Nowy numer 25/2018 Archiwum

Zadośćuczynienie

Pokuta po spowiedzi powinna być iskrą, która daje początek lepszemu życiu. Zadośćuczynienie to naprawienie krzywdy wyrządzonej grzechem. Nie jest ona tylko naszym działaniem. W najgłębszym sensie naszym zadośćuczynieniem jest Chrystus. 


Często używamy zamiennie słów „zadośćuczynienie” oraz „pokuta”. Nie popełniamy błędu, te słowa są bliskoznaczne, ale nie jednoznaczne. Słowo „pokuta” ma szersze i głębsze znaczenie. Oznacza wszelkie działania wynikające z nawrócenia, czyli zarówno wewnętrzną przemianę (metanoię), jak i „czynienie pokuty”, czyli podejmowanie konkretnych uczynków, wysiłków ascetycznych zmierzających do odejścia od grzechu i stawania się świętym. Słowo „zadośćuczynienie” ma znaczenie bardziej prawne, „techniczne”.

Odwołuje się do sprawiedliwości, która domaga się naprawienia krzywdy, wyrównania szkody, przywrócenia naruszonego porządku. Można powiedzieć, że pokuta obejmuje także zadośćuczynienie. Często słowem „pokuta” określamy tylko to, do czego zobowiązał nas spowiednik w konfesjonale. Mówimy popularnie „ksiądz zadał mi pokutę”. To nie jest błędne, jeśli nie zapominamy o tym głębszym i szerszym znaczeniu słowa „pokuta”. 
Mówiąc o piątym warunku dobrej spowiedzi, mamy na myśli zarówno zadośćuczynienie (naprawę krzywdy), jak i pokutę w szerokim znaczeniu. Chodzi o przemianę serca oraz podjęcie konkretnych czynów pokutnych. Krótko tylko wspomnę, że w początkach Kościoła kolejność była inna. A mianowicie, po wyznaniu grzechów biskup nakładał publiczną pokutę trwającą nieraz kilka lat. Dopiero po jej odprawieniu grzesznik otrzymywał rozgrzeszenie i mógł uczestniczyć w Eucharystii. Praktyki pokutne były bardzo rozbudowane. Pokutnicy stanowili rodzaj osobnego stanu w Kościele. Z czasem akcent przesunął się na bardziej indywidualną formę pokuty. Około X w. przyjęła się jako obowiązująca zasada, że po wyznaniu grzechów kapłan udziela rozgrzeszenia i po nim nakłada pokutę. 
Zadośćuczynienie po spowiedzi zawiera w sobie dwa elementy: zadośćuczynienie Bogu oraz bliźniemu. Sakramentalne rozgrzeszenie przywraca jedność człowieka z Bogiem i Kościołem, nie likwiduje jednak automatycznie wszystkich skutków grzechu. Nawrócony grzesznik powinien podjąć dzieło naprawy. 


trudna Rehabilitacja 


Zacznijmy od bliźnich. Każdy grzech w szerokim sensie szkodzi bliźniemu, ma wymiar społeczny, bo żyjemy zawsze w jakiejś wspólnocie (rodzina, Kościół, naród, praca, szkoła itd.). Niektóre grzechy uderzają wprost w drugiego, wyrządzają mu konkretną krzywdę materialną lub moralną. Należy wtedy zrobić wszystko, co możliwe, aby ją naprawić. Jeśli kogoś okradłem, muszę oddać skradzione rzeczy (restytucja). Jeśli ktoś ukradł albo zniszczył jakąś własność społeczną, ma również taki obowiązek. W pewnych okolicznościach można to zrobić w sposób zastępczy, czyli równowartość skradzionej rzeczy przeznaczyć na cel dobroczynny. Istnieje również obowiązek wynagrodzenia szkody moralnej. Jeśli ktoś został przeze mnie oczerniony, należy odwołać pomówienie. Jeśli miałem z kimś kłótnię i poraniłem mocnymi słowami, trzeba porozmawiać i przeprosić. Jeśli popełniłem plagiat, muszę się do tego przyznać itd. Tego wymaga zwyczajna sprawiedliwość. Nie jest więc nigdy tak, że skoro się wyspowiadałem, to znaczy, że oddałem wszystko Bogu i nie muszę się już troszczyć o naprawienie relacji z bliźnimi. Nawet jeśli ksiądz nie zwróci na to uwagi w konfesjonale, taki obowiązek istnieje.
Powiedzmy też wyraźnie, że pewne szkody są trudne albo niemożliwe do naprawienia. Jak naprawić zło wyrządzone małżonkowi przez zdradę? Jak zadośćuczynić po aborcji? W takich sytuacjach nie chodzi tylko o jakiś jednorazowy czyn, ale o zasadniczą przemianę życia. Nie jest możliwe ustalenie jakiejś taryfy czynów pokutnych za poszczególne przewinienia. Choć niegdyś próbowano coś takiego robić w Kościele; w średniowieczu powstawały tzw. księgi pokutne. Ważne jest to, że pokutnik podejmuje wysiłek adekwatny do skali wyrządzonego zła. Robi wszystko, co w danych okolicznościach jest możliwe. Jak zawsze kierując się nie tylko gorliwością, ale i roztropnością. W trudniejszych do oceny sytuacjach warto poradzić się doświadczonego spowiednika. Sprawy po ludzku nie do naprawienia pokazują, że logika czystej sprawiedliwości to za mało. Konieczne jest odwołanie się do Bożego i ludzkiego miłosierdzia. 
Grzech rani także samego grzesznika. Ta rana zostaje zaleczona łaską Bożą w sakramencie pokuty, nie oznacza jednak odzyskania pełni sił duchowych. Po ciężkich grzechach zostają w człowieku ich konsekwencje, które dają o sobie znać. Kto spowiada się z jakiegoś nałogu, powinien podjąć walkę o pełną wolność od uzależnienia. To na ogół długi proces leczenia albo – mówiąc precyzyjniej – rekonwalescencji czy rehabilitacji. Kto miał złamaną nogę, ten doskonale wie, że zrośnięcie się kości to jeszcze nie wszystko. Proces odzyskiwania pełnej sprawności to nieraz długie miesiące monotonnych ćwiczeń i zabiegów. W życiu duchowym bywa podobnie. Ważne jest, by wejść na drogę pokuty czy ascezy i być konsekwentnym. 


« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama