Nowy numer 43/2020 Archiwum

Koniec udawanego przywództwa

Dobrze, że Ewa Kopacz nie będzie szefem PO. Polska potrzebuje silnej opozycji w sejmie.

Ewa Kopacz nie będzie kandydowała na przewodniczącą Platformy Obywatelskiej. Jeszcze nie wiadomo, kto będzie, ale ktokolwiek by to był, prawdopodobnie będzie bardziej pasował na to stanowisko, niż była premier. I to jest dobra wiadomość dla Polski – nie tylko dla zwolenników PO.

Kopacz została szefem partii i rządu tylko i wyłącznie dzięki namaszczeniu Donalda Tuska. Nigdy nie miała szczególnie silnej pozycji w swoim ugrupowaniu. Szczerze mówiąc: nikt nie miał, a nawet jeśli próbował mieć, budując wokół siebie jakąś frakcję, był skutecznie pacyfikowany przez partyjnego dyktatora z Kaszub. I gdy ten osiągnął to, do czego chyba służyło mu kierowanie polskim rządem – czyli wysokie unijne stanowisko – została po nim luka.

Ale teraz Platforma Obywatelska, po latach rządów pod medialnym parasolem ochronnym będzie musiała stać się normalną partią. A to oznacza, że będzie musiała też spośród swoich członków wyłonić nowego lidera. Nie jest wykluczone, że będzie nim Donald Tusk, który po dwóch i pół roku roznoszenia paluszków na unijnych szczytach być może straci swoje stanowisko. Ale do tego czasu ktoś będzie musiał być przewodniczącym.

I mam nadzieję, że będzie to ktoś, kto będzie miał pomysł na PO. Bo choć rozwój sytuacji w tej niegdyś umiarkowanie konserwatywno-liberalnej partii, która z biegiem lat stała się bezideową partią władzy, obserwuję z rosnącym zażenowaniem, to jednak zdaję sobie sprawę z tego, że każdy rząd potrzebuje silnej opozycji. Po to, by nie zgnuśnieć, by musieć się gimnastykować, przedstawiając własne projekty, by czuć oddech konkurencji na plecach. Potrzebuje opozycji, która będzie rzetelnie rozliczała go z poczynań i merytorycznie na nie odpowiadała. Nie jest nią na pewno ugrupowanie, na którego czele stoi kobieta ("ja jako kobieta"), która ostatnie przemówienie w roli premiera wykorzystuje na pokazanie, jaki jej rząd był dobry i odgrażanie się nowej premier. Nie jest nią partia, której liderka potrafi jedynie międlić do znudzenia te same slogany o grożącym Polsce średniowieczu i nawet nie umie przedstawić w zrozumiały sposób szczegółów własnego programu. Słowem: nie jest to partia, której przewodzi figurantka.

W Wielkiej Brytanii drugie co do wielkości ugrupowanie nazywane jest „Opozycją Jej Królewskiej Mości”. To symbol, że pomimo podziałów politycznych scena polityczna stanowi jedno i że Korona potrzebuje zarówno rządu, jak i jego surowego recenzenta. Czy PO będzie opozycją, jakiej potrzebujemy, czy jednak wybierze wygodę wsłuchiwania się w umizgi własnych klakierów? Czas pokaże. Jednak mam nadzieję, że Platforma będzie miała silnego lidera. Nie tylko dla własnego dobra, ale przede wszystkim dla dobra Polski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama