Nowy numer 48/2020 Archiwum

Fałszywa baza danych


O głównym problemie, z którym borykają się małżeństwa, z Jackiem Pulikowskim, audytorem na synod o rodzinie rozmawia 
Joanna Bątkiewicz-Brożek

Małżeństwo, które ma np. piątkę dzieci, i więcej nie udźwignie, ma małe pole manewru – broni się sporo par. 


Ależ przeciwnie! Dzięki metodom naturalnym możemy w sposób absolutnie pewny określić tzw. czas niepłodny. Można medycznie potwierdzić odbyte jajeczkowanie, jeśli ktoś nie wierzy objawom swojego ciała. Każda para w każdym cyklu ma czas absolutnie niepłodny. Tyle że ludzie nie mają o tym wiedzy.


To niech Pan to mężczyznom wytłumaczy.


A, to jest osobny problem! Powiem to jako mężczyzna z bólem: mamy niedojrzałych panów. Mężczyzna musi uwierzyć, że jeśli się nie zdobędzie na dyscyplinę i będzie wymuszał na żonie współżycie, a żona będzie się bała jego skutków, to ona się zablokuje i będzie miał „ból głowy żony” na każdą propozycję współżycia. Taki problem w Polsce zgłasza do
80 proc. żon. Mężczyźni nie wiedzą, że to jest skutek ich postawy. W adhortacji „Familiaris consortio” Jan Paweł II pisze o odpowiedzialności mężczyzny za życie poczęte. Odpowiedzialność to nie jest założenie prezerwatywy, a podjęcie kontroli rozumem i wolą. Gdyby mężczyźni zechcieli zrozumieć płodność pary i podporządkować woli działania seksualne, to zamiast unikania przez żony współżycia, sami byliby zaskakiwani propozycjami z ich strony.


Czemu to aż tak szwankuje w tylu małżeństwach?


Bo mężczyzna jest pierwotnie rozbudzony, a kobieta nie. Ona jest stęskniona. I jeśli on będzie zmuszał ją do współżycia w strachu, to ona nigdy się w tej sferze nie otworzy. Problem w tym, że mężczyźni oskarżają żony o całe niepowodzenie w tej sferze i nie wiedzą, jak bardzo się mylą. Mają fałszywą bazę danych – powtórzę.


Niejeden się będzie bronił, że tak go Bóg stworzył.


Odpowiadam takiemu: oszukali pana. Informatycy mówią: śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu. Mądrość mężczyźnie nakazuje: zmień postępowanie. Ale on się boi, że wyjdzie na głupka. A jest odwrotnie. Mężczyzna musi sobie uświadomić, że jeśli jego żona się zamyka, to błąd tkwi w nim. Jeśli mężczyzna np. ma przez lata doświadczenie samogwałtu czy pornografii, to będzie nieświadomie uprzedmiotawiał żonę, używał jej. I jak to zrozumie, to każdą, nawet bardzo zagmatwaną historię można wyprostować. Pan Bóg wybacza zawsze, człowiek czasem, natura nigdy. Więc gwałt, jaki zadaliśmy naturze, musimy odcierpieć. Ale powrócimy do pełnej harmonii. W małżeństwie, po spełnieniu pewnych warunków, relacja seksualna ma budować osobę i więź. Lecz muszą to być warunki moralnie dobre i zaakceptowane przez obie strony. 


Jakie to warunki?


Po jakimś przygotowaniu – jest to sprawa małżonków – ma dojść do połączenia narządów rozrodczych – podkreślam to: rozrodczych, bo świat mówi o „seksualnych” – i złożenia nasienia męskiego w niczym niezablokowanych drogach rodnych żony. Przyjemność związana z tą sferą jest nagrodą Stwórcy za gotowość na trud małżeństwa i rodzicielstwa. Współżycie ma być także bez przymusu i nie może odbywać się w warunkach urągających higienie. Mąż, który nie dostosuje się do standardów żony i wymusza na niej współżycie, działa wbrew miłości. I wtedy zbliżenie powoduje ich psychiczne oddalenie, rozdrażnienie i ma moc niszczącą. Nieład w tej kwestii jest dominujący wśród rozpadających się małżeństw.



« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama