Nowy numer 42/2020 Archiwum

Piękno katolicyzmu: pierwszy guzik

Nie do bezbożności należy ostatnie słowo i nie w nieobecności Boga dopełniają się doczesne dzieje.

Pycha i bogobójstwo, ideologie krwawe i uwodzące na bezdroża, zepsucie serca i obłędna głupota rozumu – nie muszą być ostateczne i w ostatecznym eschatologicznie sensie i wymiarze ostateczne nie są. Alfą i Omegą wszechrzeczywistości jest Chrystus.

Co nie znaczy, że bezbożności zostaje odjęta apokaliptyczna groza i śmiercionośna powaga. Wręcz przeciwnie: właśnie alfalność i omegalność Jezusa Chrystusa wobec wszelkich porządków rzeczywistości grozę tę i powagę uwydatniają. Najjaskrawszym tego obrazem i potwierdzeniem jest scena wielkoczwartkowej modlitwy na Górze Oliwnej. Jezus drży i poci się krwią, a Jego dusza doznała lęku (w greckim oryginale: tetaraktai – popadła w zamęt, doznała straszliwego wstrząsu bezdennej trwogi – J 12,27), skonfrontowana w tej granicznej chwili z całą siłą i skutecznością tego, co sprzeciwia się Bogu. Syn Boży widzi tu z przeraźliwą jasnością bezbożność w całym jej lucyferycznym blasku: całą potęgą kłamstwa i pychy, całe wyrafinowanie i potworność zła, które zakłada maskę życia po to, by służyć śmierci – niszczeniu bytu oraz hańbieniu i unicestwianiu życia. Tym właśnie jest cywilizacja śmierci… Jezus widzi tu potworność i totalną destrukcję targnięcia się ludzkości na Niego – Bożego Syna – widzi nieuchronność mocy śmierci.

I bezgranicznie cierpi z powodu ospałości uczniów, których nie przeraża ogrom bezbożności tej chwili i tego świata i których otępiałe dusze dokładnie w ten właśnie sposób wspierają Złego we władaniu światem (walka z Kościołem? Jaka walka? Nikt nam przecież nie przeszkadzał w zjedzeniu smacznej kolacji! Nie jest tak źle, nie przesadzajmy. Z kranu leci przecież ciągle ciepła woda). Stąd też to zdanie, jedno z najbardziej przeszywających w całej Biblii: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 14,34).
 
Sprawa ta istotnie dotyczy współczesności, ba, przebiega przez jej intelektualne i moralne centrum, jest decydującym dla przyszłości jej głównym nerwem. Podłożem i przyczyną aktualnego kryzysu zachodniej cywilizacji i kultury jest bezbożność właśnie, rozumiana fundamentalnie i dosłownie: jako budowanie świata bez Boga – w najróżniejszych tegoż wariantach.

Dlatego postawa Kościoła wobec bezbożnych elementów nowoczesności nie może być najnowszą wersją ospałości uczniów z wielkoczwartkowej nocy. Strategie duszpasterskie z lat sześćdziesiątych, polegające na dostosowaniu się do nowoczesności, były krótkowzroczne i płytkie. „Ewangelia jest nacięciem [kultury, obyczaju, etosu, epoki, społeczeństwa, człowieka – J.S.] – oczyszczeniem, które prowadzi do dojrzewania i uzdrawiania” – wyjaśnia właściwą postawę Kościoła Benedykt XVI, odwołując się do drzewa sykomory, które przez nacięcie nabiera przydatności i smaku.

To właśnie jesteśmy winni naszemu światu: pomoc w drodze od bezbożności do pobożności. Nikt chrześcijaństwa w tej funkcji nie wyręczy. I nikt też nie ma mocy zwolnienia go z tego zadania.
 
Kościół katolicki umie mówić nie tylko wielkie „nie” wobec ciemnych stron nowoczesności, ale wypowiada wobec niej swoje jeszcze większe „tak”, wzorem swego Mistrza, w którym dokonało się największe „tak” obietnic Bożych (por. 2 Kor 1,19-20) wobec człowieka i świata. Kościół nie odrzuca współczesności.

„Wolność potrzebuje religii” – te słowa wielkiego biskupa i reformatora społecznego, Wilhelma von Kettelera, zacytował Benedykt XVI w pierwszym dniu pielgrzymki do swojej ojczyzny, 22 września 2011 roku. „Tak jak religia potrzebuje wolności, tak również wolność potrzebuje religii” – brzmi całe to zdanie von Kettelera.

Teza ta przełożona na problem dzisiejszej Europy brzmi: liberalizm potrzebuje wartości, odpowiedzialności, solidarnej wspólnoty w dobru. A na jeszcze ogólniejszym i głębszym poziomie, dotyczącym już całej nowoczesności: człowiek i świat potrzebują Boga. Ta potrzeba należy do istoty i prawdy wolności. Oto lek: trzeba nam szukać Boga. 

Szukanie Boga. Ten problem i proces należy do samej istoty ludzkiej racjonalności, do sfery rozumowej każdego człowieka, a zaniedbanie tego poszukiwania, pozostanie „bez Boga”, jest „zubożeniem” rozumu, a nie jego pseudooświeconym triumfem. Benedykt XVI w Paryżu, kilka lat temu, mówił: szukać Boga „i pozwalać Mu się odnaleźć – jest to dziś nie mniej nieodzowne niż w minionych czasach. Kultura czysto pozytywistyczna, która pytanie o Boga usunęła na obszar subiektywizmu jako nienaukowe, byłaby zatem kapitulacją rozumu, rezygnacją z jego najwznioślejszych możliwości i upadkiem humanizmu, a taki upadek musi mieć bardzo poważne następstwa. To, co powołało do życia europejską kulturę, poszukiwanie Boga i gotowość do słuchania Go, pozostaje także i dziś fundamentem wszelkiej kultury”.

Co robić, jak żyć, by szukanie Boga w żywy sposób kształtowało naszą kulturę? Przede wszystkim zdjąć bielmo z oczu, zdać sobie sprawę z powagi i dramatyzmu sytuacji, uświadomić sobie chorobę i jej destrukcyjny wpływ na samo centrum każdego życia – indywidualnego i społecznego. Choroba polega zawsze na tym samym: na wprowadzeniu w organizm śmiercionośnego wirusa detronizacji Boga, na podmianie Najwyższego na bożki, czyli na pozbawieniu życia korzenia, a wszystkich budowanych w życiu relacji – fundamentu najważniejszej z relacji.

Kapitalną metaforą tego problemu jest obraz tzw. pierwszego guzika – prosty, a zarazem mocno poruszający wyobraźnię i zapadający w pamięć. Benedykt XVI: „Jeżeli nie ma Go [Boga – J.S.] w twoim życiu, wszystko inne się nie sprawdzi. To tak, jakby zapiąć źle pierwszy guzik: wówczas wszystkie inne też są źle zapięte i trzeba zacząć znowu od góry.”
 
I właśnie nasza współczesność jest tym kolejnym momentem dziejów, kiedy trzeba raz jeszcze na nowo zacząć zapinanie guzików naszej kultury/cywilizacji „od góry”. Bo nie ma dzisiaj rzeczy ważniejszej od tego, by umożliwić na nowo człowiekowi dostęp do Boga i przekonać go do prawdy o prymacie Boga we wszystkich wymiarach rzeczywistości – nie Boga nieznanego i przez nas wynalezionego, lecz Boga żywego i prawdziwego, Boga objawionego.

Tymczasem charakterystyczne dla naszej epoki zaburzenie słuchu na tego Boga, a w konsekwencji coraz większa głuchota i niemota w stosunku do Niego skutkują potężniejszą z dekady na dekadę presją zeświecczenia i coraz bardziej uciążliwą nieobecnością Boga w naszym społeczeństwie.

Nad głuchoniemym wobec Boga, niesłyszącym i milczącym sytym apostatą i nad jego dziełami unosi się jeszcze poświata po Bogu, Jego światło – w tej początkowej ciągle fazie jego nieobecności – jeszcze ją rzuca i utrzymuje w całości ład ludzkiego istnienia, a nam wydaje się, że bez Boga jest możliwe udane życie. Ale gdy ostatecznie to światło zniknie („jedno pokolenie, być może dwa”, jeśli nie nastąpi otrzeźwienie, uzdrowienie z głuchoty i przemiana – prognozował Ratzinger w 1994 roku), „wówczas pozostanie tylko wielka ciemność” (zwątpienie we wszystko, ucieczka w upojenie, znieczulenie i negacja jakiejkolwiek miłości, który to proces idzie zawsze w parze z negacją Boga).

Musi nastąpić wielkie EFFATHA, „otwórz się”: nawrócenie. Jezusowe palce w naszych uszach, Jego ślina na naszym języku (Mk 7,33-34). „Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę” (por Mk 7,37). I dotyczy to pierwszorzędnie głuchoniemych na Boga. Nadziei tracić nie wolno: łódź należy do Niego, także pole z chwastami należy do Niego.
 
Nawrócenie jest w swej istocie uznaniem absolutnego prymatu Boga, chrystologiczną drogą z bez-bożności w kierunku po-bożności.

Po pierwsze więc: chodzi w nawróceniu pierwszorzędnie i decydująco o Boga. Nawrócić się znaczy szukać Boga – jako centralnej prawdy rzeczywistości i życia. Bo, wbrew obiegowym opiniom przypinającym chrześcijaństwu łatkę jednej z form samodoskonalenia, nawrócenie nie jest kurczowym napinaniem woli do szczytnych moralnych osiągnięć, lecz trwaniem w uwrażliwieniu na prawdę i nieodstępowaniu od Tego, który czyni nam prawdę nie tylko znośną, ale płodną i zbawienną – szukaniem Boga – Prawdy właśnie. I zgodą na cierpienie z powodu Prawdy, i w tym tylko sensie napięciem, skurczem bólu i wiele kosztującym wysiłkiem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama