Nowy numer 18/2021 Archiwum

Żony poddane mężom?

„Żony niechaj będą poddane swym mężom”. To zdanie wywołuje oburzenie. Jeśli jednak z pomocą „Papieża rodziny” przeczytamy cały fragment Listu do Efezjan, odkryjemy, że jest to tekst o wyzwalającej sile mega-sakramentu małżeństwa.

Chodzi o tekst Ef 5,21-33. Św. Jan Paweł II nazywa go „kluczowym i klasycznym”. Jego osią jest porównanie małżeństwa do relacji, jaka zachodzi między Chrystusem i Kościołem. „Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” – pisze apostoł. Zwróćmy uwagę na oryginalne greckie słowa: „mega” (wielki) oraz „mysterion” (misterium, tajemnica, sakrament). Można powiedzieć, że małżeństwo to mega-tajemnica i mega-sakrament. Miłość małżeńska, płciowość, wzajemne przyciąganie mężczyzny i kobiety, ich więź – to wszystko ma mega-związek z Bogiem, z Kościołem. Jan Paweł II w Liście do Rodzin zauważył ze smutkiem, że współczesny racjonalizm „nie toleruje tajemnicy”. „Nie toleruje zwłaszcza »wielkiej tajemnicy«, tej, którą głosi List do Efezjan, i radykalnie ją zwalcza”. Skoro tak jest, tym bardziej warto, by katolicy poznawali piękno i głębię tego wielkiego misterium. By nie myśleli, że biblijny obraz małżeństwa to ideał „tylko dla orłów”, ale by pośród swoich trudności szukali w biblijnym tekście światła dla swojego małżeństwa.

Kontekst jest ważny

Zwróćmy uwagę na dwa elementy kontekstu całego Listu do Efezjan. Pierwszy to wielki Boży plan zabawienia. Nie lubię słowa „plan”. Chodzi o zamysł Boga, o to, co On dla nas przygotował, co On nam proponuje. List zaczyna się od hymnu na cześć Boga, który gorąco pragnie naszego zbawienia i patrzy na historię świata oraz pojedynczego człowieka z tej perspektywy. Ujmując rzecz krótko, przeznaczeniem człowieka jest świętość, niebo, zjednoczenie z Bogiem, życie w komunii z Nim na wieki. Mamy stawać się świętymi „w Chrystusie”. To ulubione wyrażenie św. Pawła. Mamy żyć w NIM. On jest wzorem pełni człowieczeństwa i zarazem źródłem łaski (mocy) do tego, byśmy tę pełnię osiągnęli. „W Nim wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4). Możemy być dobrymi ludźmi dzięki Chrystusowi. Bo On zbawił nas przez krzyż i zmartwychwstanie. U Pawła podział na „przed Chrystusem” i „po Chrystusie” wskazuje na życiowy przełom, moment nawrócenia, przemiany życia, zerwania z grzechem i wejścia w strefę łaski. „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu” To jest to! „Niegdyś” oznacza przed nawróceniem, poza Chrystusem, bez łaski. „Teraz” oznacza życie w Chrystusie. Jesteśmy powołani, by być świętymi. Dzięki miłości Jezusa! To wspólne wszystkim ludziom powołanie konkretyzuje się dla wielu (większości) w małżeństwie. Małżeństwo jest częścią wielkiego Bożego planu, jest pomyślane przez Stwórcę jako droga do świętości, do nieba. Nie tylko małżeństwo jako takie, ale również to twoje, konkretne. I o tym właśnie jest Ef 5,22-33.

Drugim istotnym elementem kontekstu jest nauczanie Pawła o Kościele jako o Ciele Chrystusa. Inspiracją do takiej analogii była z pewnością Eucharystia. Spożywamy Ciało i Krew Chrystusa i dzięki temu stajemy się jednym ciałem jako wspólnota, jesteśmy w komunii z Bogiem i braćmi. Drugim źródłem nauki o Kościele jako o Ciele Chrystusa jest idea oblubieńczości. Chodzi o biblijną wizję miłości, która pojawia się od pierwszych kart Pisma Świętego – mąż i żona mają stawać się jednym ciałem (por. Rdz 2,24).

Te dwa aspekty: powołanie do świętości oraz idea Kościoła jako Ciała Chrystusa są kluczem do Ef 5,21-33.

