Nowy numer 44/2020 Archiwum

Synod i co dalej?

To nie był synod o Komunii św. dla rozwiedzionych, 
choć ta kwestia go zdominowała. Końcowa relacja ukazała nauczanie Kościoła o małżeństwie i rodzinie jako odpowiedź na dzisiejsze kryzysy. Prawda i miłosierdzie muszą iść w parze. 


To były trzy tygodnie ogromnej pracy biskupów, audytorów, osób z obsługi (sesje plenarne trwały łącznie 54 godziny, a praca w grupach językowych – 36 godzin). Owszem, były napięcia, niepokój, troska. Było też doświadczenie wzajemnego słuchania, poszerzania horyzontów, uczenia się od innych, wspólnego wsłuchiwania się w głos Boga. Słowem – doświadczenie „wspólnej drogi”. Synod to dosłownie „wspólna droga”, „synodalność” – stan Kościoła, jego istotna cecha. To mocno akcentował papież w przemówieniu z okazji 50-lecia ustanowienia instytucji synodu biskupów. I widać było, że jest to ważny element jego wizji Kościoła XXI wieku. To było pozytywne doświadczenie, na co często zwracali uwagę ojcowie synodalni. Ale z każdym dniem synodu narastały także pytania o to, w którą stronę podąża nie tylko synod, ale i sam Kościół. Papież Franciszek w przemówieniu zamykającym obrady wyznał: „Uczestnicząc w pracach, zadawałem sobie pytanie: co będzie znaczyło dla Kościoła zamknięcie tego synodu poświęconego rodzinie?”. To pytanie będzie powracało w najbliższych tygodniach, miesiącach. 


Nie kupujmy karykatury 


Nie należy się spieszyć z powierzchownymi odpowiedziami i oceną synodu. Media liberalne będą próbowały (jak zwykle) narzucić swoją wizję tego wydarzenia. Będą wyznaczać linię podziału Kościoła, opowiadać o kłócących się biskupach, kreować karykaturalny obraz Franciszka, który buduje wreszcie „postępowy” Kościół, ale twarda kościelna konserwa, w której pierwsze skrzypce grają biskupi z Polski, staje na drodze wielkiego reformatora. Skrajne środowiska konserwatywne będą natomiast biły na alarm, że Kościół odchodzi od Ewangelii i zmienia doktrynę. Nie kupujmy obu tych „narracji”, jak to się dziś mówi. Obie są nieprawdziwe. Papież nie jest wywrotowcem. Wezwał do otwartej debaty i taka – momentami twarda – debata miała miejsce. Ci, którzy nie zgadzali się z propozycjami kard. Kaspera, nie są bynajmniej „niemiłosiernymi doktrynerami” czy fundamentalistami. Krytykowali oni pomysł tzw. ścieżki pokutnej dla rozwiedzionych z powodów zasadniczych – doktrynalnych, biblijnych, teologicznych, historycznych i duszpasterskich. Nie tylko mieli do tego prawo, ale było to też zgodne z prośbą papieża o pełną szczerość.
Synod był ważnym wydarzeniem w życiu Kościoła. Jednocześnie dla wielu osób, zarówno uczestników, jak i zwykłych wierzących, mógł być czymś trudnym, nowym, zaskakującym. Może nawet gorszącym. Zarówno na synod, jak i na Kościół trzeba patrzeć z wiarą. Także na to, czego być może w danej chwili nie rozumiemy. 
Stało się to, o co prosił ojciec święty. Doszło do otwartej, momentami gorącej dyskusji. Ojcowie synodalni zobaczyli, że w tym samym Kościele nie są monolitem, prezentują różne spojrzenia. Choć zasadniczym tematem było małżeństwo i rodzina, to jednak w tle wybrzmiewały przynajmniej trzy głębsze kwestie. Mianowicie – pytanie o relację Kościoła do świata współczesnego, kwestia napięcia między miłosierdziem a prawdą oraz pytanie o doktrynę Kościoła i jej odniesienie do duszpasterstwa, praktyki Kościoła (dyscypliny). Bez wątpienia zaznaczyły się pewne różnice w odpowiedzi na te pytania. 


rozeznawanie zgodnie z nauczaniem Kościoła


Owocem ciężkiej pracy synodalnej jest obszerny dokument końcowy, zawierający 94 paragrafy. Wszystkie uzyskały większość dwóch trzecich głosów ojców synodu. Tekst składa się z trzech części. Pierwsza – „Kościół słuchający rodziny” – jest diagnozą sytuacji rodziny dziś. Druga – „Rodzina w planie Bożym” – to rodzaj katechezy Kościoła o rodzinie. Trzecia – „Misja rodziny” – zawiera pewne praktyczne wskazania dotyczące duszpasterstwa. Tekst trzeba czytać w całości, nie we fragmentach. Pamiętając, że jest on owocem pracy prawie 300 osób, wzajemnego słuchania siebie, świata, a nade wszystko Boga. 
Co postanowiono w kwestii, która najbardziej rozpalała niektóre umysły, czyli dopuszczenia do Komunii św. osób po rozwodzie żyjących w nowych związkach? Synod otworzył dla nich szerzej drzwi, idąc drogą wyznaczoną przez papieża Jana Pawła II w adhortacji „Familiaris consortio” (nr 84). Wskazał na konieczność rozeznawania ich sytuacji oraz wezwał duszpasterzy do pełniejszego włączenia ich w życie Kościoła, tak aby nie czuli się z niego wykluczeni. Nie ma w tekście końcowym słowa o dopuszczeniu tych osób do Komunii św. To warto podkreślić. To, że niektórzy mogą próbować interpretować nieco zawiłe sformułowania dokumentu w drugą stronę, to inna sprawa. 
Faktem jest, że czytając trzy punkty końcowego dokumentu poświęcone tej sprawie, nie sposób z całkowitą pewnością zrozumieć, na co właściwie zgodzili się biskupi. Te trzy punkty – owoc kompromisu – z ledwością uzyskały 2/3 głosów. Nie jest to w gruncie rzeczy owoc pogłębionej teologicznej refleksji, ale raczej próba werbalnego uzgodnienia dwóch sprzecznych opinii. Sedno tego uzgodnienia brzmi: „Zadaniem kapłanów jest towarzyszenie osobom zainteresowanym na drodze rozeznania, zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa”. W kolejnym punkcie czytamy: „Proces towarzyszenia i rozeznania kieruje tych wiernych do uświadomienia sobie swojej sytuacji przed Bogiem. Rozmowa z księdzem, na forum wewnętrznym, przyczynia się do tworzenia prawidłowej oceny tego, co utrudnia możliwość pełniejszego uczestnictwa w życiu Kościoła, oraz kroków mogących jemu sprzyjać i je rozwijać”. Kluczowe są słowa: „towarzyszenie”, „rozeznanie” oraz „zgodnie z nauczaniem Kościoła”. A to nauczanie nie zostało zmienione. Niewątpliwie przydatne mogą okazać się pewne praktyczne wskazówki do realizacji synodalnych zaleceń. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama