Nowy numer 42/2020 Archiwum

Papieski ornat ze slumsu

W Kenii na spotkanie z Franciszkiem chyba najbardziej czekali mieszkańcy jednej ze stołecznych dzielnic nędzy. Krawcowe ze slumsu Kangemi uszyły szaty liturgiczne na papieską Mszę.


Stolica Nairobi skupia jak w soczewce problemy Afryki. Przy tej samej ulicy z jednej strony eleganckie siedziby międzynarodowych koncernów, a z drugiej nędzne blaszaki biedoty. W Nairobi znajduje się największe centrum biznesowe, a obok najbardziej zaludnione slumsy we wschodniej Afryce. Marzenie o lepszym życiu w stolicy przyciąga tu ludzi z całego kraju. Wieżowce potrzebują slumsów, a slumsy wieżowców, bogaci taniej siły roboczej, a biedni marzeń. 
Na miejsce papieskiej Mszy św. wyznaczono największy park w mieście, znajdujący się przy Uniwersytecie Nairobi, na tle wieżowców centrum biznesowego, w pobliżu slumsu Kangemi. Właśnie tę mniej znaną dzielnicę biedoty, a nie najpopularniejszy wśród turystów slums Kibera, gdzie wpada się po egzotyczne dla bogatych Europejczyków zdjęcia, postanowił odwiedzić papież.


Najważniejsze zamówienie


Do Kangemi dojeżdżam rozklekotanym matatu. W sercu slumsu dostrzegam niewysoki kościół św. Józefa Robotnika. Jest zbyt mały, by pomieścić 20 tys. mieszkających tu katolików. W oddali, zza zardzewiałych blach wyłaniają się dwie wieże – to nowa świątynia Chrystusa Króla, budowana przez pracujących w slumsie jezuitów. 
W 1989 r., by uchronić przed prostytucją młode kobiety samotnie wychowujące swe dzieci w nędzy, parafia uruchomiła Projekt Promocji Kobiet. Kupiono kilka maszyn do szycia i otworzono zakład krawiecki. Zaczęło się skromnie – od szycia lalek, cerowania odzieży i zszywania rozerwanych spodni. Dziś parafialna szwalnia to spore przedsiębiorstwo. W atelier panuje porządek, a kobiety uwijają się, by zdążyć z realizacją wszystkich zamówień. W ostatnich tygodniach pracy przybyło, bo właśnie w szwalni w Kangemi zamówiono 2000 stuł, 300 alb i ornatów na papieską Mszę w Nairobi. Sylwia, opowiadając o największym w ich historii zamówieniu, nie kryje wzruszenia, bo takiego wyróżnienia pracujące tu kobiety się nie spodziewały. Sylwia pracuje tu od 9 lat. Opowiada o koleżankach, które dzięki tej inicjatywie wychowały i posłały do szkół swoje dzieci. Spotkanie z papieżem, który zechciał odwiedzić ich nędzną dzielnicę, nazywają błogosławieństwem. – Pan Jezus nie urodził się w Hiltonie, ale w stajni, podobnej do naszych domów. Papież szuka tu Jezusa i chce nam przypomnieć, że On wciąż tu mieszka, nie wyprowadził się – mówi Sylwia. 


Nędzarz w eleganckim mundurku


W cieniu rozłożystego drzewa, w centrum dzielnicy biedy, stoją motocykliści. Pytając o cenę podwiezienia do drogi asfaltowej wiem, że na widok białego klienta nie oprą się pokusie, by ją wywindować. Mieszkając od dłuższego czasu w Afryce, nie mam im tego za złe. W slumsie zarabia się na wszystkim, bo walczy się o przetrwanie. Przekomarzając się z motocyklistami, zauważam niebieską tablicę z napisem: „St. Joseph Technical Secondary School”. Muszę koniecznie zobaczyć, co to za miejsce.
Ojciec Pascal, proboszcz parafii, Tanzańczyk, przyjmuje mnie z zaciekawieniem. Po chwili rozmowy okazuje się, że mamy kilku wspólnych znajomych, więc spotkanie szybko nabiera przyjacielskiego charakteru. – Ubodzy to bardzo przedsiębiorczy i pracowici ludzie, tylko że nie mają narzędzi, by tę swoją swoją zaradność wykorzystać – mówi. – Postanowiliśmy więc otworzyć darmową szkołę techniczną dla dzieci najbardziej pokrzywdzonych przez los. To parafianie wybierają w swoich lokalnych wspólnotach jedno najbiedniejsze i najpilniej potrzebujące wsparcia dziecko, które trafia do naszej szkoły. A mamy tu 31 takich wspólnot.
Uczniowie, po szkole wracający do kontenerów, blaszanych bud czy zbudowanych z byle czego ruder, które są ich domami, tutaj lśnią czystością.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama