Nowy numer 44/2020 Archiwum

To się komuś pomyliło

O problemie podjętym w filmie „Obce niebo” z reżyserem Dariuszem Gajewskim rozmawia Edward Kabiesz.

Edward Kabiesz: Na ile wstrząsająca historia przedstawiona w filmie znajduje odbicie w rzeczywistości?

Dariusz Gajewski: Fabuła "Obcego nieba" powstała na podstawie zebranej przeze mnie dokumentacji. Punktem wyjścia było kilka przypadków, które zostały powiązane w jedno. Starałem się ten problem pokazać pod szkłem powiększającym filmu. Nie chciałem, by mój obraz był zapisem dokumentalnym jednego przypadku, starałem się raczej uchwycić psychologiczny i społeczny model takiej sytuacji.

Dlaczego podjął Pan ten temat?

W świecie, w którym my, ludzie, mamy wiele problemów, s powołujemy urząd czy instytucję, która ma nam pomóc je rozwiązywać. Przenoszenie najbardziej intymnych sfer życia pod kontrolę urzędu i państwa wydaje mi się problematyczne.

Czy to oznaczy, że na przykład instytucje opieki społecznej, takie, jakie oglądamy w filmie, są zbędne?

Granicą, kiedy państwo może wkroczyć w życie ludzi, powinno być przestępstwo. Powinno ingerować, jeżeli popełnia się je wobec kogoś w rodzinie, na ulicy czy gdziekolwiek popełnia się przestępstwo. Wydaje mi się, że wcześniejsza ingerencja nie jest sensowna, raczej jest przeciwskuteczna.

Zdarzają się sytuacje, że odbiera się dzieci rodzicom, bo są biedni.

Państwo nie może odbierać dzieci, bo rodzina jest za biedna, by je wychowywać. To są rzeczy niewiarygodne, przekraczające poziom akceptowalnego szaleństwa.

W Polsce również mamy do czynienia z podobnymi, czasem również tragicznymi konsekwencjami działalności instytucji opiekuńczych. Dlaczego więc umieścił Pan akcję swego filmu w Szwecji?

Fabuła "Obcego nieba" umieszczona w konflikcie między dwoma kulturami nabiera nowego sensu. Wydawałoby się, że między Szwedami a Polakami nie ma wielkiej różnicy kulturowej. A jednak nie do końca. Bardzo mnie ciekawiła różnica między naszą emocjonalnością a ich racjonalnością, między indywidualizmem a kolektywizmem w myśleniu. Nawet tak niewielka różnica powoduje, że w momencie jakiegoś konfliktu czy kryzysu kompletnie się nie rozumiemy. I ten aspekt też mnie zainteresował. Szwecja jest wysoce zorganizowanym krajem, a my w Polsce do tego rodzaju wysokiej organizacji życia społecznego aspirujemy. Chcielibyśmy, by nasze państwo było dobrze zorganizowane i opiekowało się nami. Ta historia opowiedziana w filmie może być przyczynkiem do zastanowienia się nad tym, jak uniknąć powielania ich błędów.

Rodzina Basi i Marka jest obca w tym kraju. Stawia ją to w trudniejszej sytuacji niż rodzinę szwedzką.

To nie ułatwia im obrony. Szwedzi broniliby się z pewnością skuteczniej niż ktoś, kto tej kultury nie zna. To taki dziwny paradoks, że kierując się najlepszymi intencjami, Anita i jej urząd powodują bardzo wiele cierpienia. Państwo, wkraczając w życie ludzi, by naprawiać ich małe czy większe błędy, powoduje o wiele więcej szkód. „Obce niebo” jest próbą obrony prawa do naszych własnych prywatnych emocji w zderzeniu z racjonalnym światem. Dla urzędu i prawa nasze emocje są nieistotne i coraz częściej zdarza się, że my sami je unieważniamy. Nawet w najbardziej racjonalnym świecie ludzie odczuwają, i to właśnie nasze emocje decydują, jak żyjemy. Anita, urzędniczka opieki społecznej, jest symbolem instytucji, dla której liczą się tylko paragrafy i procedury. Anita mówi w filmie, że cały czas jest w pracy. Ona zrezygnowała z własnego życia na rzecz życia urzędowego.

Czy w Szwecji sprawa nadużyć instytucji opiekuńczych w stosunku do rodzin jest tematem tabu?

Niewiele się o tym mówi. Myślę, że można to bardzo łatwo uzasadnić psychologicznie. Za każdym przypadkiem, kiedy rodzinie odbiera się dziecko, idzie powszechne podejrzenie, że nie dzieje się to bez powodu. Że tam coś musiało być. Myślę, że ten film jest takim mocno postawionym pytaniem, czy państwo jest właściwą instytucją, by oceniać doskonałość relacji między rodzicami a dzieckiem.

Czy adwokat, w tej roli Jan Englert, który nie chce prowadzić tej sprawy, jest postacią wziętą z życia?

W stosunku jeden do jeden. W czasie dokumentacji udałem się do polskiego adwokata, który ma praktykę w Sztokholmie i prowadził sprawy Polaków w Szwecji. Cała rozmowa z adwokatem w filmie jest dokładnym zapisem mojej rozmowy z tym właśnie adwokatem, który mi wyjaśniał, dlaczego nie bierze takich spraw.

Rodzina przedstawiona w filmie nie jest rodziną idealną. Dopiero kiedy rodzice Uli, dziewczynki zabranej przez opiekę społeczną, staną wobec przemocy ze strony państwa, ich relacje stają się bliższe.

Ich relacje, przynajmniej na początku, są byle jakie. Tak jak niestety w wielu rodzinach. Zapomnieli, jak bardzo są dla siebie ważni, że się kochają, że są sobie bliscy. Dopiero w obliczu kryzysu to się zmienia. W pewnym sensie „Obce niebo” jest o tym, że lepiej być razem niż osobno, że bycie razem w rodzinie ma ogromną wartość. Wszystko złe, co się w filmie zdarza, wynika z nieporozumienia. Z tego, że  bohaterowie „Obcego nieba” się nie rozumieją. Nie tylko międzykulturowo, ale w samej rodzinie. To nieporozumienie eskaluje do ogromnych rozmiarów. Proszę zauważyć, że pod koniec filmu wszyscy kłamią, bo przerasta ich sytuacja, w jakiej się znaleźli i nie znajdują innego wyjścia. Dlatego, że nie zdołali się porozumieć z drugim człowiekiem. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także