Wzajemnie poddani

Bezpośrednim wprowadzeniem do naszego tekstu jest ogólne pouczenie, że chrześcijanin powinien postępować mądrze. To oznacza konkretnie: „usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana”, „napełniajcie się Duchem”, „dziękujcie zawsze za wszystko Bogu”. A wreszcie: „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej” (5,21). To zdanie jest bardzo ważne. Mąż i żona mają być oboje „poddani w bojaźni Chrystusowej”. Słowo „bojaźń” pojawia się w Starym Testamencie w odniesieniu do Boga. Dar bojaźni Bożej to jeden z darów Ducha Świętego. Nie chodzi o lęk wynikający z tego, że coś mi zagraża. Chodzi o szacunek dla świętości, poczucie sacrum. „Zdejm sandały z nóg, gdyż ziemia, na której stoisz, jest święta”. To słyszy Mojżesz, gdy Bóg objawia mu się w płonącym krzewie. A co powinni słyszeć małżonkowie? Ziemia (czyli ciało) twojego męża, twojej żony – jest ziemią (ciałem) świętym. Żar zmysłów jest znakiem ognia Bożego. Ta świadomość jest konieczna. Tym bardziej, gdy małżonkowie, wchodząc do łoża, zdejmują nie tylko sandały. Jeśli komuś wyda się to przesadą, proszę przebadać wszystkie religie świata. Seksualność ma zawsze odniesienie do sacrum.

Po zdaniu o wzajemnym poddaniu, pada owo bulwersujące „żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu”. Jan Paweł II wyjaśnia: „Autor nie chce przez to powiedzieć, że mąż jest »panem« żony, że właściwy dla małżeństwa układ międzyosobowy jest układem panowania męża nad żoną”. Paweł chce powiedzieć, że żona ma w relacji do Chrystusa odnajdywać wzór swojego „oddania” mężowi. „To przesada, mojemu mężowi daleko do Chrystusa” – powie niejedna żona. Jasne, nie ma doskonałych mężów. Miłość sięga jednak głębiej niż psychologia. Jezus uczył, że każdy akt miłości wobec najbiedniejszych jest aktem miłości wobec Niego. Miłość małżeńska nie jest tym samym co miłość miłosierna. Ale miłość małżeńska jest zawsze miłością niedoskonałych ludzi, dlatego musi mieć w sobie także miłosierdzie. Aby dostrzec w mężu Chrystusa, konieczna jest wiara. To wiara jest decydująca, a nie stopień doskonałości męża, poziom jego upodobnienia do Chrystusa. Sensem życia człowieka jest stać się darem dla kogoś, intuicyjnie czują to bardziej kobiety niż mężczyźni. W małżeństwie ten dar ma podwójny wymiar: to oddanie się Bogu (Chrystusowi) i oddanie się małżonkowi. Te dwa „dary” muszą się jakoś łączyć ze sobą. To chce powiedzieć Paweł.

A co z mężczyzną? Apostoł mówi o miłości mężczyzny do żony w sposób równie, albo nawet bardziej, zobowiązujący. „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół ”. Jan Paweł II wyjaśnia, że tym zdaniem autor Listu uchyla całą obawę, jaką mógł wywołać zwrot o poddaniu żony mężowi. „Miłość wyklucza wszelki rodzaj poddaństwa, przez który żona stawałaby się sługą czy niewolnicą męża, przedmiotem jednostronnej zależności. Miłość sprawia, że równocześnie i mąż poddany jest żonie”, podkreśla papież. Zauważmy, że wzorem miłości mężczyzny ma być miłość Chrystusa do Kościoła (gr. „ekklesia” jest rodzaju żeńskiego!). Paweł rozwija tę analogię. Mówi, że Chrystus „wydał za nią (Eklezję) samego siebie”. Skoro mężczyzna ma kochać tak samo jak Chrystus, oznacza to, że ma oddać życie za swoją żonę. „Żono, kocham cię tak bardzo, że wolę raczej sam umrzeć, bylebyś ty żyła!”. To jest ideał, który kreśli przed nami Bóg.

Christopher West, znakomity amerykański propagator teologii ciała, w tym kontekście zwraca się do mężczyzn: „Czy jesteście gotowi do spełnienia misji, którą wyznaczył nam św. Paweł? Wzywam was do walki – walki, która wymaga od was takiej odwagi i wytrwałości, na jaką tylko możecie się zdobyć; walki, która wymaga śmierci, wylania krwi i ofiary”. Zwraca się także do kobiet: „Pozwólcie, że jako reprezentant męskiej części ludzkiego rodu pokornie przeproszę was za wszystkie rany zadane wam przez męskie pożądanie. Bardzo was przepraszam. Wiem, że te rany sięgają samej głębi kobiecej duszy. Wybaczcie nam – nie wiemy, co robimy”.

Analogia działa w obu kierunkach

Paweł porównuje miłość Chrystusa do Kościoła (szerzej: Boga do człowieka) do miłości małżeńskiej. Pierwszy kierunek odczytywania analogii: wpatrując się w miłość Chrystusa, małżonkowie uczą się tego, jak oni sami mają się wzajemnie miłować. Chrystus kocha i dlatego dba o piękno Kościoła, aby był święty i nieskalany, bez „skazy i zmarszczki”. Mowa jest o obmyciu wodą, któremu towarzyszy słowo. To aluzja do chrztu. Chrystus „żywi i pielęgnuje” Ciało (Kościół). To z kolei aluzja do Eucharystii. Sakramenty wyrażają i budują jedność (komunię) między Bogiem a człowiekiem. Chrzest to początek tej jedności. Eucharystia to jej umocnienie. Jak to się ma do miłości małżonków? Chrystus raz nas zbawił (przez krzyż i zmartwychwstanie), ale ponieważ jesteśmy w drodze i słabi, dlatego wciąż się o nas troszczy. Chce, by to zbawienie zrealizowało się w naszym życiu. Małżeństwo to przymierze, słowo dane sobie wzajemnie i pobłogosławione przed ołtarzem. Ale by ten ślub się zrealizował, konieczne jest „żywienie i pielęgnowanie” miłości. Jak się to dzieje? Przez wciąż ponawiane wzajemne „poddawanie się”, czyli ustępowanie ze swojego na rzecz „my”. Przez cierpliwe obmywanie wodą przebaczenia brudów nieczystości, pychy itd. Przez szukanie słów, które budują zrozumienie, więź, komunikację. Przez ciągłe dążenie do oczyszczania ze skazy i zmarszczki (miłość daje wieczną młodość!). Przez czułość i cielesne zjednoczenie, dzielenie szarych obowiązków, służbę wobec siebie i dzieci

Wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy egoistami! Dlatego małżeństwo bywa tak trudne, że niektórym wydaje się wręcz niemożliwe. Ale „to właśnie trudności czynią małżeństwo potężnym kanałem łaski dla tych, którzy są na nią otwarci. Dzięki konfliktom i nieporozumieniom małżonkowie mogą rozpoznać swoją niezdolność do kochania tak, jak Bóg nas kocha oraz rozpaczliwą potrzebę zbawiennej pomocy Chrystusa. Wówczas porażki prowadzą ich do Niego w pokornej modlitwie, w której mogą doświadczyć Jego krzyża jako mocy działającej w ich życiu” (Mary Healy). Bez łaski, bez Boga ani rusz. Dlatego małżeństwo nie jest umową między dwiema osobami, ale „świętym trójkątem”: on, ona i Chrystus. Krzyż małżeństwa może stać się drogą do zmartwychwstania, do chwały. Ale tylko w mocy Pana. „Zaproszono na to wesele także Jezusa” (J 2,2). Tak było w Kanie. Obecność Chrystusa uratowała młodych, którym już podczas wesela czegoś brakło. Zawsze czegoś braknie. Prędzej czy później. Warto więc zaprosić Jezusa do swojego małżeństwa. I zrobić wszystko, cokolwiek powie.

Drugi kierunek analogii. Wychodzimy teraz od konkretnego doświadczenia małżeństwa. Patrząc na ludzką miłość, dowiadujemy się czegoś ważnego o Bogu, o relacji Chrystus–Kościół. Jak to prosto ująć? Mężczyzna i kobieta jednocząc się w związku małżeńskim, stają się jednym ciałem. W tej miłości (także w wymiarze cielesnym!) odkrywają coś większego niż ta miłość. Odkrywają, że miłość Boga do człowieka jest podobnym oblubieńczym miłowaniem. Tak jak mężczyzna i kobieta dążą do zjednoczenia, tak Bóg chce zjednoczyć się z człowiekiem. Dlatego sakramenty można postrzegać jako pocałunki, czyli cielesne wyrazy miłości, która jednoczy nas z Bogiem. Jan Paweł II nie wahał się pisać, że małżeństwo to „najpierwotniejszy sakrament”. W tym znaczeniu, że miłość małżeńska jest zamierzona przez Boga od samego początku (zanim był chrzest czy Eucharystia, była miłość Adama i Ewy pobłogosławiona przez Boga). A także w tym znaczeniu, że każdy sakrament buduje, odnawia relację miłości między Bogiem a człowiekiem. Małżeństwo jest pierwowzorem wszystkich sakramentów. Każdy z nich to gest zaślubin.

W Ef 5,21-33 pojawia się jeszcze jedna analogia. Jezus jest nazwany Głową Ciała (Kościoła), podobnie jak mąż jest głową żony. Mężczyznom, którzy powołując się na słowa o głowie, chcieliby dominować w związku, radziłbym przeczytać raz jeszcze uważnie całość tego fragmentu. „Bycie głową” na wzór Chrystusa oznacza pierwszeństwo w służbie, w trosce, w miłowaniu. Kobieta chce wiedzieć każdego dnia, że jest kochana przez męża. Zadaniem „głowy” jest dbać o „ciało”, czyli okazywać, dawać tę miłość „swojej drugiej połowie”. Ta męska miłość ma być na wzór miłości Jezusa. W tym kontekście „żony bądźcie poddane mężom” można przetłumaczyć tak: „żony poddajcie się miłości męża, odpowiedzcie na jego miłość, bogactwem, pięknem, siłą swojej kobiecej miłości”. Czy takie postawienie sprawy pomniejsza wartość kobiet? Czyż w głębi serca nie szukają one takiej miłości, której mogłyby się bez obaw poddać?

List do Efezjan 5,21-33

Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama