Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wybielanie na czarno

Kto śmierć nazywa życiem, ten żyje jak trup.

Niezwykle wymowne hasło wykombinowały feministki na okoliczność swojej „manify”. Nazywa się toto „Aborcja w obronie życia”. To nie żart i nie tylko prowokacja – one naprawdę tak myślą. Chodzi o to, że masz bronić swojego życia, bo dziecko (w ich terminologii „płód”) będzie w nim intruzem. Kiedy się urodzi, wtedy adieu twoje życie, które sobie zaplanowałaś, żegnajcie salony, sławo, kariero. Przed tobą bezsenne noce pełne wrzasku, przed tobą pampersy, śliniaczki, smoczki. Zamiast dyrektorki w żakieciku będzie z ciebie obwieszona usmarkanymi bachorami kura domestica. A to nie jest życie.

Zatem dokonując aborcji, ocalasz swoją egzystencję. Innymi słowy: „Zabij bliźniego w obronie życia swego”. A dokładniej: zabij w obronie twojej wizji życia, bo to przecież tylko plan, na którego spełnienie nasze biedne siostry feministki – i w ogóle wszyscy życiowi planiści – nie mają żadnej gwarancji. Może się przecież wszystko zdarzyć. Jeśli ktoś zrobi karierę, to może ją nagle stracić, podobnie z majątkiem, zdrowiem i czymkolwiek innym. Ba! Jeśli mamy jakąś życiową gwarancję, to właśnie na to, że wszystko stracimy. Ze szczętem, włącznie z całym organizmem, aż do najdrobniejszej kosteczki.

Z punktu widzenia świata – a to jest punkt widzenia także feministek – jesteśmy skazani na totalną stratę. Wiedzą o tym niezliczone pokolenia naszych przodków, którzy byli żywi nie mniej niż my jesteśmy, a są martwi nie mniej niż my będziemy. Jak więc ktoś chce bronić swojego życia, skoro ono jest nie do obrony? Taki natomiast koncept, że można coś poprawić w swoim życiu drogą wyeliminowania cudzego życia, to już nonsens do potęgi.

I coś takiego wymyśliły przedstawicielki połowy ludzkości, która w porządku natury jest wyjątkowo dysponowana do przyjęcia, ochrony i rozwoju życia. To jest myślenie w najczystszym sensie diabelskie. To diabeł roztacza miraże lepszego życia, które nastąpi, jeśli oddasz mu pokłon – czyli gdy przyjmiesz wtłoczony ci w głowę jego scenariusz. I oczywiście zawsze potem jest katastrofa.


Niedawno słuchałem świadectwa kobiety, która uległa podobnemu myśleniu, bo aborcja wydała jej się rozwiązaniem. Więc kupiła wiadome tabletki reklamowane w wiadomej gazecie (która baaardzo troszczy się o życie kobiet) i „pozbyła się problemu”. I jak to zawsze w takich razach bywa, zapłaciła za to latami potwornych cierpień, które prowadziły tylko w dół, do coraz czarniejszej ciemności. Została z tego wyrwana i dziś jest szczęśliwa, ale tylko dlatego, że uznała swój błąd i rzuciła się z płaczem w ramiona Jezusa.

Nie ma innej drogi i niech to sobie uświadomią ludzie zamieszani w aborcję na jakimkolwiek etapie swojego życia. To pilne, bo pokolenie rozpasanej aborcji weszło już w „wiek poborowy”. Dzisiejsze babcie i dzisiejsi dziadkowie to ludzie, którzy często są winni aborcji, dostępnej wtedy na życzenie. Wielu do dziś wypiera się tego. I pozwalają się okłamywać nieszczęśnikom, którzy śmierć nazywają życiem.

Rok Miłosierdzia to dobry rok na to, żeby się nawrócić. I naprawdę zacząć żyć.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także