za jednego z kustoszy pamięci o ofiarach masowych mordów na Polakach na Wołyniu i w Galicji, stanie się także symbolicznym gestem umożliwiającym uczczenie w stolicy Ukrainy m.in. ofiar wołyńskiego ludobójstwa. Obaj prezydenci zapowiedzieli kontynuację dialogu historycznego, prowadzonego w duchu prawdy, ale także z intencją zbudowania wspólnej pamięci historycznej o najbardziej nawet tragicznych wydarzeniach z przeszłości.

Rówieśnicy 
swego państwa

Niepodległość Ukrainy kosztuje jej obywateli bardzo dużo. Utworzenie nowoczesnej armii, choć akceptowane społecznie i konieczne z powodu sytuacji międzynarodowej, jest ogromnym ciężarem dla budżetu państwa. Tych środków brakuje na wiele innych celów społecznych, zaś ukraińska gospodarka boleśnie odczuwa zamknięcie przed nią rosyjskich rynków. Mnóstwo spraw nadal nie jest rozwiązanych i wywołuje irytację społeczną. Nie naruszono wpływów oligarchów, nadal kontrolujących najważniejsze sektory gospodarki oraz wiele mediów. Wyzwaniem jest korupcja, niszcząca państwo od wewnątrz być może skuteczniej aniżeli zewnętrzna agresja.

Sprzyja natomiast Ukrainie czas. Zdążyło bowiem wyrosnąć pierwsze pokolenie Ukraińców wychowanych we własnym państwie. Jego istnienie jest dla nich oczywistością. To oni w noc przed paradą wojskową i oficjalnymi uroczystościami spontanicznie bawili się na Majdanie, tłumnie uczestnicząc w improwizowanych koncertach. Twarze tych młodych, jako symbol niepodległości, pojawiały się później na telebimach stanowiących element dekoracji Majdanu. To pokolenie ludzi, mających dzisiaj tyle lat co ich państwo, jest najlepszą rękojmią dalszego niepodległego bytu Ukrainy. I zapewne będą oni pamiętać, że to Polska jako pierwszy kraj na świecie uznała w 1991 r. ukraińską suwerenność, a 25 lat później polski prezydent, jako jedyna głowa państwa, świętował razem z nimi tę rocznicę.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się