Nowy numer 27/2022 Archiwum

Kochasz swój kraj, to po nim nie bazgraj

Pod takim hasłem grupa zapaleńców chce walczyć z plagą niszczenia murów polskich miast wulgarnymi napisami.


Tag za 10 tysięcy


Skala oficjalnie potwierdzonych zniszczeń murów i elewacji, niestety, nie słabnie. W całym 2014 roku policja odnotowała w Polsce 1627 aktów wandalizmu, a tylko w I połowie 2015 roku było ich już 1288. Przy tym mowa jedynie o spektakularnych zniszczeniach, zgłoszonych organom ścigania. Szara strefa jest tu bez porównania większa i nie dotyczy tylko miast. Atakowane są także wiaty na przystankach, nawet w szczerych polach, i… pomniki przyrody. Napisy kibicowskie pojawiły się w ubiegłym roku w Tatrach, na ścianach Zawratu i Szpiglasowej Przełęczy.
Miasta wydają na usuwanie bazgrołów miliony. Ich sprawcy – jeśli się ich złapie – płacą zazwyczaj kilkaset złotych mandatu (najwyżej 500), bo to dla policji zwykłe chuligańskie wykroczenie. Pogromcy Bazgrołów uważają, że bez zmiany prawa nie ma szans na skuteczne położenie tamy tej pladze. W liście do posłów sformułowali propozycję, aby podnieść wysokość kar finansowych z dotychczasowych 500 zł na co najmniej 10 000 zł. Kwota ta byłaby wpłacana do kasy miejskiej z przeznaczeniem na naprawę elewacji.
Nie jest to pomysł ani oryginalny, ani drakoński. Mniej więcej takie grzywny wymierzane są w większości krajów Europy.

Wysokość kary ma bowiem pełnić przede wszystkim funkcję odstraszającą. Powinna być jasnym sygnałem, że nie ma zgody na dewastację zabytków, przestrzeni miejskiej i prywatnej własności. 
Właśnie za tą ostatnią grupą poszkodowanych Waldemar Domański chce się ująć w sposób szczególny. „Stwórzmy prawne podstawy do obniżenia podatku od nieruchomości dla tych właścicieli nieruchomości, którzy na bieżąco usuwają nielegalne napisy i znaki graficzne z elewacji, ogrodzeń, klatek schodowych” – proponuje w liście do polityków. 
Usuwanie szkód wyrządzonych prywatnym posesjom (a tych w Krakowie jest najwięcej) to ogromny problem zarówno finansowy, jak i prawny. Bezmyślny wandal w ciągu jednej nocnej trasy jest w stanie na wiele miesięcy wpędzić w ogromne kłopoty budżety kamieniczników. A samorządy nie mają specjalnego uprawnienia, by partycypować w kosztach zamalowywania wulgarnych napisów na prywatnym terenie. 


Jak pozyskać kibiców? 


Andrzej Duda (w końcu też krakus) jeszcze w kampanii wyborczej z entuzjazmem odnosił się do działalności Pogromców Bazgrołów jako wzorcowego wręcz przykładu obywatelskiej troski o przestrzeń publiczną. Korzystając z tych pochwał, W. Domański skierował teraz list do Prezydenta RP z apelem o wsparcie działań dotyczących zaostrzenia kar wobec wandali. „Bez zdecydowanego i konsekwentnego wsparcia ze strony Państwa oraz klarownych przepisów prawa walkę z nielegalnym graffiti nadal będziemy przegrywać” – czytamy w liście. Podobne pismo trafiło na biurko ministra sprawiedliwości. Tu autor przywoływał interpelacje poselskie z ostatnich trzech lat, które także szły w kierunku wyższych sankcji wobec sprawców zniszczeń. 
Pogromcy Bazgrołów nie są tu sami. Na język nienawiści straszący z polskich murów zwracało uwagę także wiele organizacji pozarządowych (i z prawa, i z lewa), domagając się od wszystkich władz podjęcia zdecydowanych działań.

Głos w tej sprawie zabrała też niedawno grupa znanych konserwatywnych intelektualistów, pisząc w specjalnym apelu: „Ten, kto pali kukły albo niszczy mury antysemickimi napisami, nie może być uważany za patriotę” (apel m.in. podpisany przez A. Nowaka, J. Żaryna, D. Gawina, T. Terlikowskiego, R. Kostro, D. Karłowicza). Internet pełen jest też bardzo spontanicznych inicjatyw, takich jak 14-letniego Norberta z Warszawy, który założył własną stronę „Anty Graffity”, by przekonać rówieśników, jak wiele zła można uczynić za pomocą zwykłego spraya.
Niestety, wciąż nie udaje się do tego dzieła pozyskać oficjalnie działających stowarzyszeń kibicowskich. Mało tego, większość z nich ma swoje sekcje artystyczne, które oprócz patriotycznych opraw (rzeczywiście robiących wrażenie) zajmują się szkoleniem grafficiarzy. Organizują konkursy na fantazyjne napisy, a w formie nagród rozdają młodzieży sprzęt malarski. Temat wulgarnych bazgrołów, podobnie jak stadionowych przyśpiewek, wciąż jest swoistym tabu, którym nie ma ochoty zajmować się również PZPN. Sankcje oczywiście są potrzebne, a nawet niezbędne. Sukces w walce z bazgrołami przyjdzie jednak dopiero wtedy, gdy armię ich pogromców zasilą sami kibice.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama