Nowy numer 49/2020 Archiwum

Młot laicyzacji

Muzułmanie są w oczach zachodniej lewicy taranem mającym zmienić tradycyjne oblicze kulturowe Europy.

Tyle że władze British Airways swe wyczulenie kierują tylko ku symbolom chrześcijańskim. Stewardessy muzułmanki mogły bez problemu nosić na pokładach samolotów pasażerskich chusty na głowie, a Sikhowie mają prawo do noszenia turbanów. Oba elementy stroju mają uzasadnienie w religii i są z nią jak najściślej związane. Co więcej – o wiele bardziej rzucają się w oczy.

Bez religii, ale której?

Podstawowym grzechem planów imigracyjnych jest lekceważenie kwestii religii przybyszów. W islamie zasady religijne kierują wieloma dziedzinami życia i ignorowanie tego w myśl europejskich doktryn uznających wiarę za element czysto prywatny – jest zamykaniem oczu na rzeczywistość. Lewica postrzega imigrantów z krajów islamskich jako nowe wcielenie uciemiężonego proletariatu, który trzeba popierać, nawet zamykając oczy na ich poglądy na rolę kobiet czy na ich rozumienie roli islamu w życiu publicznym. Uleganie ich żądaniom regulowania życia publicznego według zasad islamu to przykład na to, że laicyzatorzy boją się islamu i walczą tylko ze słabszym – w ich mniemaniu – przeciwnikiem, czyli chrześcijaństwem.

To z kolei uruchamia w społeczności muzułmanów pogardę dla wyznawców Chrystusa. Lewica zakłada, że imigranci pomogą zburzyć stary ład, a potem ulegną postępowej reedukacji, która uczyni z nich „nowych areligijnych Europejczyków”. Doświadczenie uczy, że jednak tak się nie dzieje. Islamiści żądają usuwania wieprzowiny z menu szkolnych stołówek, zamiast odchodzić od nakazów swojej wiary. Terror politycznej poprawności zabrania lewicy o tym mówić i tak kółko się zamyka. Kółko poprawności, która w stosunku do chrześcijan w ogóle nie obowiązuje.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama