GN 2/2021 Archiwum

Komu pomagać?

Z wielką przyjemnością chciałbym zaprosić do przeczytania okładkowego tekstu o angielskich męczennikach zamordowanych w latach 1533–1681 z powodu wierności Kościołowi katolickiemu (ss. 28–30).

Skąd to moje zadowolenie? Tekst pokazuje mały fragment wielkiej historii Kościoła katolickiego w Anglii. Codziennie na Wyspy Brytyjskie latają tysiące Polaków. Dla wielu naszych rodaków podróż do Londynu czy innego brytyjskiego miasta stała się niemal rutyną. Czują się tam jak u siebie w domu. Pod wieloma względami znają Wielką Brytanię na wylot. Śmiem twierdzić, że wyjątkiem jest angielski Kościół katolicki. Prawie nic o nim nie wiedzą. A miał on piękne karty swojej historii. Niestety my, katolicy, nie potrafimy o niej opowiadać.

Od dłuższego już czasu skupiamy się raczej na nieustannym przepraszaniu za swoje grzechy. Jest to oczywiście rzeczą słuszną, z tym jednak zastrzeżeniem, by widząc ciemne strony, nie zapominać o jasnych. Wspomniany artykuł jest skromną próbą nadrobienia tego zaniedbania, stąd moja radość. I jeszcze parę słów o imigrantach. Jak wiadomo, po unijnych ustaleniach do Polski trafią dwa tysiące uchodźców z Syrii i Erytrei. Pierwsi pojawią się u nas być może już pod koniec roku. Obecnie większość z nich przebywa w obozach w Turcji i Grecji.

Czy mamy moralny obowiązek ich przyjąć, czy też nie? Wyznaczenie ogólnej zasady jest dosyć proste. Jeżeli ze swojego kraju uciekają przed prześladowaniami czy wręcz śmiercią, to koniecznie trzeba otworzyć przed nimi drzwi. Wtedy mamy do czynienia z uchodźcami. Sprawa się komplikuje, kiedy rozmawiamy o imigrantach ekonomicznych. W takiej sytuacji – jak mi się zdaje – nie ma absolutnego obowiązku otwierania granic.

A czy można pomóc najpierw chrześcijanom, a dopiero potem na przykład muzułmanom, gdyby znajdowali się w równie trudnej sytuacji? Tu sprawa ma się podobnie jak w przypadku pomocy rodzinie i sąsiadom. Jeżeli w podobnym niebezpieczeństwie znajdą się na przykład żona i sąsiad, to człowiek ma prawo pomóc najpierw żonie. I nie sądzę, by ktoś kwestionował takie zachowanie. Ma tu zastosowanie prosta zasada bliskości. Wobec bliższej osoby mam większe zobowiązania. Ta zasada ma zastosowanie również do braci w wierze. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się