Nowy numer 48/2020 Archiwum

Splendor i duma

O polskich świętych i odkrywaniu śladów zostawionych
przez poprzednie pokolenia
 mówi Marta Kwaśnicka,
 pisarka i blogerka.

Rozmowy z wielkimi duchem, nieżyjącymi już Polakami stały się ostatnio modne, choć różne mogą być intencje takich dialogów. Przyznaję, że dopiero po przeczytaniu Pani książki o Jadwidze odkryłem ją jako świętą na nasze czasy.

Zajęłam się Jadwigą trochę przez przypadek, ale ta postać rzeczywiście zaczęła we mnie żyć w tym sensie, że odkryłam wspólne nam obu problemy. Mimo że minęło kilkaset lat. Problemy te są uniwersalne, niekoniecznie też musi się zmieniać metoda radzenia sobie z nimi. I tu Jadwiga może być źródłem pewnych recept, jeśli prześledzimy, jak dorastała, jak wykuwała się jej świętość przez działania i modlitwę. A my mamy w dzisiejszych czasach poważny problem z dorastaniem. Moja książka jest próbą rekonstrukcji, na podstawie bardzo skąpych źródeł, jak ona sobie z tym problemem poradziła. Jak do tego doszło, że mała dziewczynka stała się kimś tak ważnym dla polskiej tożsamości.

Wydaje się, że w tej postaci jest też wciąż nieodkryty potencjał dramaturgiczny.

Potencjał jest, ale wcale nie taki oczywisty. Sztuk i książek na jej temat powstało sporo, ale skupiały się one na warstwie sentymentalnej i biograficznym przyczynkarstwie w rodzaju: chce uciec z jednym, bierze ślub z drugim, biegnie z toporem do drzwi… Mówiąc po młodzieżowemu, to jest „słabe”. Myślę, że autorom umykało coś, co w Jadwidze najważniejsze: niesamowita wręcz dojrzałość duchowa, a tego nie da się tak prosto na scenie czy w filmie przedstawić.

Ale starać się trzeba…

Nie da się tego zaprogramować – by kultura się z tak postawionego zadania wywiązała. Sztuka, która jedynie podąża za jakimiś odgórnymi wytycznymi, staje się sztuczna i nieatrakcyjna. Twórczość musi płynąć z prawdziwej potrzeby serca – tylko wtedy może przekonać innych. W młodym pokoleniu mamy teraz pewien renesans patriotyzmu, więc może pojawią się osoby, które nie na zamówienie, ale właśnie z potrzeby serca będą tworzyć wysokiej klasy sztukę, także na takie tematy. Pamiętajmy jednak, że twórcy mogą być wielcy, opisując, jak się od własnej tradycji odcinają. Ale skoro tak robią, to widocznie jest dla nich ważna, jakoś ich uwiera. Polskość na pewno nie jest jednak atrakcyjna, jeśli nie jest zakorzeniona w wartościach uniwersalnych. Jeśli się ją od nich odetnie, od razu straci blask.

Na ile to, co wydarzyło się w lipcu, zmieni nas samych? Na ile entuzjazm gości pozwoli i nam odkryć własne dziedzictwo?

Ja wyszłam z ŚDM bardzo wzmocniona duchowo, ale przyznaję, że zawsze byłam dumna z Krakowa. Rok temu oprowadzałam po katedrze wawelskiej znajomą rodzinę z Portugalii. Wtedy uświadomiłam sobie, że na przestrzeni 30 metrów można tam zobaczyć absolutną wspaniałość polskiego katolicyzmu, cały jego splendor. Święci Stanisław, Jadwiga, groby wielkich monarchów, cudowny krucyfiks, kopie obrazów jasnogórskiego i Jezusa Miłosiernego, wreszcie relikwie Jana Pawła II. Niesamowita duma i wzruszenie, jakie poczułam na tych 30 metrach, to doświadczenie, którego długo nie zapomnę. Ale nie zapomnę też wzruszenia moich gości. Byli pod wielkim wrażeniem bogactwa, jakie tu mamy. Myślę, że wielu z nas mogło przeżyć coś podobnego podczas tych lipcowych Dni. •

Marta Kwaśnicka skończyła filozofię, archeologię i historię Kościoła. Jej debiutancka książka „Krew z mlekiem” uhonorowana została m.in. nagrodą Identitas, w tym roku ukazała się „Jadwiga” (oba zbiory esejów wydała Teologia Polityczna). Prowadzi bloga o kulturze.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama