Nowy numer 49/2020 Archiwum

Rękopis znaleziony ponownie

Jan Potocki swą najsłynniejszą książkę pisał przez 20 lat. Ukończył ją w 1810 roku. Dopiero dziś możemy przeczytać jej ostateczną wersję.

Pierwsza wersja, wydana w 1804 r., wyszła spod pióra typowego autora epoki oświecenia, ostatnia, domknięta w 1810 r., jest raczej rozrachunkiem z tą epoką. Materialistyczna wymowa powieści została mocno osłabiona, wzrasta za to wpływ mistyki żydowskiej, w pierwszej wersji traktowanej z przymrużeniem oka. François Rosset i Dominique Triaire, autorzy wstępu do najnowszego wydania „Rękopisu”, sugerują wręcz, że w ostatecznej wersji autor niejako „rehabilituje religię”, a na liście jego mistrzów Chateaubriand (i jego „Geniusz chrześcijaństwa”) zastąpił Woltera. Czy zatem według najnowszych badań można Potockiego nazywać „rozczarowanym adeptem oświecenia”? Coś z pewnością jest na rzeczy, choć jakakolwiek prosta interpretacja najbardziej zawikłanej powieści tamtych czasów nie jest możliwa. Inaczej – to właśnie intrygujące zderzenie różnych kultur i cywilizacji jest jej największym atutem.

Pięć odnalezionych dni

Jeszcze bardziej komplikuje sprawę dociekanie, czyją właściwie książkę czytamy po polsku? Wiadomo bowiem, że spory wkład w jej ostateczny kształt ma tłumacz. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z tekstem gęstym od cytatów, odniesień i symboliki. W polskiej kulturze od 150 lat obecny jest przekład Edmunda Chojeckiego z 1847 r. Francuscy badacze dowiedli, że jest to kompilacja co najmniej dwóch wersji oryginalnego tekstu. I to nie mechaniczna, ale „twórczo rozwinięta”. Bo też niełatwo było połączyć dwa rękopisy (nomen omen) różniące się co do pewnych kwestii zasadniczych. Nic dziwnego, że niektóre fragmenty zostały (przez tłumacza?) dopisane, nie zgadza się nawet liczba rozdziałów – w powieści zwanych dniami. W oryginale właśnie wydanym jest ich 66, a w przekładzie Chojeckiego – 61. Anna Wasilewska, autorka najnowszego tłumaczenia, ma bardzo ciekawą teorię, popartą mocnymi argumentami, według której to nie Chojeckiemu zawdzięczamy znany powszechnie tekst „Rękopisu”. „Nie jest zatem wykluczone, że tłumacz otrzymał już wcześniej spreparowaną kompilację obu wersji bądź tylko użyczył swojego nazwiska komuś, kto chciał pozostać anonimowy” – pisze w posłowiu A. Wasilewska. Trop może wieść do kogoś z krewnych hrabiego. Tylko trop, bo rodzina po jego zagadkowym samobójstwie oszczędnie dysponowała spuścizną Jana Potockiego. Mamy zatem nie tylko wiele wersji oryginału, ale tajemnicze losy tłumaczenia.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama