Nowy numer 42/2019 Archiwum

Komunia dla rozwodników? Kard. Müller ostrzega

Prefekt Kongregacji Nauki Wiary o interpretacji adhortacji "Amoris laetitia".

Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller przestrzegł przed takimi interpretacjami adhortacji "Amoris laetitia", które zaprzeczają nauczaniu Kościoła. Podczas prezentacji w Madrycie swej książki „Informe sobre la esperanza" (Raport o nadziei) podkreślił, że „nie można żyć w stanie łaski, a zarazem w stanie grzechu". Dodał, że "Kościół nie może zmieniać prawa Bożego, w tym nauki o nierozerwalności małżeństwa". "Nie można mówić Jezusowi «tak» w Eucharystii i «nie» w małżeństwie. Jest to obiektywna sprzeczność” – powiedział niemiecki kardynał kurialny.

Wyjaśnił, że każdy, kto znajduje się w stanie grzechu śmiertelnego, musi najpierw przystąpić do sakramentu spowiedzi i tego nie może zmienić ani papież, ani sobór powszechny. Mówca zaznaczył, że Franciszkowi chodzi o coś innego: aby Kościół zastanowił się, jak włączyć osoby, które wiedzą, że żyją w sytuacji nieuregulowanej, lecz chcą zbliżyć się do Kościoła. Jeśli natomiast osoby rozwiedzione, żyjące w nowych związkach, chcą przystąpić do komunii, muszą albo rozstać się z nieprawowitym małżonkiem, albo zachować czystość, bo - jak zaznaczył kard. Müller - nie można usprawiedliwiać sytuacji, która jest sprzeczna z prawem Bożym.

Jednocześnie prefekt Kongregacji Nauki Wiary zapewnił o swym oddaniu papieżowi i podkreślił, że ceni jego styl osobisty i duszpasterski. Przestrzegł jednak przed złym odczytywaniem jego nauczania i przeciwstawianiem go poprzednim papieżom.

Temat ten kard. Müller podjął również podczas spotkania z seminarzystami w Oviedo w Hiszpanii 30 kwietnia. Podkreślił tam, że w "Amoris laetitia" papież nie stwierdza, że rozwodnicy żyjący w nowym związku mogą przystępować do komunii. Gdyby Franciszek chciał zmienić tak ważną i głęboko zakorzenioną dyscyplinę, powiedziałby to jasno i podałby tego powody – podkreślił prefekt. Wyjaśnił, że przypis n. 351, w którym jest mowa o „pomocy sakramentów”, odnosi się ogólnie do obiektywnych sytuacji grzechu, a nie do tego konkretnego przypadku rozwiedzionych, którzy wstąpili w nowe związki.

"To, czego nauczali św. Jan Paweł II w «Familiaris consortio» i Benedykt XVI w «Sacramentum caritatis», jest nadal niezmiennie ważne" - zapewnił kard. Müller. Według mediów niemieckich, które przytoczyły fragmenty jego wykładu, purpurat stanowczo zaprzeczył, jakoby adhortacja Franciszka zezwalała rozwodnikom żyjącym z nowymi partnerami, przynajmniej w niektórych przypadkach, na przyjmowane Eucharystii bez konieczności zmian ich sposobu życia.

Kardynał zaznaczył, że sytuacja osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach pociąga za sobą "szczególne skutki", co odróżnia ją od innych. Zwrócił uwagę, że osoby te żyją w sprzeczności z sakramentem małżeństwa i tym samym w sprzeczności z dyscypliną sakramentów. Nikt nie może naprawdę przyjąć sakramentu Eucharystii, bez jednoczesnego starania się o to, aby żyć w zgodzie z innymi sakramentami - przypomniał kard. Müller.

Podkreślił, że każdy, kto zrywa węzeł małżeński, sprzeciwia się widocznemu znakowi sakramentu małżeństwa. "To, co dotyczy istnienia cielesnego, staje się «antyznakiem» nierozerwalności małżeństwa, nawet jeśli dana osoba nie ponosi subiektywnej winy. Właśnie dlatego, że jej życie cielesne jest sprzeczne ze znakiem nierozerwalności, przeciwstawia się ona najwyższemu znakowi eucharystycznemu, w którym objawia się wcielona miłość Jezusa, przyjmowana w postaci komunii" - wytłumaczył kardynał prefekt. Zaznaczył, że "gdyby Kościół zezwolił osobom rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach na przyjmowanie komunii, dopuściłby się tego, co św. Tomasz z Akwinu nazywa «fałszowaniem znaków sakramentalnych»".

Wykład kardynała ukazał się 2 maja w większości hiszpańskich mediów, które jednocześnie zamieściły jego krytykę ze strony arcybiskupa Madrytu Carlosa Osoro Sierry.

« 1 »

Zobacz także

  • jan
    05.05.2016 21:47
    Tylko cóż ma u licha zrobić kochająca się para ludzi, którzy z różnych powodów mogli nie przystąpić do VII Sakramentu, ale jest to w ich przypadku akurat jedyny „mankament” tego związku, którym ksiądz mówi, że znaleźli się w „trudnej sytuacji” i powinni się modlić, żeby im Pan Bóg dał siłę do zmiany tego stanu rzeczy; czyż to w ich odczuciu nie może zakrawać na kpiny z tego, co w doczesnym ludzkim życiu powinno być uważane za najważniejsze? (Mój były ksiądz proboszcz nazwał kiedyś „niesakramentalnych” „chorymi, którzy nie chcą się leczyć...”) A być może właśnie tych dwoje ludzi, w przeciwieństwie do jakże wielu "sakramentalnych", się naprawdę odnalazło i mają szansę na stworzenia swojego wspaniałego świata. Tak również bywa, że to „ta druga”, bądź „ten drugi” okazują się idealnie dobranymi partnerami (pisał kiedyś o tym odważnie ks. Prusak w TP). Cóż ci ludzie mają wtedy zrobić, żeby być w zgodzie z samym sobą? Jakie mają wyjście?... Apostazja?... A może... samobójstwo?... Czy gdzieś tu nie gubimy tego, co być może jest najbardziej ludzkim przejawem naszej egzystencji, a co tak bardzo jest akcentowane przez terapeutów, czyli po prostu UCZUĆ?... Mamy nauczanie, encykliki, adhortacje i „teologię ciała”, ale zdecydowanie za mało w naszym Kościele pochylenia się nad człowiekiem i wsłuchania w to, co on naprawdę czuje i myśli! Pojęcie moralności nie jest tu skorelowane z dobrem człowieka. Moralność jawi się jako coś narzuconego człowiekowi, coś zewnętrznego i obcego, bezdusznie penalizującego akurat to, co najbardziej intymne. Współczesny człowiek nie może nie pytać, czy takie podejście rzeczywiście wynika z Ewangelii, czy może raczej jest wynikiem określonej polityki ludzi dokonujących interpretacji? Nie może nie pytać, ile w takiej regulacji jest Prawa Bożego, a ile przeniesienia do mikrospołecznej skali stosunków feudalnych, które panowały w społeczeństwach w czasach, kiedy te regulacje powstawały. (Pańszczyźnianemu chłopu też mówiono, że takie świata urządzenie jest dziełem Boga i że buntować się przeciw temu nie sposób.) Czy wymaganie przysięgi dozgonnej wierności jest rzeczywiście zgodne z zamysłem Bożym, skoro taka regulacja prowadzi do swoistych paradoksów?... Wszakże każda nie-miłość, bez-miłość, czy anty-miłość, z różnych powodów obleczona w ów sakrament jest podobno nienaruszalną świętością i trudno się dziwić, że zdaniem wielu takie kryterium nie może wynikać wprost z woli Boga, lecz z określonej polityki Kościoła w czasach, w których główne zręby nauki o małżeństwie się ukształtowały. (Warto też zauważyć, że Kościół nie wzdragał się nigdy oprawiając w ramy sakramentu to, co niektórzy nazywają „prostytucją małżeńską”.) Hasło „miłość i odpowiedzialność” w tym kontekście może być poczytywane, jako zupełnie niezrozumiałe. Odpowiedzialnym można być za coś, za jakieś DOBRO. Nie można tłumaczyć odpowiedzialnością np. świętości małżeństwa, za które mamy być odpowiedzialni, bo to jest idem per idem. Najpierw trzeba ustalić, że coś jest rzeczywiście dobrem, żeby za to być odpowiedzialnym. A czy dobrem jest małżeństwo, które nie jest oazą szczęścia, tylko narzędziem upodlenia człowieka?... Czy może raczej powinno być ono tylko oprawą czegoś rzeczywiście wartościowego i jako takie nie powinno posiadać wartości samoistnej? Obecny system przypomina sytuację, w której każde malowidło oprawione w złote ramy, także jakieś straszliwe bohomazy musimy wystawiać w Luwrze, a wszystkie inne, także epokowe dzieła sztuki, z różnych powodów w owe ramy nie oprawione wyrzucać bezmyślnie na śmietnik, a zamiana owych ram jest przenigdy niedozwolona! Czy Bóg może być rzeczywiście Autorem tego systemu? No, chyba że chodzi tu właśnie o podziwianie owych pięknych ram, a nie należy zawracać sobie głowy tym, co w owe ramy oprawiono. W takim razie jednak żyjemy w wielkiej niekonsekwencji, bo chodzimy na wystawy raczej ażeby podziwiać obrazy, a nie... ramy! Zapominamy także często o tym, że sam Jezus Chrystus był przeciwny bezdusznemu stosowania Prawa (uzdrawianie w szabat, sprzeciw wobec kamienowania cudzołożnicy) i zawsze jako zasadę nadrzędną wskazywał miłość do człowieka. Jeśli natomiast sprzeciwiał się wręczaniu żonie „listu rozwodowego”, to czynił tak zapewne w trosce o los kobiet oddalanych przez mężów, które w tamtych czasach były pozbawione źródeł utrzymania, a nie po to, żeby sztucznie utrzymywać przy życiu małżeństwa, które stały się niedolą dla obojga małżonków. Niestety na ostatnim Synodzie... ani drgęło... A może więcjedynym sposobem sprostania tym regulacjom jest celibat? Celibat i np. zajmowanie się zarabianiem pieniędzy, bo w Kościele jakoś "ucho igielne" nie straszne i nawet życie w ogromnym przepychu nie jest nazywane "życiem w grzechu"... Byleby tylko... jak najdalej od alkowy... Zważyć przy tym należy, że zdecydowana większość par na świecie żyje w kanonicznym konkubinacie i nie sposób moim zdaniem nie spytać, jaka jest użyteczność właśnie takiego kryterium podziału na związki "złe" i "dobre". Może warto, zamiast rutynowo powtarzać, że fakt, iż wielu ludzi nie przestrzega VI Przykazania nie oznacza, że przestało ono obowiązywać, zastanowić się, co tak naprawdę we współczesnym świecie powinno oznaczać Przykazanie: „Nie cudzołóż!”

    Czy Chrystus powiedziałby dziś zdecydowanej większości kobiet: „Mężczyzna, z którym jesteś nie jest twoim mężem!”? Wreszcie, czy owa zdecydowanwa większość chodzących po tym padole za tak rozumiene "życie w grzechu" może trafić na wieczne męki z woli Istoty nieskończenie miłosiernej?...
  • marek
    05.05.2016 23:34
    a dlaczego Gość nie podał choćby tez krytyki arcybiskupa Madrytu?
    doceń 2
  • Stanisław_Miłosz
    05.05.2016 23:51
    Może czas już, przynajmniej na uczelniach katolickich, wprowadzić nową specjalizację (bo kierunek, dyscyplina, chyba nie, bo to raczej obszar interdyscyplinarny) pn. Objaśnianie papieża (Franciszka)? :)

    Szczerze mówiąc to nie rozumiem skąd te obłędne zarzucanie papieżowi Franciszkowi chęci rozmycia doktryny, odejścia od nauczania Chrystusa? Takiego jak przekazują go Ewangelie, apostołowie, Tradycja. Oczywiście nie jestem w stanie zajrzeć w umysł Franciszka by odszyfrować prawdziwe jego intencje, ale cały czas mam w zakładce*/ adhortację "Amoris laetitia", od czasu zaglądam i nie znaduję tam nic co by takie zarzuty usprawiedliwiało. Tym bardziej, że wykład doktryny w Katechizmie KK ciągle obowiąuje. Co wiecej, nie ma żadnych symptomów, by miało to ulec zmianie! W Adhortacji papież Franciszek tylko przypomina, by w pracy duszpastersiej być bardziej wrażliwym na rózne sytuacje, by lepiej dostosowywać ją, pracś, do mnogości sytuacji i problemów rodzinnych, Nic ponadto.
    Mooże się mylę, ale "na dziś", naprawdę nie ma podstaw ani by nadiinterpretowywać w jedną stronę (jak czynią niektórzy biskupi głównie niemiccy), ani w drugą (jak czynią obrońcy doktryny).


    */
    http://papiez.wiara.pl/doc_pr/3076351.AMORIS-LAETITIA
    doceń 2
  • owieczka_
    07.05.2016 08:44
    Niektórzy mogli źle odczytać fragment punktu 298 AL i wyjaśniający go 392 przypis, jako przyzwolenie na współżycie seksualne rozwodników ze względu na dobro dzieci z tego związku. Zapomnieli jednak, że cytat z Gaudium et spes dotyczy małżonków sakramentalnych i to im zwraca się uwagę, żeby nie zaniedbywali więzi intymnej z małżonkiem, także dla dobra dzieci. Natomiast w AL w przypisie 392 ostrzega się małżonków cywilnych, że ich sytuacja kiedy żyją jak brat z siostrą jest dużo trudniejsza, bo przez brak pewnych wyrazów intymności ich wierność jest wystawiona na dużą próbę, ponieważ zachowanie czystości w związku dużo kosztuje. Ale katolicy nie mówią wtedy, że dla dobra dzieci 'Ducha Świętego wyprowadzić' i zastąpić Go duchem tego świata, tylko starają się stale nawracać czego wyrazem jest wstrzemięźliwość seksualna. I potwierdza to kard. Muller. Praktyka dla osób po rozwodzie,którzy mogą przyjmować komunię św. przy zachowaniu pełnej wstrzemięźliwości płciowej pozostaje niezmienna.

    Punkt 298 adhortacji
    "Czym innym jest drugi związek, który umocnił się z czasem, z nowymi dziećmi, ze sprawdzoną wiernością, wielkodusznym poświęceniem, zaangażowaniem chrześcijańskim, świadomością nieprawidłowości swojej sytuacji i wielką trudnością, by cofnąć się wstecz bez poczucia w sumieniu,że popadłoby się w nowe winy. Kościół uznaje sytuacje „gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów – jak na przykład wychowanie dzieci – nie mogą uczynić zadość obowiązkowi rozstania się”

    Przypis 392
    JAN PAWEŁ II, Adhort. apost.Familiaris consortio (22 listopada 1981), 84: AAS 74 (1982), 186. W tych sytuacjach wielu, znając i przyjmując możliwość pozostawania w związku “jak brat i siostra”, którą oferuje im Kościół, odkrywają,że jeśli brak pewnych wyrazów intymności “nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone”
    (Sobór wat.II,Konst.duszpast.Gaudium et spes, 51).

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL