Reklama

    Nowy numer 48/2020 Archiwum

Budowa i wojna

Cała Ewangelia wzywa do miłości, nawet nieprzyjaciół, dlaczego więc nienawiść do bliskich ma być warunkiem pójścia za Jezusem? Jak to pojąć?

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.

Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».


1. „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści…”. Pan Jezus narobił nam kłopotu tym zdaniem. Cała Ewangelia wzywa do miłości, nawet nieprzyjaciół, dlaczego więc nienawiść do bliskich ma być warunkiem pójścia za Jezusem? Jak to pojąć? Bibliści tłumaczą, że język hebrajski postrzega rzeczywistość dwubiegunowo. Nie ma w nim cieniowania emocji, jest albo-albo. Jezus wypowiada się więc w tym duchu. Jest jednak faktem, że oczekuje od nas radykalizmu. Nic i nikt nie może przesłonić wartości, którą jest sam Chrystus, Jego miłość. Pierwszeństwo Boga jest absolutne, jest wymagające. Wyobraźmy sobie sytuację mężczyzny, który zakochuje się w kobiecie, bierze ją za żonę, ale po ślubie nie potrafi uwolnić się od swojego silnego przywiązania do matki. Wciąż przychodzi do niej na zupki, pyta o radę, zachowuje się nadal jak dziecko, a nie jak mąż. Nie przestawił hierarchii miłości. To nie są wydumane przypadki, takie sytuacje zdarzają się naprawdę. Miłość do żony musi stać się dla męża pierwszoplanowa. Ani rodzice, ani przyjaciele, ani jego praca czy pasja, ani nawet dzieci nie mogą stać się ważniejsze niż małżonka. Czy ta sytuacja może być jakąś ilustracją tego, o czym mówi Jezus? Tak, bo On jest Oblubieńcem, który oczekuje wzajemności, i to pełnej. „Będziesz miłował Boga CAŁYM sercem…”, a nie jakąś cząstką serca. Głębia przyzywa głębię. Największa miłość czeka na największą miłość.

2. „Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”. To zdanie powinno się połączyć ze zdaniem ostatnim z tej perykopy: „Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Pan Bóg stawia nam potężne wymagania. Nie tylko rodziny, ale niczego, co posiadam (dobra materialne, duchowe, nasze przywiązania), nie mogę stawiać ponad Niego. Dźwiganie swojego krzyża oznacza zgodę na to, że wierność Jezusowi wiąże się z rezygnacją z wielu ważnych dla nas spraw. To boli. Może ktoś powiedzieć: „Bóg nie wymaga aż tyle”. Tego typu zdania odbierają sól Ewangelii. Bóg jest często w Starym Testamencie nazywany Bogiem zazdrosnym. To pozostaje aktualne.

3. Czemu służą dwie przypowieści o planowaniu? Budowanie wieży czy wojna to poważne przedsięwzięcia. Konieczne są namysł, strategia, obliczenie kosztów, trzeźwa ocena własnych sił i możliwości. Inaczej i budowa, i wojna zakończą się kompromitacją lub katastrofą. Zaangażowanie w królestwo Boże jest z jednej strony budowaniem (wymiar pozytywny: tworzenie dobra), a z drugiej walką (zmaganie ze złem). I w pierwszym, i w drugim przypadku konieczne są determinacja, zaangażowanie, ale i mądrość. Bez pomocy Boga na pewno braknie funduszy na dobre dzieła. Bez pomocy łaski przegramy także wojnę ze złem. Dlatego właśnie niezbędne jest pełne zaufanie Bogu. Liczenie bardziej na Niego niż na rodzinę, majątek, znajomości czy własne ograniczone możliwości. Bez uwzględnienia w swoich planach Boga, jako najważniejszego udziałowca, przegramy. Z Nim rzeczy niemożliwe stają się możliwe. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Teresa
    04.09.2016 08:21
    Najtrudniej jest wyważyć pomiędzy Bogiem a mężem, który jest niedzielnym katolikiem i wszystkie moje praktyki i dodatkowe zaangażowanie poza niedzielną Mszą świętą i codzienną dziesiątką różańca uważa za czas stracony, który należy się jemu
    doceń 0
  • Iwet
    13.12.2019 02:39
    No właśnie , "Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Jak zgrabnie to tłumaczy ks. iż chodzi o to, że nie można stawiać nic ponad Jego . I to jest ZBAWIENNA rada samego Boga który zna ludzką słabość i przebiegłość złych duchów , gdy jakąś rzecz , osobę postawimy ponad Jego już jesteśmy więźniami tej rzeczy, przyjemności czy osoby. Z tej drogi łatwo spada się w dół..a później rozczarowanie, gorycz , depresja...i żal do ??? Boga !! Ach , ci ludzie , człowiek grzeszy ,( nie słucha Pana) a żal ma do Boga !!
    doceń 0
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.