Nowy numer 44/2020 Archiwum

Trzeba wierzyć w cuda

Lekarze nie dawali mu szans. Był w hospicjum. Dziś ma pięć lat i zaraża szczęściem. Jest wielkim cudem.

Pamiętają Państwo Jureczka? Pisałam o nim kilka lat temu w reportażu „Poświęcony bal u Jurka”. Jureczek urodził się zdrowy, jednak po dwóch miesiącach okazało się, że ma glejaka mózgu. Zero szans. Trudne leczenie, operacje, w końcu hospicjum. A nad tym wszystkim wielka, przeogromna miłość rodziców Marysi i Kacpra oraz rodzeństwa (jest piątym dzieckiem). I morze, wielkie morze modlitwy. Bliskich i dalekich. Oraz ciągła walka o jego zdrowie: walka o każdy dzień, każdą noc. Kolejne umiejętności. Kiedy pisałam reportaż, życie Jureczka już było cudem: wypisany z hospicjum (!), powoli odkrywał świat. Chociaż (nadal) lekarze „szans nie dawali”. Co się z dzieckiem stało dalej? Ma pięć lat, rozwija się, mówi, słyszy i widzi. Choć dla lekarzy jest to nie do wytłumaczenia. A co najważniejsze – nadal otoczony jest wszechogarniającą miłością rodziców i rodzeństwa (również młodszych od niego bliźniąt). I całym już oceanem modlitwy. O Jureczku powstała właśnie książka autorstwa Brygidy Grysiak pt. „Kochają mnie do szaleństwa. Prawdziwa historia Jureczka”. Napisana ciepło, lekko, bardzo wzruszająco. Autorka, pisząc książkę, wcielała się w pięcioletniego Jureczka. Więc i narracja jest „pięcioletnia”: „Jestem Jurek, mam pięć lat i naprawdę dużą głowę – to taki trochę mój znak rozpoznawczy. Głowa jest duża nie tylko dlatego, że jestem bardzo mądrym chłopcem – tak mówią Mama i Tata – ale też dlatego, że jak byłem naprawdę malutki, to zamieszkał w niej wielki guz. (…) Wszyscy już myśleli, że pójdę do aniołków. Nawet Mama i Tata. Inni rodzice wtedy może i by się już poddali, ale moi bardzo prosili Pana Boga, żeby mnie tak szybko nie zabierał do siebie. Dobrze, że prosili, choć myślę, że u Pana Boga też jest fajnie. A tu jest mi dobrze. Naprawdę dobrze”. Naprawdę dobre… Książkę polecam wszystkim, którzy wątpią, którzy stracili nadzieję, którzy wciąż narzekają. I którym wydaje się, że wszystko już widzieli, wszystko słyszeli. A życie „jest trudne i bezsensowne”. Otóż cuda się zdarzają. Są obok nas. A największym cudem, jaki w życiu może się zdarzyć, jest rodzina, a w niej miłość.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także