Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kukiz o szafie, zwanej Konstytucją

W czym ugrupowanie Pawła Kukiza może współpracować Markiem Jurkiem? O tym m.in. z liderem trzeciej siły w nowym Sejmie rozmawia Jarosław Dudała.

Jarosław Dudała: Przyznam, że nie spodziewałem się tak dobrego wyniku wyborczego Kukiza’15…

Paweł Kukiz: Ludzie małej wiary z „Gościa Niedzielnego”…

Z całym szacunkiem: jestem wierzący, ale nie w pana.

Bóg dał mi wolną wolę i ma w opiece. To cała filozofia.

No to porozmawiajmy o konkretach. Powiedział Pan wywiadzie dla fronda.pl, że będziecie stać murem za PiS-em. Chyba nie we wszystkim?

Nie. Jeśli chodzi np. o zmianę Konstytucji i wzmocnienie władzy prezydenta, to tak. To podstawowa sprawa.

Ale z całą pewnością nie będę stał po stronie PiS w sprawie 3 milionów mieszkań czy 500 zł na dziecko, bo to są rzeczy niewykonalne albo wykonalne zbyt wielkim kosztem. To science fiction!

Najpierw trzeba doprowadzić do „odpodatkowania” pracy. Niech rodzina żyje nie z jałmużny, tylko żyje z pracy. Jeśli chcą mi wziąć 70 proc. zarobku, a potem dać 10 zł na bilet MPK, to ja tego nie chcę. Mnie to - jako obywatelowi - uwłacza.

Nie chcecie subwencji dla partii politycznych.

Nie braliśmy, nie bierzemy i nie będziemy brać.

Na razie zyskujecie na efekcie świeżości, ale co potem, kiedy ten efekt minie? Będziecie budować partię?

Nie będzie żadnej partii. Będziemy budować struktury ruchu, ale nie partii. Będziemy dążyć do ustawowego zakazu finansowania partii z budżetu, żeby wszystkie partie polityczne miały równe szanse.

No, to tu się z PiS-em nie dogadacie.

Wydaje, się, że nie, ale niech pan nie mówi: „nigdy”.

Co chciałby pan przeprowadzić ustawowo na początku kadencji nowego Sejmu?

Najprostsza do przyjęcia jest ustawa o niemarnowaniu żywności. Trzy, cztery dni przed utratą przydatności do spożycia żywność powinna być przekazywana potrzebującym, na zakłady opieki społeczne itp.

Po drugie, ustawa deregulacyjna…

… czyli uwolnienie zawodów. Których?

Nie. Deregulacja to znaczy przywrócenie ustawy Wilczka. Jej ideą było skreślenie wszystkich zapisów, które przeszkadzały w uruchomieniu wolnego rynku. Chodzi też o przepisy podatkowe czy ich interpretacje, które często się wzajemnie wykluczają, a powstawały po to, by korporacje i banki mogły bezkarnie wyprowadzać pieniądze z Polski.

Deregulacja to posprzątanie prawa z niepotrzebnych przepisów. To jest tak, jakbyśmy chcieli przesunąć szafę, ale nie możemy się do niej dostać. Żeby się do niej dostać, trzeba najpierw w tym pokoju posprzątać.

Niech ta szafa to będzie dziś Konstytucja.

Marek Jurek mówi, że proces konstytucyjny w Polsce dopiero się otwiera.

Dokładnie!

Dlaczego nie wykluczam współpracy z PiS? M.in. z tego względu, że jest tam grupa, związana z Markiem Jurkiem, który od zawsze chce zmiany ordynacji wyborczej na większościową. To budzi nadzieję, że w pewnych kwestiach - które dziś wydają się niemożliwe do rozwiązania, bo PiS na to nie pójdzie - nagle może dojść do innego rozkładu sił…

Podziału PiS?

Nie mówię, o tym, żeby go rozkładać, ale PiS jest tak szeroką partią, że jest tam i Jarosław Gowin, i Marek Jurek, i są różnice w podejściu do ustroju państwa. Marek Jurek wcale nie musi się zgadzać z prezesem Kaczyńskim w sprawie ordynacji.

Intencją Marka Jurka jest np. wprowadzenie konstytucyjnego zapisu o ochronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Byłby pan gotów go poprzeć?

Zawsze, od kiedy zobaczyłem na religii film „Niemy krzyk”, jestem orędownikiem ochrony życia poczętego.

To dotyczy też zakazu in vitro?

To jest bardzo specyficzna sprawa. I nawet Kościół jest podzielony, jeśli chodzi o in vitro.

Podzielony!? Nie sądzę.

Są różne dyskusje. Ale mamy czas na przemyślenie tej sprawy. W pierwszej kolejności powinniśmy się zająć odwołaniem ustawy, która zakłada finansowanie in vitro ze środków publicznych. Te pieniądze powinny być wydane na rodziny, które mają już narodzone dzieci niepełnosprawne.

A instytucjonalizacja związków homoseksualnych?

Zacznijmy od tego, że problem dotyczy marginalnej liczby osób, może jednego procenta. Można pójść na kompromis, dając głos i Kościołowi, i środowiskom homoseksualnym. Z całą pewnością niedopuszczalna byłaby instytucja małżeństwa homoseksualnego, bo małżeństwo jest powołane do posiadania potomstwa. A ja jestem przeciwnikiem adopcji przez pary homoseksualne. Dziecko ma mieć mamę i tatę, i normalne wzorce.

Jeśli przyjmiemy homoseksualne związki partnerskie, to jest realna groźba, że trybunał strasburski - w imię zasady równości - nakaże Polsce zmianę prawa i przyznanie tym związkom tych samych praw, co małżeństwom, w tym prawa do adopcji. W tę stronę idzie wyrok strasburski z lipca tego roku. Czyli: otwarcie furtki spowodowałoby lawinę.

Nie wiem. Może nie mam pełnej wiedzy. Nie wydaje mi się, żeby ktoś mógł Polsce nakazać…

Zmianę prawa? Trybunał strasburski ma takie kompetencje. Dlatego uważam, że Polska powinna wypowiedzieć mu jurysdykcję.

No tak… Bo to ogranicza suwerenność. Ale to wymaga bardzo długiej rozmowy.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama