Nowy numer 43/2020 Archiwum

In vitro, czyli jest ustawa i jest wiele wątpliwości

W niedzielę zaczyna obowiązywać ustawa o in vitro, ale jeszcze przed jej wyjściem w życie do TK wpłynęły dwa wnioski ws. jej przepisów: dot. pobierania komórek od nieświadomych dawców oraz zarodków samotnych kobiet. Pojawia się też wiele pytań co do stosowania nowego prawa w praktyce.

Dotychczas w Polsce nie było ustawowych regulacji dotyczących procedury zapłodnienia pozaustrojowego, choć pierwsze dziecko urodzone w naszym kraju dzięki tej metodzie wkrótce skończy 28 lat. W czerwcu tego roku Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że Polska naruszyła unijne przepisy, nie wprowadzając odpowiednich regulacji dotyczących komórek rozrodczych, tkanek płodowych i tkanek zarodkowych. Regulacje te powinniśmy byli wdrożyć w 2008 r.

Ustawa o leczeniu niepłodności, przygotowana przez rząd Ewy Kopacz, ma uregulować kwestie związane z in vitro. Procedura in vitro ma być dostępna tylko dla par.

Samotne kobiety nie będą mogły korzystać z tej procedury medycznej. Nie będzie wolno im wykorzystać już utworzonych i przechowywanych ich zarodków. W ustawie nie ma przepisów przejściowych, które regulowałyby tę kwestię. Właśnie brak takich regulacji zaskarżył w tym tygodniu do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Opinie w sprawie dostępności in vitro dla samotnych kobiet nie są jednoznaczne; część ekspertów uważa, że ustawa tego nie wyklucza. Resort zdrowia jednak podkreślał, że intencją ustawodawców było "zapewnienia przyszłemu dziecku prawa do przyjścia na świat i wychowywania w pełnej rodzinie", dlatego in vitro możliwe ma być, jeśli kobieta pozostaje w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu.

Nie są to jedyne zastrzeżenia RPO do ustawy. Kilka tygodni temu Bondar pytał MSW o zamieszczanie danych dotyczących zapłodnienia in vitro w aktach stanu cywilnego. Zgodnie z ustawą, w przypadku tzw. dawstwa innego niż partnerskie, partner kobiety poddawanej in vitro przed przeniesieniem zarodka musi złożyć oświadczenia konieczne do uznania ojcostwa. Informacja o tym będzie umieszczana w aktach stanu cywilnego. Bodnar wyrażał wątpliwość, czy - wobec faktu, że dostęp do rejestrów stanu cywilnego prowadzonych w systemie teleinformatycznym ma duża liczba urzędników - informacji o pochodzeniu dziecka nie będą mieć osoby nieuprawnione.

MSW uspokaja jednak, że informacja taka nie będzie figurowała w aktach stanu cywilnego, przy numerze PESEL ani jakichkolwiek innych dokumentach wydawanych przez urzędy. Także w akcie urodzenia nie będzie zamieszczona informacja o uznaniu ojcostwa w takiej sytuacji. Informacje pozwalające ustalić, że uznanie dotyczyło dziecka, które urodziło się w następstwie procedury in vitro, będą widniały jedynie w protokole uznania oraz w rejestrze uznań prowadzonym w rejestrze stanu cywilnego i dostępnym jedynie dla uprawnionych urzędników. Każde udostępnienie danych w tym systemie jest logowane i przypisane użytkownikowi, który zadał zapytanie za pomocą swojego imiennego certyfikatu. Podmioty zewnętrzne w ogóle nie mają dostępu do rejestru. Resort zapewnia, że taka informacja będzie mogła być udostępniona tylko na wniosek pełnoletniej osoby, której akt dotyczy, lub na żądanie sądu.

Poza wnioskiem RPO w TK na rozpatrzenie czeka jeszcze wniosek b. prezydenta Bronisława Komorowskiego, który podpisując ustawę o leczeniu niepłodności, zaskarżył jednocześnie zapis dotyczący pobierania komórek rozrodczych od dawcy niezdolnego do świadomego wyrażenia na to zgody.

Kierownik Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku prof. Sławomir Wołczyński wyjaśniał w rozmowie z PAP, że możliwy jest np. przypadek, gdy młody mężczyzna w wyniku wypadku komunikacyjnego ma uszkodzone jądra w sposób uniemożliwiający ich uratowanie. Jeśli trafia do szpitala nieprzytomny i potrzebuje natychmiastowej pomocy, wówczas lekarze nie mają możliwości uzyskania od niego zgody na pobranie plemników, które w przyszłości mógłby wykorzystać w dawstwie partnerskim.

Kwestia ta nie jest jednoznacznie oceniana przez konstytucjonalistów. Zdaniem dr. Ryszarda Balickiego z Uniwersytetu Wrocławskiego jest to zbyt delikatna materia, żeby można było sobie pozwolić na wątpliwości konstytucyjne. "Dysponowanie własną osobą jest elementem istotnym, który dotyka m.in. kwestii godności człowieka" - uważa dr Balicki.

Wątpliwości tych nie podziela prof. Marek Chmaj z Uniwersytetu SWPS - podkreśla, że choć będzie możliwość pobrania komórek bez świadomej zgody dawcy, to będzie on miał możliwość podjęcia decyzji odnośnie ewentualnego zapłodnienia w przyszłości. "Wskazywanie, że komórki mogą posiadać godność, jest dużym nadużyciem. Pamiętajmy, że konstytucja mówi o przyrodzonej godności człowieka. Przyrodzona godność człowieka przysługuje nam (...) od momentu narodzin" - uważa prof. Chmaj.

Inaczej patrzy na tę kwestię etyk, prof. Paweł Łuków z Uniwersytetu Warszawskiego. "Przechowywanie tego materiału może być odbierane przez osobę, od której go pobrano, jako sygnał, że powinna mieć dzieci. Jest to więc, z jednej strony, otwarcie przed taką osobą możliwości zdecydowania w przyszłości, czy chce mieć dzieci, ale też może być pośrednią sugestią, że je mieć powinna" - uważa.

Prof. Łuków ma również wątpliwości w kwestii anonimowości dawców komórek rozrodczych. Tymczasem - jak podkreśla - dla wielu osób znajomość swojego pochodzenia biologicznego jest rzeczą bardzo ważną.

Zgodnie z ustawą dawstwo inne niż partnerskie może być tylko anonimowe, a osoby urodzone z in vitro w wyniku dawstwa komórek rozrodczych lub dawstwa zarodka będą mogły po osiągnieciu pełnoletności poznać jedynie rok i miejsce urodzenia dawców oraz informacje na temat ich stanu zdrowia. Rodzi się zatem pytanie, czy nie jest realne niebezpieczeństwo, że mogą związać się ze sobą osoby spokrewnione, a nieświadome tego faktu.

O innych wątpliwościach dotyczących ustawy o in vitro przeczytaj także:

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama