Nowy numer 42/2019 Archiwum

Bracia, odwagi!

Na spotkania powołaniowe z inicjatorami Drogi Neokatechumenalnej podczas ŚDM przybywa nawet 200 tys. ludzi z całego świata. Czego szukają?

Kiko zawsze starał się potwierdzać to, że stanowimy część Kościoła, a nie osobny twór. Dlatego manifestujemy swoją obecność na ŚDM, a później spotykamy się w kameralnym gronie – wyjaśnia Piotr Habas z warszawskiej wspólnoty neokatechumenalnej przy parafii św. Zygmunta w Warszawie. Opowiada, że na spotkaniach z inicjatorami Drogi głosi się kerygmat, który jest punktem wyjścia do Wołań, będących momentem rozeznania powołania. Jeśli młodzi czują, że Bóg ich wzywa do prezbiteratu lub życia konsekrowanego, wstają i idą do przewodniczącego, najczęściej biskupa ordynariusza miejsca, po błogosławieństwo.

– ŚDM to dobry moment, żeby zapytać Boga o to, co chcę w życiu robić. Gdy jechałem na spotkanie w Rzymie, to była moja pierwsza myśl: czego oczekuje ode mnie Bóg? – przyznaje Piotr Habas. Wielu braci ze wspólnot zadaje sobie to pytanie i otrzymuje odpowiedź podczas spotkań powołaniowych.

Pokochać Boga

Spotkania z inicjatorami Drogi: Kiko Arguello, Carmen Hernandez i ks. Mario Pezzim towarzyszą Światowym Dniom Młodzieży niemal od początku. Jaka jest ich geneza? W latach 60. w Hiszpanii i we Włoszech powstały pierwsze wspólnoty neokatechumenalne. Wielu ich członków chciało poświęcić swoje życie ewangelizacji. Zrodził się pomysł, żeby całe rodziny były posyłane w zdechrystianizowane części świata, aby głosić Dobrą Nowinę. Niezbędne było do tego wsparcie prezbiterów. W 1988 r. Jan Paweł II zgodził się na utworzenie seminarium misyjnego Redemptoris Mater w Rzymie. Potem powstały kolejne seminaria na całym świecie: obecnie istnieje ich ponad 100.

Założyciele Drogi zauważyli, że ŚDM stanowią moment, kiedy Bóg szczególnie przemawia do młodych, dlatego przy tej okazji zaczęto organizować spotkania powołaniowe. Odbywały się niedaleko głównych miejsc wizyt papieża.

Pierwsze spotkanie, które wspominają nasi rozmówcy, miało miejsce w 1989 r. w Sewilli przy okazji ŚDM w Santiago de Compostela. – Ruszyłem żeby szukać światła swojego życia – mówi ks. Robert Skrzypczak, który miał wtedy 25 lat. – Kończyłem studia, miałem dziewczynę. Oboje byliśmy w neokatechumenacie. Umówiliśmy się, że pojedziemy dwoma różnymi autokarami, żeby podarować sobie przestrzeń wolności. Byliśmy otwarci na to, że chcemy pełnić wolę Boga – dodaje. Podczas wyjazdu ks. Skrzypczak zaczął dostrzegać, do czego wzywa go Chrystus. Okazało się, że nie do małżeństwa, tylko do prezbiteratu. – Nie wstałem wtedy w czasie spotkania, ale gdy wróciłem do domu, poczułem, że Bóg mnie woła, żeby pokochać Go bardziej niż wszystko inne – opowiada. Tak zaczęła się jego przygoda z kapłaństwem.

Oddałem grzechy

– Jeśli ktoś czuje, że Bóg go woła, niech wstanie i tu przyjdzie. Zbliżcie się do Chrystusa! Odwagi! – mówił Kiko Arguello podczas spotkania w Rio de Janeiro w 2013 r. Na jego wezwanie odpowiedziało 5 tys. chłopców i 3 tys. dziewcząt. Był tam także Hieronim Wróblewski. Właśnie skończył trzeci rok studiów w seminarium Redemptoris Mater w Warszawie i wyjeżdżał na praktykę misyjną do Izraela. Opowiada, że jego powołanie dojrzewało podczas kolejnych wyjazdów na ŚDM. – Na początku myślałem, że jestem powołany do życia w małżeństwie – wspomina. Powoli zaczynał jednak dostrzegać, że powinien pełnić wolę Boga, a nie swoją. – Uczyłem się intensywnie, żeby dostać się na telekomunikację na IFE w Łodzi. Udało się, ale po roku studiów zobaczyłem, że pomimo tego, iż jestem tam, gdzie chcę, nie czuję się lepiej, doświadczałem pustki – przyznaje.

Przełomem było spotkanie powołaniowe w Rio de Janeiro. Wtedy Kiko mówił o jego patronie, św. Hieronimie. Święty był pyszałkiem. Kiedy znalazł się w grocie w Betlejem, bił się kamieniem w pierś i mówił o sobie jako o grzeszniku. Wtedy Jezus odwiedził go w objawieniu i zapytał, co chce Mu dać za tę miłość. Chciał ofiarować Bogu swoje umiejętności. – Zobaczyłem siebie w tej postaci. Chciałem dać Bogu to samo, a Jezus odpowiedział, że w zamian za miłość chce tylko moich grzechów, czyli czegoś, czego się wstydzę. To był dla mnie moment przełomowy, poczułem, że Bóg naprawdę mnie kocha – mówi Hieronim. Nie wstał podczas spotkania powołaniowego, ale już czuł, że został wezwany. Decyzję podjął następnego dnia. – Powołanie przyszło do mnie w sposób bardzo delikatny, czułem, że Bóg mnie do niczego nie zmusza. Byliśmy na Eucharystii. Katechiści powiedzieli, że nigdy nie robili czegoś takiego, ale jeżeli ktoś chciał wstać wczoraj, ale z jakichś powodów tego nie zrobił, może to zrobić teraz. Wiedziałem, że to słowo jest skierowane do mnie. Wstałem i kilka tygodni później już byłem w seminarium.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL