Nowy numer 44/2020 Archiwum

Marzenia o powolnym życiu

Konia z rzędem temu, kto nie chciałby się nie spieszyć.

Podobno modne jest tzw. wolne życie (z ang. slow life). Wygląda to tak, że każdy żyje tak, jak lubi. We własnym rytmie, niepoganiany przez nikogo, krocząc, jak się komu chce, i gdzie się chce. W zgodzie z naturą, najspokojniej jak się da. Zwolennicy wolnego życia dążą do harmonii z otoczeniem, walczą z nerwowością. Idea jawi się przepięknie i konia z rzędem temu, kto nie chciałby się nie spieszyć.

Pewnie każdy (przynajmniej od czasu do czasu) chciałby sielsko i anielsko żyć sobie długo i szczęśliwie. Aż do… No właśnie, do czego? Gdy jest się matką, a dodatkowo matką wielu dziatek, bywają takie dni, gdy nie ma czasu napić się przysłowiowej herbaty. Od rana do nocy życie pędzi tak, że trudno je dogonić. Jeden dzień, drugi, piąty, szósty, siódmy, ósmy. No, nie ma ósmego. Czasem szkoda. Kolejny tydzień niepostrzeżenie się zaczyna…

Przeczytałam niedawno, że to źle tak pędzić, bo się nie docenia tego wszystkiego, co wokół. Podobno jeśli się nie ma czasu na nicnierobienie i kontemplację chmurek na niebie, to się zapewne nieszczęśliwym jest. Nie mówiąc o tym, że i zapewne dzieci są nieszczęśliwe. Bo leżących pod gruszą i kontemplujących życie rodziców nie widzą.

Może to i prawda? Może traci się coś niepostrzeżenie? Tylko co zrobić, żeby żyć wolno, swobodnie, drzemiąc między jednym posiłkiem a drugim? Można na przykład wyjechać na wyspę, na której cywilizacji brak. Można również wygrać miliard dolarów i już niczym się nie kłopotać. Tak sobie radośnie patrzeć w niebo i bez bieganiny układać wiersze.

Utopijne? Delikatnie mówiąc… Oto i dzień jak co dzień. Pobudka, kanapki, odwózka. Praca zawodowa. Telefony. Terminy, sprawy. Powroty. Przywózka. Awantura w samochodzie, kto komu i co zrobił, i dlaczego (nie ogarniesz…). Zupa („jak ja nie lubię ogórkowej”). Drugie w pośpiechu, bo zajęcia dodatkowe nie zając. Lekcje też nie zając, a czasem uciekną bez odrobienia. Praca zaległa (nie przeskoczysz terminów). Kolacja. Kolacja numer dwa, bo ktoś się nie najadł. Westchnienie: „Noc spokojną”… Kilkugodzinna nocna cisza. Na sprzątanie czasu brak. Dobrze, że współmałżonek chętny do kontemplacji życia i rzeczywistości podczas niezbyt romantycznego tanga z odkurzaczem.

Życie! Nasze życie. I jest dobre, choć szalone, szybkie i bynajmniej niezbyt modne. Jeśli ktoś nie wierzy, to trudno. I tak się nie zamienię.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także